Dzisiaj za długo spałam, więc gdzieś wieczorem odeszła ode mnie senność. Melisa - radzicie?
Wolałabym jakąś bajeczkę, ale mąż już zasnął, więc sama ją sobie ułożyłam.
Napiszcie, czy Wam się podoba.
Oto ona:
"Stara zmurszała kłoda smagana przez wiatr, czasem chłostana w czasie sztormu, jest już nieczuła na wilgoć zimno, czy wciskające się w każdą szczelinę ziarenka piasku. Ale coś w niej żyje. Nie czuje, ona wie. To mieszkańcy, których nie zapraszała, ale taka jest , a raczej dla niej - była kolej jej życia.
Jeszcze cieknie, gdzieniegdzie żywica, to jeszcze żyje?
A może to taka drewniana śmierć kliniczna?
Jak długo to potrwa?
Niestety dla żyjątek różnego rodzaju, które wybrały ją sobie za mieszkanie – żywica jest pułapką. Pewnego razu rozpętał się sztorm, który zmył z plaży kłodę starego drewna, a z nią wszystko, co w niej żyło. Powoli stała się częścią innego środowiska. Fale szarpały ją, rozrywały w drzazgi, a żyjątka zatopione w żywicy rozpłynęły się, albo zostały wciśnięte w głębiny morza.
W piaszczystym dnie pewna ważka marzyła, że nadejdzie kiedyś ten czas , kiedy elegancka kobieta zatrzyma się przed witryną sklepu jubilerskiego i zachwyci się okazałym bursztynem z zatopioną wewnątrz ważką.
Kobieta miała na imię Laura. Tak, kupiła właśnie ten bursztyn. Postawiła go na nocnym stoliku. Myślała, że to tylko ładny kamień. Ale kamień zaczął słuchać.
Pierwszej nocy nic się nie wydarzyło.
Drugiej – przyśniło jej się, że leci.
Trzeciej – usiadła przy oknie i opowiedziała mu wszystko: o schorowanym mężu, który odszedł, o pracy, która wysysała z niej życie, o tym, że czasem czuje się jak ta stara kłoda – jeszcze nie martwa, ale już nieczuła na deszcz. Bursztyn słuchał. Ciepły. Spokojny.
Po kilku tygodniach Laura zaczęła wychodzić na plażę o świcie. Znalazła tam poskręcany patyk, który morze wyrzuciło. Przyniosła go do domu i… zaczęła rzeźbić. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Z drewna wychodziły ważki, mrówki, fale i kobiety stojące twarzą do morza.
Przyjaciółka, która zobaczyła pierwsze rzeźby, powiedziała tylko:
– Laura… pokaż to ludziom.
Zrobiła małą wystawę nad morzem. Na otwarciu trzymała bursztyn w dłoni jak talizman. Kiedy ktoś pytał o inspirację, odpowiadała szczerze:
- Wszystko zaczęło się od jednej starej kłody i ważki, która czekała tysiące lat, aż ktoś ją w końcu zobaczył.
Sprzedała prawie wszystkie prace. Jedną drewnianą ważkę zostawiła dla siebie. Stoi teraz na półce obok bursztynu – jedna uwięziona w żywicy, druga uwolniona w drewnie. Czasem, późno w nocy, Laura siada przy oknie z herbatą i patrzy na nie obie. Uśmiecha się wtedy cicho i mówi:
– Wiesz co? Chyba jednak jeszcze żyję.
I chyba jednak jeszcze mogę latać.
A morze za oknem szumi spokojnie, jakby przytakiwało."
Morał z tej bajki widzę oczami ważki:
Na spełnienie marzeń najcenniejszych warto poczekać. Co to w końcu takie tysiąc latek wobec wieczności.
<><><><><>
⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:
🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.
🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno.
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.
link tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz