Chyba mogę się określić szperaczem. Jako blogerka, ale również w "erze przed blogerem" jestem i byłam dość dociekliwa i poszukując wciąż nowych informacji ze źródeł mi dostępnych w zakresie wiedzy wszechstronnej.
Dzisiaj w rozmowie telefonicznej z moją przyjaciółką na temat rzeczy pozostawionych przez osoby , które już odeszły na druga stronę poruszyłyśmy temat przedmiotów już nikomu nie potrzebnych. Nawet tym bliskim osobom, z którymi się niedawno żegnaliśmy też niektóre te przedmioty były już nie użyteczne, ale ... żal było je wyrzucać. Wspomnienia, jakie były z nimi związane powodowały, że najwyżej nie leżały już w szafie, ale gdzieś w zakamarku, np. piwnicy.
Wspominałyśmy takie przedmioty, które służyły do utrzymywania w nienagannej formie obuwie oraz ułatwiające ich "eksploatację". O tytułowym "sobaczku" też będzie, chociaż w moich stronach takiej nazwy dla żadnego sprzętu nie używano. Skojarzenie proste z pieskiem, wzięte z języka rosyjskiego (sobaka- pies).
Pamiętam rodzaj obuwia, które zwano oficerkami, które jeszcze w latach 50-tych nosiły kobiety, nie wspominając o mężczyznach. Przypominały obecne kozaki długie do kolan, na niskim płaskim obcasie, z czarnej skóry.
| Źródło: stajnia trot.pl |
Ale dokładną informację, jako szperaczka, odnalazłam na stronie:
historiaposzukaj.pl
"WYOBRAŻASZ SOBIE, ŻE NIE MOŻESZ SAMODZIELNIE ZDJĄĆ BUTÓW? ŚWIETNIE DOPASOWANE OFICERKI BYŁY SYMBOLEM ELEGANCJI, WYGODY, ALE TEŻ KOSZMAREM, JEŚLI CHODZI O ICH ZDEJMOWANIE. OTO HISTORIA OBUWIA, KTÓRE BYŁO UŻYWANE W WOJSKU POLSKIM, MIAŁO SWÓJ EPIZOD W STASZOWSKIM ZACISZU, A DZIŚ MOŻEMY JE OGLĄDAĆ W MUZEUM ZIEMI STASZOWSKIEJ W STASZOWIE.
Buty zwane oficerkami zaczęto produkować już z początkiem I wojny światowej. Były bardzo drogie, zrobione z dobrej jakościowo skóry, czyszczone na błysk, a nosili je głównie oficerowie jako obuwie służbowe. W okresie międzywojennym stały się bardzo popularne. W czasie II wojny światowej, podczas okupacji, wiele par trafiło się w ręce zamożniejszych Polaków, którzy traktowali je jako znak patriotyzmu. Oficerki były bardzo solidne, więc mogły być noszone w każdych warunkach. Chętnie używano ich w partyzantce. Jednak nie każdy partyzant mógł sobie pozwolić na podobne obuwie. Jak więc zdobywano takie cuda? Zabierano jako łupy Niemcom, którzy także lubili nosić podobne buty.
![]() |
| Piesek na buty i oficerki, Muzeum Ziemi Staszowskiej fot. Alicja Wrzałek, Martyna Miczulis archiwum prywatne |
Ale co może być ciekawego w zwykłych, czarnych, skórzanych oficerkach? Z dzisiejszego punktu widzenia dziwi głównie to, że… trudno było je zdjąć. Na początku robiono to parami: oficer siedząc podnosił nogę, podczas gdy jego towarzysz wkładał ją między swoje nogi i pozwalał, żeby go... kopnąć. Było to nie tylko niewygodne, ale też często kończyło się bolesnymi siniakami."
Będąc jeszcze małą dziewczynką, też w pomagałam rodzicom w podobny sposób zdejmować oficerki z nóg. Proszę mi wierzyć, nie kopano mnie, ale lekko odpychano, a ja ciągnęłam, ile sił 😀. Mam też o rok starszą siostrę, więc nie byłam do tej zabawnej czynności jedyną wybranką. Siostry bliźniaczki wówczas ledwo uczyły się chodzić.
" Buty miały twarde, podkute podeszwy, nic dziwnego, że nie było chętnych do pomocy. Aby ułatwić życie oficerom, wynaleziono na szczęście tak zwanego psa na buty.
![]() |
| Członkowie polskiego ruchu oporu w czasie II wojny światowej I Kompania Samborska w czasie akcji "Burza" licencja PD, Wikimedia Commons |
Ów cud techniki, który niejednego towarzysza uratował od bólu…siedzenia, nosił też nazwę „sobaczka“. Znany w całej Polsce pod różnymi nazwami: drajfus, wyzuwacz, pomocnik, szczudła, parobek, koziołek, piesek do ściągania butów oficerek, pies do zdejmowania butów. Dzięki prostemu użyciu szybko stał się popularny i zastąpił starą oraz bolesną metodę zdejmowania oficerek. Mając "pieska" wystarczyło jedynie umieścić w nim nogę w odpowiedni sposób, a ten sztywno przytrzymywał obuwie i pozwalał swobodnie ją wyciągnąć.
![]() |
Piesek na buty i oficerki, Muzeum Ziemi Staszowskiej w Staszowie fot. Edyta Utnik, 2019, archiwum prywatne |
Prezentowany w Muzeum „piesek” do zdejmowania butów to ozdobnie profilowana na bokach deska, oparta z przodu na dwóch niewysokich nóżkach, a do każdej z nich od zewnętrznej strony przylegają pionowe drążki, u góry połączone drążkiem poziomym – razem tworzące poręcz. Poniżej niej na ruchomej poziomej desce przymocowana jest pionowa, również ozdobnie profilowana, deska, zakończona wycięciem w kształcie łuku. Opierając się o poręcz i wychylając do przodu nogą pionową deskę przytrzymującą but, zdejmowano go wygodnie z nogi.
(...)
Podczas okupacji takie buty symbolizowały walkę za ojczyznę. Były formą niegroźnego buntu, gdy nosili je cywile, a dla żołnierzy, oficerów – podstawowym elementem wyposażenia podczas walki w trudnych warunkach.
W moim rodzinnym domu też był taki piesek, ale skromniejszych rozmiarów
oraz
prawidła do oficerek... drewniane ( dzisiaj do kozaczków dodawane są "prawidła z tektury").
| Źródło: stajniatrot.pl |
Prawidła do butów mam do dnia dzisiejszego i używa je mąż do formowania swojego obuwia, aby zachowały swój kształt.
| Prawidła do butów Salamanger, vintage Takie "oficerki" stosowane są w jeździectwie, zatem informacje z tej dziedziny sportu można znaleźć też tutaj BUTY DWA - Agnieska Osiecka, Seweryn Krajewski |
Upijmy się dziś pastą kiwi
Nie takie rzeczy pijał lud
I żyjmy piękni i szczęśliwi
Przy jednym bucie - drugi but
Gdybyśmy byli nie do pary
To nic mi nie mów, nie pesz mnie
Wystarczy przecież trochę wiary
I już jest dobrze, a nie źle
Bu, bu, bu, buty dwa
Prawy ty
Lewy ja...
Popatrzmy w zapomniane nuty
Etiudy, co się zwie l'amour
I chodźmy naprzód jak dwa nowe buty
Złączone sznurowadłem w chór
A kiedy nam się wytrą serca
Od szarych bruków twardych dni
Oddajcie ludzie nas do szewca
I znów staniemy do tej gry...



Doskonale znam oficerki, ale nazwy sobaczki nie znałam, aczkolwiek mam też i ja w domu prawidła do niższych butów.
OdpowiedzUsuńBardzo dużo słów-nazw zniknęło z naszego życia, a szkoda, taki np. sarafan, szmizjerka, wiele ciekawych, na pewno znajdziesz ich więcej.
Łączę moc serdeczności.:))
Mój zasób słów powiększa się teraz o staropolskie słownictwo stosowane w dawnej Wielkopolsce.
UsuńPozdrawiam serdecznie, obiecując, że nie będę w następnych wpisach pleść żadnych lur ( po wielkopolsku: lury - nudy, brednie)
Takie przedmioty widujemy już tylko w skansenach i muzeach:-)
OdpowiedzUsuńNazwy sobaczek nie znałam...
Ja swoich prawideł do skansenu nie przekażę.... :)
UsuńA ja kupiłam do moich starociowych kolekcji takie piękne prawdidła, do dekoracji co prawda, ale mam... Cudne są...
OdpowiedzUsuńTeż jestem szperaczką i w źródłach, bo wiele mnie interesuje, ale też w znaczeniu dosłownym- lubię second hand-y i targi staroci. Uwielbiam wręcz! Dobrego każdego dnia Tereso!
P.S. Też tej nazwy nie znałam...
Dla mnie second handy i targi staroci dają większą radość niż nowoczesne galerie. Niepowtarzalne wzory, już trudno dostępne egzemplarze... często cudeńka. Nawet , jeśli nie odpowiadają rozmiarem, to i tak kupuję i dostosuję sobie do pożądanych.
UsuńDziękuję z wzajemnością Polu, za pozdrowienia 😀
Fajne takie buty dla oficera!!!!
OdpowiedzUsuńAle dobrze, że nigdy nie byłam oficerem :-)) bo czułabym się w takich butach jak w więzieniu.!!!!
Całe szczęście, że w końcu w kozakach zastosowali zamki błyskawiczne :)
UsuńPiękna historia. Mam coś podobnego w składzie swoich butów skromnych :) kupiłam piękne, z pięknej skóry, nowiuteńkie za jedyne 5zł i na dodatek ręcznie robione. Uchowały się w sklepie staroci pewnie tylko przez rozmiar :) Stąd i cena. Serdecznie pozdrawiam i pięknego dnia Tereniu <3
OdpowiedzUsuńDziękuję, Gratiano:)
UsuńRęczna robota to rarytas.
Wieczorem zaszczepiłam się trzecią dawką p/covidowi i teraz noc obserwacji, jak będzie reakcja. Mam nadzieję, że tym razem, podobnie, jak poprzednio wszystko będzie dobrze:)
Spokojnej nocy :)
Witaj Tereso.:)
OdpowiedzUsuńMiło mi znowu gościć na Twoich stronach.
U Ciebie moja droga, nie można się nudzić. Zawsze dowiem się czegoś nowego i ciekawego.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Ale się cieszę, Basiu, że u mnie znów zagościłaś:)
UsuńA mnie kusi już dzisiaj, aby na 75-lecie zrobić sobie prezent i zakończyć bloga... a to za kilka dni :)
Ale jak tylko Ciebie w komentarzu, Basiu , zobaczyłam, to już zaczynam wymiękać :)
Całusy, Kochana Basieńko :)