Wyobraźcie sobie taką scenę.
Ciepłe popołudnie, parkowa alejka, deszcz w końcu odpuścił. Idę ja – dumnie, w sportowych butach i w tej nowej, turkusowej koszulce z wielkim nadrukiem Toffi. Żadnej smyczy w ręku, żadnego szarpania. Pełen komfort i wolność, o której mówił mój mąż.
Zza zakrętu wyłania się on. Pan w średnim wieku, a na piersi niesie... najbardziej zdziwionego jamnika w historii sztuki tekstylnej. Pies na jego żółtej koszulce ma oczy jak pięciozłotówki i wyciągniętą szyję, jakby właśnie zobaczył ufo.
Mijamy się. Nagle pan zwalnia, patrzy na mój brzuch, potem ja patrzę na jego klatkę piersiową. Zatrzymujemy się na środku chodnika.
– Przepraszam panią – zaczyna właściciel jamnika, wskazując na moją koszulkę. – Ale mój nadruk chyba zaraz dostanie zawału. Co to za białe cudo tam siedzi?
– To moja Toffi – odpowiadam z dumnym uśmiechem. – Pierwszy pies-astronauta, a obecnie modelka pobierająca honorarium w żeberkach. A pana jamnik dlaczego ma taki lęk w oczach?
Pan wzdycha, spogląda na swoją klatkę piersiową i klepie się po brzuchu.
– Widzi pani, mój Leon z natury jest psem polującym. Ale jak zobaczył tę pani puszystą chmurkę, to chyba po raz pierwszy w życiu zwątpił, czy to jeszcze pies, czy już groźny kosmiczny drapieżnik. Proszę spojrzeć na te oczy! Wyjdą mu z tych ram za chwilę!
W tym momencie, na mojej koszulce (a przynajmniej tak mi się wydawało), bawełniana Toffi aż wyprężyła pierś z dumy.
– Nic dziwnego – pomyślałam w duchu. – Na żywo goni koty, a z nadruku paraliżuje wzrokiem jamniki.
– Wie pan co? – dodałam głośno. – Dobrze, że te nasze nadruki nie potrafią szczekać. Bo z takim wzrokiem pana Leona, całe osiedle miałoby darmowy cyrk.
– Święta racja! – zaśmiał się pan. – Ale na wszelki wypadek następnym razem zmienię trasę, bo mój Leon nie zniesie kolejnego takiego spotkania trzeciego stopnia!
Rozeszliśmy się w radosnych humorach, a przechodnie patrzyli na nas jak na parę wariatów rozmawiających z własnymi brzuchami.
Dziękuję, że wpadliście na chwilę do moich codziennych zapisków!
Moda z psimi nadrukami, jak widać, potrafi zbliżać ludzi i prowokować najbardziej abstrakcyjne dyskusje na świecie.
A czy Wy odważylibyście się wyjść na spacer w koszulce z własnym pupilem i dumnie reprezentować go na osiedlu?
Czekam na Wasze uśmiechy w komentarzach!
Z ciepłymi pozdrowieniami i humorem na cały wieczór,
Teresa
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj


Świetny pretekst do poznawania nowych osób, wprawdzie nie mam obecnie żadnego pupila w domu, poza mężem, ale koszulka z pieskiem czy chomikiem, czemu nie?
OdpowiedzUsuń