Nie wiem , o czym to ma świadczyć, ale od dłuższego czasu z większą przerwą, a jednak kontynuując ... zaczęłam rozmawiać ze zwierzętami, jak św. Franciszek. Ale przecież, ja ani Franciszkiem nie jestem, ani tym bardziej święta.
I to z "wysokiego c" zaczęłam. A z takiej pozycji, kiedy już osiągnięto szczyt, tylko spaść można. Wiem coś o tym, bo w chórze uczelnianym w pieśni Karola Szymanowskiego "Słowik"
odważyłam się nagle ( bez uprzedzenia) zaśpiewać partię słowika spadającego z niebios wprost do morza.
"Zdaje mi się nieraz, że Bóg się pomylił,
miast serca zamknął w piersiach mych słowika.
Co milczy we dnie, a gdy noc nastanie
miłosną w gwiezdne niebo bije pieśnią"
(autor tekstu: Zofia Szymanowska) 1898-1946)
Nie wiem, czy się zbłaźniłam, czy tylko zaskoczyłam koleżanki i kolegów, a przede wszystkim samego profesora. Wcześniej na próbach tę część "załatwialiśmy akompaniamentem" instrumentalnym.
Miałam szeroką skalę głosu - ale przecież nie był to jednak koloraturowy sopran - więc pomyślałam sobie... a , co tam... raz kozie śmierć... I dałam z siebie wszystko , aż ptaszyna chlupnęła w wodę.
Czy żałuję?
Nie. Nabrałam dzięki temu większej pewności siebie. Ale przez takie nieprzemyślane ruchy, bez jeszcze nie wyćwiczonych technik oszczędzania strun głosowych, teraz już nawet głosu na niesfornego wnuka nie jestem w stanie podnieść.
Zresztą do obecnych kłopotów ze strunami głosowymi przyczyniło się roczne prowadzenie lekcji muzycznych i choru w szkole podstawowej. A wtedy jeszcze preferowałam jako "środek dydaktyczny" swoje własne struny głosowe, a nie struny skrzypiec.
Ale "nie o to, nie o to - nie o to.," jakby to powiedział aktor z Kabaretu Mumio, w skeczu o kawie, kawusi i Pani Serwusowej. ( Charakterystyczny fragment opiera się na słynnym, nieco zblazowanym i przeciągłym zachwycie nad smakiem kawy okraszonym słowami: "kawa, kawusia... no, no, no... przepychota") tutaj
Ad rem
A może to moje wysokie "C" to był wywiad ze słoniem z Poznańskiego ZOO?
Zatem z tej wysokości spadłam ... na psy, konkretnie na moją puszystą zadziorną Toffi.
Myślicie, że niżej już nie można?
A ja tak leżąc na tym padole rozmawiałam i rozmawiam nadal z naszą Toffi. tutaj akurat za daleko od innych ludzi nie odbiegam, bo nie jestem z tą przypadłością odosobniona, tyle, że, jako blogerka, prowadzę obustronną wymianę zdań. Mało tego ona wciąga mnie czasem w swoje zatargi z pawiem, bocianem, a nawet z kogutem zza płota. Ja o moich kontaktach ze szpakami już nie wspomnę.
Teraz mi jeszcze będziecie wypominać, że jednak niżej upaść można?
Macie na myśli Panią Muszyńską?
No cóż... jednak znaleźlibyście na potwierdzenie tego dowód na blogu tutaj
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz