Translate

niedziela, 21 czerwca 2026

PSIECKO NA ZAKRĘCIE, CZYLI O NIEDOJRZAŁOŚCI Z PRZYMRUŻENIEM OKA I ŁZĄ W TLE

 

 💔 „Mamo, przygarniesz Orzeszka? Oczywiście, a na jak długo?... Na zawsze.” 🐾

Zapraszam Was dzisiaj na bloga na zupełnie inny, niezwykle poruszający i ckliwy felieton. Opowieść o współczesnej modzie na „psiecko”, wielkich karierach w korporacjach i bolesnej niedojrzałości, która nie potrafi udźwignąć odpowiedzialności za żywą istotę. 😢 Historia zmuszająca do refleksji nad tym, czym naprawdę jest dojrzałość i miłość. Czy można oddać żywe stworzenie jak niepotrzebny mebel, bo przestało pasować do grafiku w smartfonie? 🐾
Przeczytajcie, jak potoczyły się losy małego Orzeszka i starszej pani po tym, gdy z ust jej syna padły bolesne słowa: „Na zawsze”. Opowieść z łzą w oku na przełamanie weekendowej, czereśniowej słodyczy. 👇

art by Mary Cassatt

   Czasami obserwuję otaczający nas świat i ogarnia mnie głęboka zaduma nad tym, w jaką stronę zmierzają współczesne wartości. Ostatnio w modę weszło nowe, dość specyficzne słowo: „psiecko”. Młode, bezdzietne małżeństwa, zamiast zakładać tradycyjne, pełne rodziny, coraz częściej kupują czworonoga i przelewają na niego całą swoją potrzebę opiekuńczości. 

  (Pomijam tu przypadki, kiedy z przyczyn od siebie niezależnych, pary młodych ludzi nie mogą mieć własnych dzieci, a chcą potrzebę niespełnionej miłości i opiekuńczości przelać na inne stworzenie). 

  I pół biedy, gdy za tym kupnem idzie  prawdziwa odpowiedzialność. Gorzej, gdy pod modnym szyldem "mieć własne psiecko" kryje się zwyczajna, ludzka niedojrzałość.

 Znałam taką parę. Pracowali w wielkich, szklanych korporacjach, robili kariery, a wieczorami znajdowali czas na głośne kluby i modne restauracje. W ich idealnie zaplanowane życie wkroczył mały, puszysty Orzeszek – piesek, który miał być uroczym dopełnieniem ich nowoczesnego wizerunku. Niestety, uroczy szczeniak szybko dorósł, a wraz z nim wzrosły wymagania. Zamiast radosnej maskotki, piesek stawał się pomału uciążliwą kulą u nogi, ograniczającą ich towarzyską wolność.

   Gdy na nich patrzyłam, przez myśl przemknęła mi smutna refleksja: dobrze, że los nie obdarzył ich jeszcze własnym dzieckiem. Jako przyszli rodzice okazali się na ten moment zupełnie niegotowi. Bywa przecież tak, że przez te wyjątkowe dziewięć miesięcy w kobiecie naturalnie rozwija się potężny instynkt macierzyński, a i mężczyzna ma czas, by poczuć na swoich barkach ciężar ojcowskiej odpowiedzialności. Ale do tego trzeba dorosnąć. W przypadku Orzeszka tego czasu i dojrzałości po prostu zabrakło. 

Ale ad rem.

  Pewnej słonecznej niedzieli, po wspólnym, rodzinnym obiedzie u matki mężczyzny, w salonie zapanowała nagle dziwna, gęsta atmosfera. W powietrzu wisiało coś niepokojącego, a młodzi nerwowo wymieniali spojrzenia. Starsza pani, czując intuicyjnie, że coś jest na rzeczy, odłożyła filiżankę i zapytała wprost:

    – Dzieci, o co chodzi? Widzę, że coś Was gryzie.

Syn odchrząknął, poprawił mankiety koszuli i po krótkiej walce z myślami zaczął:

   – Mamo, powiem prosto z mostu... Przygarniesz Orzeszka?
Matka uśmiechnęła się ciepło, spoglądając na merdającego ogonkiem malucha.

  – Oczywiście, żaden problem! A wyjeżdżacie gdzieś dalej? Na jak długo muszę się nim zaopiekować?

  W pokoju zapanowało nagłe, przeszywające do szpiku kości milczenie. Młode małżeństwo spuściło wzrok, nie potrafiąc spojrzeć kobiecie w oczy. Wreszcie z ust syna padły słowa, które przecięły ciszę jak ostrze noża:

  – Na zawsze.

  Słowo „na zawsze” zawisło w cichym salonie niczym wyrok, z którego nie ma odwołania. Matka przez dłuższą chwilę patrzyła na swojego dorosłego syna, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. W jej oczach nie było złości – był tylko głęboki, bezbrzeżny smutek. Spojrzała na synową, która z udawanym zainteresowaniem studiowała czubki swoich modnych butów. Żadne z nich nie miało odwagi podnieść wzroku.

   – Rozumiem – powiedziała cicho starsza pani, po czym schyliła się i delikatnie wzięła na ręce małego Orzeszka. Piesek, zupełnie nieświadomy, że właśnie stał się zbędnym bagażem w korporacyjnym świecie, wtulił swój puszysty pyszczek w jej ciepły sweter. –  

   Gdy drzwi wejściowe kliknęły, obwieszczając ich szybkie, niemal ucieczkowe wyjście, w domu zapanowała głęboka cisza. Matka usiadła w fotelu, a mały czworonóg natychmiast ułożył się na jej kolanach. Spojrzała na wiszący na ścianie portret – dawną, klasyczną replikę obrazu Mary Cassatt, przedstawiającą dumną damę tulącą małego pieska. Pomyślała z gorzkim uśmiechem, że życie potrafi pisać najbardziej nieoczekiwane scenariusze. Jeszcze rano myślała, że jej czas pełnej opieki nad kimkolwiek bezpowrotnie minął, a dom na zawsze pozostanie pusty.

   Mijały tygodnie. Młodzi rzucili się w wir nowego, luksusowego życia, w którym nie było już miejsca na poranne spacery w deszczu, weterynarzy i psie smutki. Ich profile w mediach społecznościowych pękały od zdjęć z egzotycznych plaż i nowoczesnych biur. Orzeszek stał się dla nich jedynie mglistym wspomnieniem z „poprzedniego etapu”.

   Tymczasem w małym domku matki narodził się zupełnie nowy świat. Orzeszek, który w rękach niedojrzałych właścicieli był wiecznie zestresowaną kulą u nogi, przy starszej pani niesamowicie rozkwitł. Szybko nauczyli się swoich rytmów. Rytuałem stała się poranna kawa, przy której piesek wiernie asystował, kładąc łapki na jej kolanach, oraz długie, niespieszne spacery po parku, podczas których starsza pani wreszcie miała do kogo mówić. Orzeszek nie potrzebował drogich zabawek ani markowej karmy – potrzebował jedynie obecności, spokoju i serca, którego młodzi nie potrafili mu dać.

  Siedząc wieczorami z puszystym kompanem na kolanach, starsza pani często wracała myślami do swoich dzieci. Czuła żal, ale nie z powodu psa. Było jej potwornie smutno, że jej syn, goniąc za nowoczesną iluzją wolności, zgubił gdzieś po drodze to, co najwartościowsze – odpowiedzialność za drugą istotę. Wiedziała, że prędzej czy później przyjdzie dzień, w którym te wielkie kariery i szklane biurowce przestaną im wystarczać. Oby tylko wtedy, gdy zapragną prawdziwego domu, nie było już za późno na naukę miłości.

    A Orzeszek? 
On swój prawdziwy dom już znalazł. W cichym fotelu, u boku kobiety, która potrafiła kochać bezwarunkowo, bez względu na modę i pędzący świat.

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz