Translate

poniedziałek, 13 lipca 2026

SEZON II, ODCINEK 2. : SPOTKANIE W CHMURACH I SZAMPAN NAD SEKWANĄ



 Przeszklona winda sunęła w górę gładko, a rozświetlony milionami świateł Paryż powoli kurczył się pod stopami Anny i Ivo. Anna z zachwytu niemal przykleiła nos do szyby, podziwiając wstęgę Sekwany, która z tej perspektywy wyglądała jak błyszczący, czarny wąż usiany złotem.

 -  Ivo, spójrz na to... -  szepnęła oczarowana, mocniej splatając swoje palce z jego dłonią. -  Tam w dole płynie nasz stateczek „Le Coquelicot”. To niesamowite, że jeszcze godzinę temu słuchaliśmy tam muzyki, a teraz jesteśmy prawie w chmurach.

   -  To jest właśnie magia tego miasta, kochanie  - uśmiechnął się Ivo, całując ją delikatnie w skroń. - A najlepsze dopiero przed nami.

   Gdy drzwi windy otworzyły się na samym szczycie, uderzył ich elegancki gwar ekskluzywnej kawiarni. Kelner w nieskazitelnym garniturze natychmiast poprowadził ich do strategicznie ulokowanego stolika tuż przy wielkiej, panoramicznej szybie.

  Anna aż wstrzymała oddech. Ale to nie widok zapierającej dech w piersiach panoramy Paryża przykuł jej uwagę w pierwszej kolejności. Przy sąsiednim,  stoliku, na skórzanych fotelach, siedziała czwórka niezwykle eleganckich panów. Wyglądali jak prawdziwi paryscy dżentelmeni z minionej epoki, a ich czarne kapelusze z czerwonymi makami pyszniły się dumnie w blasku kawiarnianych świec. Przy nogach niewidomego Ivesa cichutko leżał jego wierny pies-przewodnik, grzecznie podziwiając świat przez szklaną barierę.

   - Ojej, Ivo, spójrz! To oni! Nasza kapela z makiem! - zawołała cicho, ale z ogromną radością Anna.

  Pierre, który właśnie unosił do ust kieliszek szampana, dostrzegł ich i natychmiast wstał, zdejmując szarmancko kapelusz.

   -  Ach, madame! Monsieur! Cóż za niespodziewane i cudowne spotkanie! - zawołał z promiennym uśmiechem. -       Widzę, że po rejsie na wodzie postanowiliście zdobyć szczyty. Proszę, koniecznie dołączcie do nas! Świętujemy właśnie nasz pierwszy, oficjalny wieczór na pokładzie po latach rozłąki. Taki wieczór wymaga najlepszego bąbelkowego trunku i najlepszego towarzystwa.

  Ivo i Anna z wielką radością przesiedli się do połączonego stołu. Kelner natychmiast dolał szampana do nowych kieliszków.

  -  Panowie, wasza muzyka na dole skradła nasze serca -  powiedział Ivo, wznosząc kieliszek. - Ale widok was tutaj, na samym dachu Paryża, w tych kultowych kapeluszach, to jest po prostu piękny filmowy kadr.

  Stary kontrabasista Marc poprawił okulary i spojrzał przez szybę na maleńkie autka pełznące w dole.

  - Wiecie państwo... - zaczął cicho Marc, a w jego głosie brzmiała głęboka nostalgia. -  My przez kilkadziesiąt lat graliśmy na samym dole. W ciemnych, zadymionych piwnicach Montmartre’u, na rogach brukowanych ulic, w cieniu kamienic. Paryż oglądaliśmy z perspektywy przechodnia, czasem z perspektywy rynsztoka. A dzisiaj... dzięki Pierre’owi i jego pływającej kawiarni, jesteśmy tutaj. Pierwszy raz patrzę na to miasto z góry i wiecie co? Ono z każdej wysokości brzmi tak samo pięknie. Brzmi miłością.

   Gerard pogłaskał dłonią stojący obok fotela akordeon, który zabrał ze sobą „na wszelki wypadek”.

  - Nasz zmarły solista Pierre, ten z płyt gramofonowych, zawsze mówił, że dobra muzyka musi latać wysoko – dodał z uśmiechem Gerard. – No to go posłuchaliśmy. Jesteśmy bliżej nieba.

  Ives, niewidomy saksofonista, uśmiechnął się szeroko pod swoimi ciemnymi okularami i czule poklepał swojego czworonoga.

   - Ja co prawda nie widzę tych milionów świateł, o których tak pięknie opowiadacie -  powiedział Ives miękko. -  Ale słyszę szum tego miasta. Słyszę brzęk naszych kieliszków, wasze młode, zakochane serca i wiem, że Paryż z góry pachnie wolnością. Mój pies też to czuje, prawda, stary druhu?

  Pies cicho mruknął w odpowiedzi, jakby potwierdzał słowa swojego pana. Anna poczuła, jak wzruszenie ściska jej gardło. Spojrzała na Ivo, który mocno trzymał jej dłoń pod stołem. Bąbelki szampana musowały w kieliszkach, za oknem co godzinę zaczynała migotać tysiącem świateł Wieża Eiffla, a polscy turyści i starzy paryscy muzycy siedzieli razem w chmurach, połączeni niewidzialną nicią, która nie znała granic ani wieku.

(c.d. nastąpi)

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz