– Kamera... Akcja! – donośny głos Janka poniósł się po leśnej głuszy.
Na planie natychmiast zapadła cisza, przerywana jedynie szelestem ciężkich, balowych sukien. Ivo stał jak skamieniały, ukryty za wielką, srebrną blendą oświetleniową. Z zazdrości aż zaciskał pięści, patrząc, jak serialowy hrabia Potocki z wprawą rasowego amanta trzyma Annę za ręce, czarując ją swoim hollywoodzkim uśmiechem. Stojący obok reżyser szturchał go tylko łokciem, cicho podśmiewając się z miny przyjaciela, ale Ivo nawet nie mrugał. Patrzył na błękitną suknię Anny, na jej piękną perukę z lokami i czuł, że po prostu pęka z zazdrości. Sam ten prezent wymyślił, a teraz najchętniej przerwałby ujęcie.
Na szczęście z głośnika padło zbawienne:
– Cięcie! Świetnie, dziękuję państwu, piętnaście minut przerwy dla statystów! – ryknął Janek.
Anna, wciąż rozpromieniona i lekko oszołomiona magią planu, natychmiast pożegnała się z aktorem. Uniosła oburącz ciężkie połacie jedwabiu i omijając kable, ruszyła prosto w stronę, gdzie ukrywali się mężczyźni. Gdy podeszła bliżej, uderzyła ją nienaturalnie wyprostowana sylwetka Ivo i jego dziwnie chmurne spojrzenie.
– I jak mi poszło, panie krytyku? – zagadnęła wesoło, poprawiając opadający na czoło misterny lok. – Myślisz, że mam szansę na Oscara za drugoplanową rolę milczącej damy ogrodowej?
– Poszło ci... zjawiskowo – wykrztusił Ivo. Starał się, by jego głos brzmiał neutralnie, ale wyszedł z tego dziwny, szorstki pomruk. – Wyglądasz w tym kostiumie tak, że... w zasadzie trudno oderwać wzrok. Nic dziwnego, że Potocki aż za bardzo wczuł się w swoją rolę i nie chciał puścić twoich rąk.
Anna uniosła brwi. Spojrzała na jego zaciśnięte usta, potem na skrzyżowane na piersiach ramiona, a w jej malarskich oczach natychmiast pojawił się błysk czystego rozbawienia.
– Ivo... – zaczęła przeciągle, podchodząc o krok bliżej, przez co zapach jej różanej charakteryzacji uderzył go prosto w nos.
– Czy ty jesteś zazdrosny o aktora z telewizji? O człowieka, który przed chwilą szeptem narzekał mi, że ta historyczna kamizelka tak strasznie go gniecie w brzuch, że chyba nie dożyje obiadu?
Ivo poczuł, jak na jego policzki wypływa nagły, gwałtowny rumieniec. Chciał zaprzeczyć, obrócić wszystko w żart, ale jego oczy – te same, które przed chwilą ciskały gromy zza blendy – nagle całkowicie złagodniały. Popatrzył na nią z taką intensywnością, że Annie aż zabrakło tchu. Nie musiał nic mówić. W tym jednym, długim spojrzeniu było napisane absolutnie wszystko.
– Może i jestem – przyznał w końcu cicho, wkładając ręce do kieszeni. – I myślę, że popełniłem potworny błąd, przyprowadzając cię tutaj. Następnym razem zabieram cię na kawę tam, gdzie nie ma żadnych hrabiów. Tylko ty i ja.
Anna poczuła, jak jej serce wykonuje dokładnie taki sam, gwałtowny skok, jak wtedy na kolejowym nasypie. Uśmiechnęła się najpiękniej, jak potrafiła, i musnęła dłonią ramię jego ciemnej koszuli.
– Trzymam cię za słowo – szepnęła. – Bo ta peruka jest strasznie ciężka, a ja o wiele bardziej wolę kawę w twoim towarzystwie. Nawet w zwykłych kapciach na werandzie u taty.
C.d. nastapi
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz