Są tacy ludzie, którzy żarty spalają, nim jeszcze otworzą usta.
I tak własnie tą ilustracją spaliłam cały artykulik.
Ułożyłam sobie wcześniej, że to, co gdzieś tam wyszperałam w książkach, będzie się nadawało na nowy temat na bloga. Miałam stopniować emocje i zainteresowanie tematem, aby w końcu wyjawić bohatera tematu.
Skoro już wszystko padło na starcie, to mogę sobie dowolnie szkielecik wpisu formować.
I, jak w tytule padło, od czego by tu zacząć...
Chyba od tego, jak to dawno... dawno...bo z pięćdziesiąt lat temu, pewien wiejski lekarz nie zajęty zwalczaniem koronawirusa (do głowy mu takie zło nawet nie przyszło), zajechał do pewnego miasteczka, zahamował kopytkami swojego konika, naprężając jego cugle, po czym zaparkował przy tylnych drzwiach sklepu drogeryjnego (Rossmanna jeszcze na rynku nie było), wszedł do środka i wdał się w pogawędkę ze sprzedawcą.
Dośc długo ze soba rozprawiali, nie mieli przecież smartfonów, zatem liczydła były w ich użyciu, wobec czego godzinka przemknęła, jak galop konika.
Nagle stary doktor wyszedł ze sklepu żwawym krokiem, by ze swej bryczki wyciągnąć wielki staromodny kocioł z dużą drewnianą łyżką (używaną do mieszania ewentualnej zawartości kotła) i zaniósł to na zaplecze sklepu.
Nasz pierwowzór Rossmanna dokładnie obejrzał kocioł, sięgnął po portfel i wyciągnął z niego zwitek banknotów stanowiący wszystkie swoje oszczędności ( 500$) i przekazał lekarzowi.
Doktor wówczas wręczył mu w zamian kartkę papieru, na której wypisany był sekretny przepis.
"(...)Słowa umieszczone na tym skrawku papieru warte były zaiste królewskiej zapłaty! Ale doktor o tym nie wiedział! Te magiczne słowa wyjaśniały, jak rozpocząć warzenie w kociołku pewnego specyfiku, ale ani stary lekarz, ani młody sprzedawca nie zdawali sobie sprawy, jak fantastyczne fortuny wyprodukowane zostaną w tym prostym naczyniu.Stary doktor był uradowany, że sprzedał swój pomysł wraz z urządzeniem za całe 500 dolarów. A młody sprzedawca zyskał właśnie ogromną szansę życiową, wydając oszczędności całego dotychczasowego życia na zakupienie skrawka papieru i starego kociołka! Nie uświadamiał sobie oczywiście, że pewnego dnia kociołek ów napełni się złotem, w sposób przerastający legendę o cudownej lampie Alladyna.
Tym, co ów sprzedawca naprawdę zakupił, był pomysł!
Stary kociołek, drewniana łyżka i tajemny przepis na kartce papieru były tylko akcesoriami. Cudowne wykorzystanie owego kociołka rozpoczęło się od tego, że nowy właściciel dodał do receptury pewien składnik, którego stary doktor nie znał.(...)
Masz oto do czynienia ze zdarzeniem prawdziwym, które jest bardziej zadziwiające od wszelkiego zmyślenia, z faktem, który stał się formą materialną pewnego pomysłu(...)
Kimkolwiek jesteś Czytelniku(...) i gdziekolwiek mieszkasz, jakikolwiek uprawiasz zawód, zapamiętaj na zawsze, że ilekroć ujrzysz wyrazy Coca-Cola, natykasz się na (...)imperium, które wyrosło z prostego pomysłu i z owego cudownego składnika, który sprzedawca ze sklepu drogeryjnego, Asa Candler, dodał do tajemnej receptury starego doktora - wyobraźni! (...)
Ale samego napoju nie mam zamiaru zachwalać, no bo cóż, sam artykuł jest jakby jego niezamierzoną reklamą.
Coca-Cola w latach 50-tych, która była symbolem amerykańskiego imperializmu, zawierająca orzeźwiającą kofeinę (i Bóg wie, co jeszcze) była w Polsce niedostępna, ale już powstawały na jej temat satyry;
Np.: Marian Załucki pisał:
"Ostatnio naukowcy doszli drogą żmudnych badań i analiz, że Coca-Cola zupełnie nie szkodzi na socjalizm".
Natomiast Ludwik Jerzy Kern, tak pisał o tym orzeżwiajacym napoju:
"(...)Za czasów stalinowskich pragnienie Coca Coli objawiali głównie „bikiniarze” czyli „bażanty” - złota młodzież tamtych czasów. Gdy jednak po jakimś czasie Coca Coli zapragnął, niczym kania dżdżu, cały (powiedzmy: prawie cały) naród, gospodarka narodowa wyszła temu pragnieniu naprzeciw. Na początku lat sześćdziesiątych na rynku smakowych napojów chłodzących, obok lemoniady i oranżady, pojawiła się Polo Cocta. Produkował ją potentat na ówczesnym rynku żywnościowym, WSS „Społem”. Jednak Polo Cocta od Coca Coli trochę się różniła.
Zupełnie niepodobne do charakterystycznej, efektownie fikuśnej cocacolowej butelki było pospolite szklane opakowanie Polo Cocty. Smakiem Polo Cocta przypominała, jak niektórzy twierdzili, słodzone mydliny. Byli jednak i tacy, którzy uważali, że oba napoje są podobnie niesmaczne i mydlany posmak to jest to… co je do siebie upodabnia. Jeszcze inni uważali, że oba napoje są wyborne.
W połowie lat siedemdziesiątych, już za Gierka, pojawiła się w sklepach oryginalna Coca Cola i Pepsi Cola. Produkowane były w kraju na amerykańskiej licencji. Polo Cocta jednak przetrwała aż do początku lat dziewięćdziesiątych, a później zniknęła…(...)
(Źródło: Tygodnik Tvp. Hity PRL-u)
Czyżby nie wszystkim smakował ten napój?
Jeden z autorów pewnego video wyobraził sobie, że jak nagra filmik z kilkuletnim dzieckiem popijającym Coca-Colę, to zapewni jej ...fortunę. Prosi o liczne upowszechnianie tego filmiku, a dziecko zostanie gwiazdą YouTuba. Uzależnienie dzieci od tego napoju jest naganne. Wszelkie uzależnienia, nie tylko to.
Niestety, nie pokażę tego filmu, nie będę ułatwiać niczego nierozsądnemu ojcu Shanayi.
![]() |
| Shanaya-drinking-coke-cold-drink-for-the-first-time |
Nie dociekając pełnego składu tego napoju, zresztą i tak na to nie mam szansy, zawartość chociażby cukru i kofeiny powoduje, min. otyłość i nadpobudliwość. Zakaz dzieciom , kiedy już wcześniej dało im się tego zła posmakować, a do tego samemu nie świeci się przykładem, będzie trudny do zrealizowania.
- Nie wolno?
- A ty, mamo, pijesz i jesteś taaaka gruba!
TO DZIAŁA ! by Nicole Evans
![]() |
| By Nicole Evans - Mural |
Teraz do sedna sprawy.
Już nie o Coca-Coli, ale o tematyce książki, z której sugestię tematu i cytaty zaczerpnęłam, a więc z podręcznika Napoleona Hilla "MYŚL! ...I BOGAĆ SIĘ. PODRĘCZNIK CZŁOWIEKA INTERESU".
Zgodnie z zamiarem autora książki (którego żona, pochodząca z miejsca opodal opisywanego miasteczka, opowiedziała tę historię) powinnam poprowadzić wywód na temat roli wyobraźni w I- szym kroku do bogactwa.
Nie, nie będę tego czynić, bo ta wiedza zawarta w cytowanej historii niech służy ku pokrzepieniu serc.
Wyobraźnia!
Wyobraźnia!
Jej moc!
Teraz , kiedy wszystkim nam jest ciężej, w różnym stopniu, to okazuje się, że czasem tej wyobraźni nam najzwyczajniej brakuje (wychodzenie z domu w czasie kwarantanny, tłumne spacery poza domem, niezgłaszanie danych medykom o możliwych kontaktach z osobami zarażonymi coroną itp.)
A tak na zakończenie jeszcze mi coś zaświtało:
skoro coca-cola działa zbawiennie na niestrawność żołądka, a podobno i gwoździe jej ulegają, to może jest też ona jeszcze nieudowodnionym laboratoryjnie lekiem na koronawirusa?
Może tak Nobla dla mnie?
Z góry przekazuję całą ewentualnie przyznaną nagrodę na walkę z koronawirusem.
Z góry przekazuję całą ewentualnie przyznaną nagrodę na walkę z koronawirusem.










Lekkie masz pióro, więc się świetnie czyta. Coca colę chwalę jako skuteczny lek przeciwwymiotny, wypróbowany i tylko w takich okolicznościach u nas pity. Indianki już dawno, dawno temu podawały dzieciom do żucia liście koki, a medycyna ludowa teraz na topie.
OdpowiedzUsuńDzięki, Basiu.
UsuńJa już żołądek leczyłam tym napojem
Miłego wieczoru :)
Podoba mi się twój humor zawarty w tekście, szczególnie na początku. Potrafisz zaciekawić! Trzymaj tak dalej!
OdpowiedzUsuńDziękuję za uznanie. Postaram się nie zmieniać stylu. Pozdrawiam :)
UsuńPo mistrzowsku połączyłaś to wszystko, świetne zakończenie i może nie żart wcale, kto wie...
OdpowiedzUsuńTonący brzytwy się chwyta...
UsuńOd dawna moje blogi mi gazeta.pl na blox.pl zlikwidowała a na nowe sił nie mam.
OdpowiedzUsuńPrymitywna i pospolita się stałam,
audiobooków lubię słuchać,
gdyż oczka już nie te do czytania.
Każde wyjście na zakupy, łzawieniem sie kończy,
może od smoga,
ale zapewne nie od krakowskiego smoka.
Dziś na nie wyszłam,
ale nie wiem,
czy do domu nie wniosłam wirusa.
https://www.facebook.com/urszula.rogalska.1
Spróbowałam wejść do Ciebie na FB i wysłałam zaproszenie. Nie wiem, czy dobrze trafiłam.
UsuńTereso, dostałam informację na FB i do znajomych Cie dodałam.
UsuńJa mało co gdziekolwiek tam pisze,
na tym fejsbuku się nie znam.
Wczorajszy dzień co nieco mnie przeraził,
tym, że auto jeździło i oznajmiało by z domu nie wychodzić
no i te dzwony w południe,
mało co nie ogłuchłam.
Serdecznie pozdrawiam.
a wieczorkiem i tak po zakupy poszłam.
Dziękuję, Agnieszko. Tworząc tekst mam czasem obawę, czy nie piszę go "sobie a muzom". Właśnie komentarze umacniaja mnie, że nie było na próżno. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńNo, dzisiaj bardzo mnie uradowałaś. Nie tekstem, bo Twoje zawsze są fantastyczne, ale nastrojem... Bo ostatnio...cóż, lekko smutnawe zaczynały się robić :) Dziś pięknie, z humorem no i temat smakowity. Coli nie piję już od wielu lat, ale...pamiętam, gdy pierwszy raz poczułam smak tej prawdziwej, amerykanskiej :) Wow! tego się nie zapomina. A był upalny, letni dzień...
OdpowiedzUsuńNie zaprzeczę, źe smakuje mi cola, ale potrafię sobie odmówić. Gorsze wyniki wstrzemięźliwości osiągam w spozyciu słodyczy, ale powolne postępy widać.
UsuńPostęp muszę osiągnąc w dawkowaniu radośniejszego nastroju w moim blogu.
Ciepłe, gorące napoje należy pić na wirusa,
OdpowiedzUsuńa cola to tylko zimna smakuje.
Jeszcze i soda oczyszczona jamę dezynfekuje,
lepiej niż ona.
To tak w temacie, gdyz wczoraj przez łzawe oczy mało co zrozumiałam.
To fakt, cola tylko zimna,a często preferowana z lodówki. Wszystkie schłodzone napoje wywołują u mnie ból gardła.
UsuńWypicie 500 ml butelki coli, daje nam ponad 10 łyżeczek cukru!
OdpowiedzUsuńJuż dziś wiadomo, że nadmiar cukru w organizmie osłabia jego odporność i umożliwia szybsze jego zainfekowanie wirusami i bakteriami...
ZDROWIA :)
Wzajemnie. Ewuniu :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, źe słodycze są tak niezdrowe, osłodziłyby nam teraz ten czas :)))
Na pomysł stworzenia Coca-Coli wpadł aptekarz John Pemberton. (To nie była drogeria:P) Nowy napój miał mu pomóc wygrać walkę z pechem i przynieść bogactwo. Nieszczęścia bowiem od lat prześladowały farmaceutę z amerykańskiego Południa. Najpierw podczas wojny secesyjnej został ranny w brzuch, potem o mały włos nie rozpłatał mu głowy szablą kawalerzysta Unii. Przez lata bóle brzucha, głowy i reumatyzm leczył morfiną, którą miał zawsze w aptece w Columbus (stan Georgia). Pewnego dnia zauważył, jak bardzo się od niej uzależnił. Akurat wpadł mu w ręce artykuł z prasy medycznej o kokainie...
OdpowiedzUsuńPonad sto lat temu Coca-cola usunęła ze swojego składu kokę, ale cukier pozostał. A jeszcze w 1901 r. w broszurze „What is it Coca-Cola” zachwalano konsumentom esencję z liści koki, która „sprawia, że każdy jest aktywny, błyskotliwy, pełen wigoru, a wielkie wyzwania pokonuje z łatwością”.
Niestety, nie mam szansy zweryfikować prawdziwości stwierdzeń autora ksążki, z której swoją wiedzę zaczerpnęłam tylko z jednego powodu... zmarło się biedakowi w 1970 roku.
UsuńCo prawda hołdował za życia zasadzie: „Co umysł ludzki potrafi wymyślić i w co uwierzy, tego potrafi także dokonać”, więc może zmyślił i opisał. Niech mu ziemia lekką będzie.
Nigdy nie przepadałam za coca-colą.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Karolinko, niewiele straciłaś. Są lepsze rzeczy na tym świecie, nawet i w napojach :)
UsuńPozdrawiam serdecznie :)