Translate

piątek, 27 lutego 2026

"YANOSIK", UKRYTY PATROL I JA

 


Od bardzo dawna już nie prowadzę auta. czym to wytłumaczyć? 

Mam osobistego kierowcę (szofera). Mąż w tej roli sprawdza się znakomicie.

Coś, za coś... , tzn. często śni mi się, że prowadzę sama auto. Tak stało się i tej nocy.

"Krótka historia o tym, jak nagle stałam się wzorowym kierowcą ( Mój sen) :



Jechałam sobie autem. Spokojnie, przepisowo (no, może plus 5 km/h, bo przecież licznik zawsze kłamie, prawda?). Prawa noga spoczywała na gazie w rytm ulubionej piosenki Joe Cockera. W głowie planowałam, co zjem na kolację. Nagle, w połowie refrenu, z aplikacji Yanosik wydobywał się ten charakterystyczny, podszyty nutą grozy głos:
„Uwaga! Nieoznakowany radiowóz. Za trzysta metrów”.




I wtedy zaczęło się dziać  to, co psychologowie mogliby nazwać „natychmiastowym przejściem w tryb świętego kierowcy”.

Spanikowałam i dostałam odruch Pawłowa.
Moje serce postanowiło na sekundę stanąć, a potem nadrabiać, bijąc jak oszalałe. We śnie najwidoczniej nie został uwzględniony fakt, że mam zainstalowany stabilizator serca. Prawa noga instynktownie przeskoczyła z gazu na hamulec, chociaż nie jechałam szybciej niż ograniczenie. Spojrzałam w lusterko wsteczne, jakby to miało mi pomóc. „Gdzie? Gdzie on jest? Czy to ta srebrna skoda? A może ten czarny passat? O rety, ten dostawczak wygląda podejrzanie!” – myślałam gorączkowo.

Zaczęłam się kontrolować totalnie.
Sprawdziłam prędkość. Było idealnie. Sprawdziłam zapięcie pasów (są). Sprawdziłam, czy nie rozmawiam przez telefon (nie rozmawiam) :). Zaczęłam siedzieć tak prosto, że poczułam, jak kręgosłup prostował mi się po raz pierwszy od trzech lat. Spojrzałam na zegarek – a co, jeśli minęli mnie parę minut temu  i teraz sprawdzają, czy zwalniam przed szkołą?

Nagle postanowiłam być do bólu uprzejmym kierowcą w promieniu 50 kilometrów. 

A więc -
Włączam kierunkowskaz na minutę przed skrętem. Przepuszczam wszystkich pieszych, nawet tych, którzy stoją 10 metrów od przejścia i wcale nie zamierzają przechodzić. 
Zwalniam do 30 km/h, mimo że ograniczenie jest do 50, bo a nuż...

 Mijam „zagrożenia”. Pierwsza - srebrna skoda
 W środku siedzi starszy pan w kapeluszu. Mijam czarnego passata. W środku kobieta z dzieckiem. „Yanosik, kłamczuchu!” – myślę z ulgą, po czym przejeżdżam kolejne 200 metrów i widzę go: granatowy sedan, a w nim dwóch panów w kamizelkach, właśnie kończących rozmowę z pewnym bardzo nieszczęśliwym kierowcą w BMW.
Zwalniam jeszcze bardziej, zerkam na nich z nabożną czcią, poprawiam okulary i z kamienną twarzą jadę dalej, w myślach dziękując społeczności użytkowników aplikacji.

Po przejechaniu kolejnych kilku kilometrów, gdy puls wraca do normy, a "święty kierowca" we mnie zasypia, znowu słyszę: „Uwaga, fotoradar”. I zabawa zaczyna się od nowa. Nagle przebudziłam się, bo ktoś użył klaksonu".

To dzwonił budzik. Ufff......
Rano opowiadam sen mężowi, kierowcy zaprawionemu w podobnych przypadkach. Mąż przyznaje, że kocha taki adrenalinowy zastrzyk w realu, ale kiedy jedzie beze mnie, serio!

Przedstawił mi swój pogląd, jakbym musiała w realu kiedyś być w takiej sytuacji. przecież ja to wszystko wiem. Kiedy mąż prowadzi to włączam się , jak instruktor jazdy i wkurzam męża:
 
"Zdejmij nogę z gazu. Bez względu na to, czy patrol rzeczywiście tam jest, czy to tylko pomyłka użytkownika – bezpieczniej jest zwolnić.
 A czy masz:
- zapięte pasy ( sprawdzam)
- a kierunkowskazy włączyłeś ?
- jedź przepisowo!.."
I dopiero tym męża doprowadzam do szewskiej pasji. Też adrenalina, ale takiej już mąż nie znosi
i nie dziwię się mu wcale. Grozi, że mnie wysadzi z auta. Szybko sprawdzam, czy mam wygodne sportowe buty na nogach. Nie... jedziemy np. z wizytą, ja w bucikach na obcasach, gdzież bym tam w nich leciała za autem. Więc milknę, na czas, dopóki nie miniemy patrolu.
Na wszelki wypadek, chyba wrzucę adidasy do bagażnika.

Muszę się poprawić, bo pozostanie mi korzystanie z taxi. O tej usłudze napiszę na tym blogu niebawem.
 


2 komentarze:

  1. Uśmiałam się, bo to j jak z moimi siostrami. Najstarsza jest instruktorem jazdy i kiedy wsiądzie do samochodu drugiej siostry, kiedy jedziemy razem na cmentarz, to ją poucza, a ta znów grozi w żartach, że zaraz ją wysadzi, albo mnie, kiedy przypomnę, że przekroczyła prędkość :D Ja znów nie mam prawa jazdy, chociaż próbowałam. Niestety, mylę strony, pedały, wolę nie ryzykować :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mamy coś wspólnego ze sobą. Ja też mylę pedały, ale mieliśmy też automatyczną skrzynię biegów, ale zraziłam się ogólnie do prowadzenia auta. mąż zadeklarował, że będzie mnie woził, abym tylko zachowała życie swoje, rodziny i pozostałych użytkowników dróg.

      Usuń