Translate

czwartek, 14 maja 2026

GŁOS JEGO PANA

  
Francis Barraud – „His Master’s Voice”
(Głos Jego Pana) 
(1898–1899)


Ten obraz Francisa Barrauda od ponad stu dwudziestu lat porusza serca ludzi na całym świecie. Mały biały terier Nipper siedzi z przechyloną głową i wpatruje się w gramofon z taką ufnością, miłością i tęsknotą, że trudno przejść obok niego obojętnie.

   Patrząc na niego, nie mogłam nie pomyśleć o naszych paryskich muzykach.

    Był ciepły, letni wieczór. W ogródku kawiarni Mathieu światła były już pogaszone, tylko jeden stary lampion rzucał delikatne, bursztynowe światło na stolik, przy którym siedzieli trzej starzy przyjaciele: Gerard, Mathieu i Marc.

  Na środku stołu stał stary gramofon, który Gerard z trudem przytaszczył z piwnicy „na specjalną okazję”.

– No to co, chłopaki… puścimy? – zapytał Gerard cicho.

  Mathieu skinął głową. Marc milczał, zaciskając dłonie na kieliszku z winem.

  Igła opadła na czarną płytę i po chwili rozległ się głos, którego nie słyszeli od prawie dwudziestu lat.

   Głos Pierre’a.

 Ten sam ciepły, lekko chropowaty baryton, który kiedyś wypełniał zadymione bary Montmartre’u. Śpiewał „Sous le ciel de Paris”.

  Gerard odwrócił głowę. Mathieu siedział nieruchomo. 

Marc pochylił się mocno do przodu.

Kiedy piosenka się skończyła, przez dłuższą chwilę panowała cisza.

 – Niech to szlag… – wyszeptał Gerard, ocierając oczy. – Jakby właśnie wszedł i powiedział: „No co wy, stare dziady? Takie miny? Zamówcie lepiej drugą butelkę!”

  Mathieu uśmiechnął się smutno.

  – Pamiętacie, jak nas zawsze strofował? „Wy gracie, ja śpiewam. Ja jestem gwiazdą, a wy moją obstawą”…

   – A teraz on rzeczywiście został największą gwiazdą z nas wszystkich – dodał cicho Marc. – My gramy już tylko dla garstki gości, a jego głos nadal krąży po świecie.

  Gerard pokręcił głową.

   – On zawsze mówił, że jak umrze, to będzie śpiewał dalej. Myśleliśmy, że żartuje…

   – A on nie żartował – szepnął Mathieu. – Zostawił nam najcenniejszą rzecz. Siebie.

  Marc spojrzał na przyjaciół.

  – Siedzimy tu jak ten pies z obrazu… Trzy stare wierne kundelki, które wciąż nasłuchują głosu swojego pana.

  Gerard podniósł kieliszek.

  – Za Pierre’a. Za naszego solistę. Za głos, który przetrwał.– Za głos jego panów… – dodał Marc.

  Gramofon zagrał kolejną piosenkę, a trzej starzy muzycy siedzieli w milczeniu, słuchając przyjaciela, który odszedł, ale nigdy tak naprawdę ich nie opuścił.


Yves Montand - Sous Le Ciel De Paris (with lyrics)



~~~~~~~~~~~~

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję - blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki 

6 komentarzy:

  1. Przez te prozę życia zapomniałam, jak piękny jest język francuski.
    Mój teść był bardzo zaskoczony, gdy słuchał glosu Marszałka, oczywiście z komórki. Czym jeszcze świat nas zaskoczy?
    Serdeczności.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celu, masz rację, że tempo jest tak oszałamiające, że przewidzieć trudno. Nawet naukowcom, co ich koledzy z innej branży "wymyślą" jeszcze się nie śni, a po przebudzeniu mogą być ogromnie zaskoczeni. Serdecznie dziękuję za odwiedziny i przytulam .

      Usuń
  2. Podobnie wpatrywał się pies Cywil w krótkofalówkę, z której przemawiał do niego treser z daleka.
    Dzięki temu udało się uratować dwoje dzieci.
    Takie skojarzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko nawiązując do naszych ostatnich komentarzy chcialam wyjaśnić nieporozumienie nt. miniaturki. Bardzo dziękuję za Twoje ciepłe słowa Kiedy napisałaś, że miniaturka jest wzruszająca, początkowo myślałam, że odnosisz się do klimatu obrazu (to stare krzesło, akordeon, zielone buty i kapelusz z makiem). Dopiero później zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie mówiłaś o formie literackiej. Cieszę się ogromnie, że tak to odebrałaś. Dla mnie to był wielki komplement, zwłaszcza z Twojej strony – przecież znasz literaturę od podszewki. Cały ten paryski cykl (5 miniaturek) pisany był z wielkim sercem i nostalgią. Cieszę się, że udało mi się choć trochę przenieść Czytelników na te stare, paryskie uliczki i do tego ogródka kawiarnianego. Serdecznie Cię ściskam i dziękuję, że jesteś z nami od tak dawna. Teresa

      Usuń
    2. Tak, twój styl i podejście do każdego tematu miałam na myśli, nie mówiąc o umiejętności powiazania obrazu, słowa i potraktowania każdego detalu.
      To przepiękne opowieści:-)

      Usuń
    3. Dziękuję, Jotko :) Jestem za szybka, bo przed momentem nacisnęłam zamiast "odpowiedz"- klawisz "usuń", czyli Twój komentarz. Dobrze, że przed oczami pokazała się strona z wielkimi literami : "czy naprawdę chcesz usunąć". Co to byłaby za strata i niezamierzony nietakt! Muszę zwolnić... Dobrej nocy, Jotko i przepięknych słów.

      Usuń