Ten obraz Francisa Barrauda od ponad stu dwudziestu lat porusza serca ludzi na całym świecie. Mały biały terier Nipper siedzi z przechyloną głową i wpatruje się w gramofon z taką ufnością, miłością i tęsknotą, że trudno przejść obok niego obojętnie.
Patrząc na niego, nie mogłam nie pomyśleć o naszych paryskich muzykach.
Był ciepły, letni wieczór. W ogródku kawiarni Mathieu światła były już pogaszone, tylko jeden stary lampion rzucał delikatne, bursztynowe światło na stolik, przy którym siedzieli trzej starzy przyjaciele: Gerard, Mathieu i Marc.
Na środku stołu stał stary gramofon, który Gerard z trudem przytaszczył z piwnicy „na specjalną okazję”.
– No to co, chłopaki… puścimy? – zapytał Gerard cicho.
Mathieu skinął głową. Marc milczał, zaciskając dłonie na kieliszku z winem.
Igła opadła na czarną płytę i po chwili rozległ się głos, którego nie słyszeli od prawie dwudziestu lat.
Głos Pierre’a.
Ten sam ciepły, lekko chropowaty baryton, który kiedyś wypełniał zadymione bary Montmartre’u. Śpiewał „Sous le ciel de Paris”.
Gerard odwrócił głowę. Mathieu siedział nieruchomo.
Marc pochylił się mocno do przodu.
Kiedy piosenka się skończyła, przez dłuższą chwilę panowała cisza.
– Niech to szlag… – wyszeptał Gerard, ocierając oczy. – Jakby właśnie wszedł i powiedział: „No co wy, stare dziady? Takie miny? Zamówcie lepiej drugą butelkę!”
Mathieu uśmiechnął się smutno.
– Pamiętacie, jak nas zawsze strofował? „Wy gracie, ja śpiewam. Ja jestem gwiazdą, a wy moją obstawą”…
– A teraz on rzeczywiście został największą gwiazdą z nas wszystkich – dodał cicho Marc. – My gramy już tylko dla garstki gości, a jego głos nadal krąży po świecie.
Gerard pokręcił głową.
– On zawsze mówił, że jak umrze, to będzie śpiewał dalej. Myśleliśmy, że żartuje…
– A on nie żartował – szepnął Mathieu. – Zostawił nam najcenniejszą rzecz. Siebie.
Marc spojrzał na przyjaciół.
– Siedzimy tu jak ten pies z obrazu… Trzy stare wierne kundelki, które wciąż nasłuchują głosu swojego pana.
Gerard podniósł kieliszek.
– Za Pierre’a. Za naszego solistę. Za głos, który przetrwał.– Za głos jego panów… – dodał Marc.
Gramofon zagrał kolejną piosenkę, a trzej starzy muzycy siedzieli w milczeniu, słuchając przyjaciela, który odszedł, ale nigdy tak naprawdę ich nie opuścił.
Yves Montand - Sous Le Ciel De Paris (with lyrics)
~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz