– No nie, chyba już więcej nie zabiorę Toffi na spacer – oznajmiłam, wchodząc do domu. – Ta smycz jest do wymiany! Karabinek rozregulowany, nie mogłam jej zahamować. Toffi hulaj dusza, a ja ledwo nadążałam.
Mąż podniósł wzrok.
– Dziwne… Ja nie zauważyłem, żeby coś szwankowało.
– Oczywiście, że nie zauważyłeś! – parsknęłam. – Bo jak Toffi idzie z Panem, to ma pełen luz. A ja wolę regulować jej zachcianki.
Mąż przez chwilę milczał, po czym zapytał niewinnie:
– A ile kosztują koszulki z nadrukiem?
– Dlaczego zmieniasz temat?
– Wręcz przeciwnie – odparł z powagą. – Myślę, że zamiast nowej smyczy lepiej kupić koszulkę z Toffi. „Uroczy Pies”. Ty byś wychodziła na spacery w samej koszulce…
– Słucham?!
– No wiesz… w dolnej części szorty czy dres? Toffi już byś nie musiała ze sobą zabierać. Dwa grzybki w barszcz to za dużo.
Patrzyłam na niego osłupiała.
– Szorty w moim wieku? Ty naprawdę to wymyślałeś?
W tym momencie wtrąciła się Toffi, siadając między nami z godną miną:
– A dlaczego nie…? Tylko musiałabym pobierać honorarium za udostępnienie wizerunku. Znacie mój środek płatniczy…
– Znamy, Toffi, znamy… – westchnęłam. – Żeberka.
– No dobra – dodała Toffi – ale na tym pani brzuchu musiałabym siedzieć spokojnie. A jak kota zobaczę i wyrwę się… to dosłownie i w przenośni zostanie pani z gołym brzuchem. A może i nie tylko?
Toffi zrobiła minę niewiniątka.
– Wiem… Kotom w świecie nie odpuszczę. Nawet gdyby cotton został w strzępach.
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj


Taki portret na koszulce, to konkurencja dla żywego pupila:-)
OdpowiedzUsuń