Translate

piątek, 19 czerwca 2026

POETA I KATASTROFA LIRYCZNA





Poeta otrzymał zlecenie.

- Tylko niech będzie romantycznie - powiedział zleceniodawca. - Dużo uczuć, trochę księżyca, może jedna róża. Tak, żeby czytelnik westchnął.

- Naturalnie - odparł poeta.

Usiadł przy biurku. Otworzył laptop.
Napisał:

„Był ciepły, majowy wieczór...”

Przeczytał.
Wyobraził sobie ten wieczór.
Pachniały bzy.
Gdzieś śpiewał kos.
Nad stawem unosiła się mgła.

Poecie zaszkliły się oczy.

- Ojej - szepnął.

Sięgnął po chusteczkę.
Potem drugą.
Potem trzecią.
Po pół godzinie odzyskał spokój.

Spojrzał na ekran.
„Był ciepły, majowy wieczór...”

- Dobrze -  powiedział. -  Jedziemy dalej.

Napisał:

„A ona szła aleją starych kasztanów...”

I znów zobaczył tę alejkę.
Białe kwiaty.
Szmer liści.
Delikatny wiatr.
I tę samotną postać.

Poeta rozpłakał się natychmiast.

Łkał tak przejmująco, że sąsiad zza ściany przyszedł sprawdzić, czy nie wydarzyło się jakieś nieszczęście.

- Umarł ktoś? -  zapytał.
- Nie —-odpowiedział poeta przez łzy. - Ona dopiero idzie aleją.

Sąsiad pokiwał głową i wyszedł.
Po dwóch godzinach pracy tekst wyglądał następująco:

„Był ciepły, majowy wieczór.
A ona szła aleją starych kasztanów...”

Poeta zużył siedemnaście chusteczek.
Postanowił być twardy.

Napisał kolejne zdanie.

„W dłoni trzymała list miłosny.”

I wtedy nastąpiła katastrofa.
Poeta wyobraził sobie, że list został napisany odręcznie.
Że atrament był niebieski.
Że ktoś długo dobierał słowa
Że może nawet skreślał.

A potem złożył kartkę na trzy części.

To było ponad siły.
Łzy popłynęły szerokim strumieniem.
Klawiatura zaczęła chlupotać.
Spacja odmówiła współpracy.
Litera „e” wydała cichy jęk.
Enter zamrugał rozpaczliwie.
Wreszcie laptop westchnął ostatkiem elektroniki, wyświetlił komunikat:

Błąd krytyczny: wykryto nadmiar szczęścia. System zostanie zamknięty.

i zgasł.

Poeta siedział długo w ciszy.
Patrzył na czarny ekran.
Potem wyjął ostatnią chusteczkę.

- Rozumiem cię, przyjacielu - powiedział.

I rozpłakał się za laptopem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Grzegorz Turnau - Liryka ,liryka - YouTube



Liryka, liryka , tkliwa dynamika
Konstanty Ildefons Gałczyński


Sam nie rozumiem, skąd mi to się bierze,
że jestem mitologiczne zwierzę,
ni to świnio-byk i ni to koto-pies,
i w ogóle z inych stron:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

Idę, powiedzmy, wieczorem z Arturem
i nagle: księżyc wschodzi za murem,
Artur ostrzega, bo dobry kolega:
— Nie patrz. — A ja jak bóbr:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

W takim „Przekroju” po prostu się boją
bo jak na przykład wejdę do pokoju
i się zamyślę, powiedzmy o Wiśle,
to zaraz łzy jak groch:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

Wy się nie dziwcie, śliczni panowie,
sześć lat po świecie tułał się człowiek
i nagle: Polska i harfa eolska,
po prostu cud jak z nut:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

Będziecie śmiać się, lecz daję słowo:
ja czytam nawet „Gazetę Ludową”
i „Pokolenia”, i wiersze w „Kamenie”,
i czytam, i szlocham, och!
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

Niech mnie zarąbią, niech honoraria
wyda na wieńce Artur Marya!
Ja jestem Polak, a Polak jest wariat,
a wariat to lepszy gość:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

A po pogrzebie pod korniszon
niech epitaphium mi napiszą:
TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON,
pod spodem taki tekst:
„Liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal”.


 źródło: 
https://poezja.org/wz/Konstanty Ildefons_Galczynski/24756/Liryka_liryka_tkliwa_dynamika

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj

2 komentarze:

  1. Oj, to już lepiej pisać tradycyjnie na papierze...klawiatura odstrasza wenę!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. metoda papierowa bardzo mi odpowiada, Co zostało napisane, nie miało prawa , aby przypadkiem zostało usunięte. Wczoraj napisałam i zaznaczyłam do opublikowania "na zaś" historyjkę. Po czasie chciałam ja uaktualnić o nowy obraz, ale za żadne licho się nie udawało. Postanowiłam skopiować na nowo i w tej II wersji dodać obraz. W ten sposób już były 2 identyczne. Wystarczyło usunąć ten stary, a ... usunęłam ... zupełnie inny i to bardziej wartościowy i pełen humoru. Wyobraź sobie moje załamanie. Nie prowadzę kopii zapasowych. Napisałam inny, ale już nie jest to samo. Ale cóż tak ma pędziwiatr... Miłego popołudnia . U nas 31,9 ( w cieniu)

      Usuń