![]() |
| "Ja nic nie wiem, niczego nie widziałam, ja tu tylko szczekam" |
Wczoraj przyjechała starsza córka na obiad. Mąż, chcąc pomóc, poszedł uzupełnić AdBlue w jej Astrze. Bierze kanister, wlewa… odwraca – a tam nadruk etykiety "Lourdes”.
![]() |
| Obraz wygenerowany przez Pdf Simpli |
(Pdf Simpli "trochę" przesadziła z rozmiarem kanistra 😅 )
Garaż zamarł. Po chwili rozległy się jęki godne Jeremiasza.
Wpadają do domu: mąż blady, córka w szoku. Ja, wieczna optymistka, próbuję ratować sytuację:
— Spokojnie!
Auto jest po prostu wyświęcone!
Nie było na poświęceniu u św. Krzysztofa, to Matka Boża z Lourdes wzięła sprawę w swoje ręce. Będzie bezwypadkowe jak nigdy!
Niestety… entuzjazm szybko opadł.
Bo teraz nikt nie jest już niczego pewien.
Ja "raczej" pamiętam, że wylałam wszystko.
Mąż nie pamięta, czy coś tam jeszcze chlupotało. A poza tym, jeśli to nie woda świecona, to co za płyn, do licha!
Młodsza córka z zięciem też mają kompletną pustkę w głowach ( tez korzystają z zasobów garażu).
Dr nauk historycznych, magistrzy pedagogiki, anglistyki, ekonomii i inżynier architekt – cała rodzina pogrążona w gęstej mgle mózgowej, która nie wybiera specjalizacji - obdzieliła nas po równo.
Nawet Toffi (jedyny świadek) patrzy na nas z miną niewiniątka.
Efekt?
Auto stoi, coś trzeba rozkręcać, wylewać, czyścić…
Mąż w środę ma jechać służbowo w teren, a teraz jeździ autem córki i co chwilę chwyta się za głowę.
Ja dalej twierdzę, że to był znak.
Auto najwyraźniej bardzo chciało być bliżej Nieba.
Matko Boża z Lourdes…
Święty Krzysztofie…
i Ty, Toffi – jeśli wiesz prawdę, to chociaż zamerdaj ogonem.
Amen.
P.S.
Nim skończyłam pisać tego posta, laweta podjechała po auto. Teraz już tylko dwie niewiadome.. na kiedy i za ile 😏Mąż na wszelki wypadek pojechał... rowerkiem.... pod bankomat. Uznaliśmy tym czasem, że to on ponosi koszty.
Chyba dziś nie dane mi tak szybko zakończyć tego posta, bo przygotowywałam w tzw. międzyczasie obraz na drugi blok i znalazłam takiego "szelmę", który spoglądał na mnie, jakby ...
wszystko o mnie wiedział - uśmiech z XVIII wieku.
Popatrzcie na tego aktora:
Jean Baptiste Perronneau-1715-1783
-" Portret Aktora"
Ten uśmiech nie jest zwykły.
To uśmiech człowieka, który:
właśnie wymyślił idealny tekst na każdą sytuację,
wie, że zaraz ktoś mu powie „zagraj coś”,
i już kombinuje, jak wyjść z tego obronną ręką, żeby wszyscy się śmiali.
Wygląda jak ktoś, kto za chwilę szepnie Ci na ucho:
„Spokojnie, znamy się na farsach. Woda z Lourdes w AdBlue? To będzie hit sezonu!”
A jednocześnie ma minę człowieka, który udaje, że jest grzeczny… ale w głowie już pisze scenariusz komedii na podstawie Twojego garażu.
Klasyczny aktor – zawsze gotowy do roli.
Nawet jeśli rola to „przyjaciel, który udaje, że nie wie, co się stało” 
<><><><><><>
P.S.
Nim skończyłam pisać tego posta, laweta podjechała po auto. Teraz już tylko dwie niewiadome.. na kiedy i za ile 😏Mąż na wszelki wypadek pojechał... rowerkiem.... pod bankomat. Uznaliśmy tym czasem, że to on ponosi koszty.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz