Mijały kolejne lata. Czas w domu Nowaków płynął zupełnie innym rytmem – odmierzało się go kolejnymi dawkami specjalistycznych leków i następnymi urodzinami, które według dawnych, czarnych prognoz miały przecież nigdy nie nadejść. Elwira miała już dwadzieścia lat. Studiowała historię sztuki. Kochała piękno, bo podświadomie czuła, że prawdziwe piękno jest trwałe i niezmienne – w całkowitym przeciwieństwie do kruchego, ludzkiego zdrowia.
Dzisiaj był dla niej wyjątkowy wieczór: bal połowinkowy na jej uczelni. Elwira stała przed tym samym łazienkowym lustrem, w którym przed laty jako dorastająca dziewczyna tak gorzko płakała nad swoją różową blizną. Teraz patrzyła na własne odbicie zupełnie inaczej. Miała na sobie suknię, którą sama misternie zaprojektowała, a jej mama, Maria, uszyła ją w tajemnicy, pracując po nocach. Suknia była wykonana z ciężkiego, butelkowozielonego aksamitu. Z przodu była całkowicie prosta, zabudowana elegancko pod samą szyję. Ukrywała wszystko: całą bolesną historię jej szpitalnych bitew, a na jej tle błyszczał jedynie zielony szmaragd, który przed laty otrzymała od Oli.
– Wyglądasz po prostu pięknie, myszko – powiedział cicho Piotr, stając nagle w uchylonych drzwiach. Był już mocno osiwiały, a wieloletnia choroba jedynej córki wyryła na jego twarzy głębokie, dojrzałe bruzdy.
Elwira podchodzi do taty i całuje go w szorstki, męski policzek.
– Dziękuję, tato.
Jej mała, czarna torebka leżała gotowa na komodzie. W środku znajdował się jedynie puder, ulubiona szminka i… telefon. Duży, głośny smartfon, którego Elwira nie wyłączała absolutnie nigdy – ani w nocy, ani podczas najważniejszych wykładów. Wszyscy jej nowi znajomi z uczelni byli święcie przekonani, że jest po prostu uzależniona od internetu. Prawda była jednak zupełnie inna: ten telefon to była jej niewidzialna smycz. Jeśli na ekranie wyświetliłby się numer z kierunkowym do Warszawy, z biura koordynacji transplantacji, Elwira miała zaledwie dwie godziny, by stawić się w klinice. To wycieńczające uwiązanie trwało już od pięciu lat. Pięć długich lat czekania na cud, który musiał narodzić się z czyjejś niewyobrażalnej tragedii.
Studencka zabawa w klubie była głośna i dynamiczna. Szybka muzyka wibrowała basem bezpośrednio w klatce piersiowej Elwiry. Dziewczyna nie tańczyła – wiedziała doskonale, że jej słabe serce nie wytrzymałoby takiego tempa. Siedziała spokojnie przy stoliku w swojej pięknej, aksamitnej sukni, powoli pijąc wodę z cytryną. Patrzyła na rówieśników: byli tacy beztroscy, głośno rozmawiali o nadchodzącej sesji, o wakacjach w słonecznej Hiszpanii i o dalekich planach na przyszłość. Elwira nigdy nie planowała niczego dalej niż na tydzień w przód.
Nagle jej torebka leżąca na stole zaczęła gwałtownie wibrować. Brrr… brrr… brrr…
Cała głośna muzyka wokół niej w jednej sekundzie całkowicie ucichła, choć w klubie w rzeczywistości wciąż grał DJ. Elwira spojrzała na rozświetlony ekran. Numer był nieznany. Jej dłoń, ozdobiona subtelnym pierścionkiem, zaczęła natychmiast drżeć. Starając się opanować emocje, wyciszyła otoczenie i wyszła na chłodny, opustoszały korytarz, gdzie jej zielona suknia szeleściła cicho o ściany. Przesunęła drżącym palcem zieloną słuchawkę na ekranie.
– Słucham, Elwira Nowak.
– Dzień dobry, pani Elwiro – usłyszała w słuchawce spokojny, niezwykle profesjonalny głos kobiety. – Mamy dla pani oficjalne zgłoszenie. Jest odpowiedni dawca. Wszystkie parametry medyczne się zgadzają. Karetka transportowa już po panią jedzie. Proszę spakować najpotrzebniejsze rzeczy i czekać na nas w domu.
Elwira oparła się ciężko plecami o zimną ścianę korytarza. To był właśnie ten moment. Dwudziesty rok życia. Ostateczność. Serce, które wiernie nosiła w piersi przez dwadzieścia lat, właśnie nieuchronnie odliczało swoje ostatnie godziny.
– Dobrze – szepnęła bezgłośnie Elwira. – Będę czekać.
Zamknęła oczy. Nie było już w niej tamtego nastoletniego buntu z czasów, gdy miała czternaście lat. Była tylko wielka, dorosła cisza. I jedna nagła, dziwna myśl, która bezwiednie przemknęła przez jej głowę: „Gdzieś tam… ktoś właśnie umarł. Tylko po to, żebym ja mogła dalej żyć”.




