Translate

sobota, 20 czerwca 2026

NEGOCJACJE NA NAJWYŻSZYM SZCZEBLU, CZYLI SZPAK NA MOIM HAMAKU


     W myślach już wyobrażałam sobie, że nie będę wieszać, jak zamierzałam płyt CD na drzewie, ale wyślę te natrętne ptaszyska  do pobliskiego sadu sąsiadów i jeszcze zagram im na drogę marsza Mendelsona.

      A jak nie zechcą ... kurczę... gdzieś mąż ma wiatrówkę ze ślepymi nabojami. Ale długo musiałabym grać im później "Marsza Żałobnego" Chopina, sąsiedzi by nie zdzierżyli, wolą disco polo. Tak tylko sobie pomarzyłam....

    Czasami człowiek planuje weekend w ogrodzie z książką w ręku, a życie i tak pisze własny, zupełnie niesamowity scenariusz. Wszystko wydarzyło się podczas tej mojej słynnej już popołudniowej drzemki. Kiedy domowa ferajna rozjechała się w swoich sprawach, a wierna Toffi smacznie chrapała w cieniu, postanowiłam przenieść swój hobbystyczny warsztat pracy na świeże powietrze. Rozciągnęłam się wygodnie na hamaku między drzewami, zamknęłam oczy i pozwoliłam czerwcowemu słońcu błogo kołysać moje myśli.


A więc ja na hamaku, podczas, gdy Toffi wybrała słońce.


    I wtedy, na granicy jawy i snu, zaczęły dziać się rzeczy doprawdy osobliwe. Zamiast szumu wiatru, usłyszałam nad głową charakterystyczne, bezczelne furkotanie skrzydeł. Gdy leniwie uchyliłam rąbka tajemnicy pod ciemnymi okularami, okazało się, że na samej linie mojego hamaku wylądował on. Szpak. Ale nie taki zwyczajny, pospolity łakomczuch – ten egzemplarz wyglądał jak rasowy dyplomata, z piórami lśniącymi w słońcu niczym wieczorowy garnitur. Spojrzał na mnie z góry z taką pewnością siebie, jakby to on był właścicielem tej działki, a ja jedynie nielegalnym lokatorem.

   Zanim zdążyłam machnąć ręką, ten skrzydlaty jegomość skłonił dumnie głowę, poprawił skrzydełko i najczystszą polszczyzną zaproponował mi... oficjalne negocjacje pokojowe! Tak, tak, nie przywidziało się Wam – szpak na moim własnym hamaku postanowił zawrzeć ze mną czereśniowy pakt o nieagresji. Cała ta surrealistyczna narada tak mocno wyryła się w mojej pamięci, że po przebudzeniu od razu musiałam przelać ją na klawiaturę:

Bujałam się cicho na moim hamaku,
W czerwcowym słońcu, wśród ciszy i maku.
Przymknęłam oczy, już sen mnie morzył,
Gdy nagle na linie gość się położył.

To szpak, bezczelny, w piórach lśniących cały,
Spogląda na mnie, jakby był to bal doskonały.
Schylił swą głowę, podepchnął skrzydełko
I rzecze z powagą: „Zróbmy układ, panno wielka!

Ty masz czereśnie, słodkie, krwistoczerwone,
A ja mam stadko i żonę za żonę.
Oddaj nam czubek, ten najwyższy w sadzie,
A dół zostawimy w nienagannym ładzie.

Nie będziemy głośno krzyczeć nad płotem,
Ani u sąsiada kłócić się z kotem.
Pełna kultura, kelnerska obsługa,
Niech ta umowa nie będzie zbyt długa!”.

Otwieram oczy, hamak mocno drży,
A szpak z gałęzi bezczelnie się tli!
Choć to był tylko sen popołudniowy,
To ten ptasi pakt... ciągle mam w swej głowie!

  Kiedy gwałtownie otworzyłam oczy, hamak wciąż jeszcze delikatnie się kołysał, a na pobliskiej gałęzi czereśni siedziało stado ptaków, jakby złośliwie czekając na moją oficjalną odpowiedź. Choć cała ta dyplomatyczna misja okazała się jedynie wytworem mojej bujnej, popołudniowej wyobraźni, to muszę przyznać, że ten ptasi pakt ma sens. W końcu, po co toczyć wojny i montować skomplikowane strachy, skoro można podzielić się owocami jak cywilizowani sąsiedzi? 

   Najwyższe gałęzie oddaję ptasiej mafii, a dół zrywam dla wnuków!

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz