Translate

piątek, 27 marca 2026

ZAGADKA SFINKSA



Zagadka sfinksa (czyli polska betonowa ruletka)

Siedzę sobie w letnim ogródku. Biała koszula, rękaw 3/4, ciemne okulary (nie dla szpanu, jaskra to kiepski wspólnik do zdjęć). Przede mną tiramisu – bo umówmy się, życie jest za krótkie, żeby kończyć tylko na eklerkach. Mój towarzysz po drugiej stronie obiektywu (ten, którego nie widać, a który pewnie marzy o swoim serniku) uchwycił mnie w momencie głębokiego zamyślenia nad łyżeczką.

    I teraz konkurs z nagrodami! 
Konia z rzędem, pół królestwa i dożywotni zapas kawy temu, kto zgadnie, w jakim mieście zostało zrobione to zdjęcie.

   Patrzę na to ujęcie i sama mam problem. Za moimi plecami dumnie pręży się bluszcz na metalowym stojaku – jedyny przedstawiciel natury, który dostał pozwolenie na pobyt w tym miejscu. W tle frontony kamienic, stoliki sąsiedniej kawiarni i… ona. Gwiazda wieczoru. Kostka brukowa.

   Ciągnie się aż po horyzont, równiutka, szara, solidna. Wygląda identycznie w Jarocinie, Jarosławiu, czy innym Jędrzejowie. To jest ta nasza słynna „rewitalizacja na jedno kopyto”. Gdyby nie to tiramisu, mogłabym przysiąc, że jestem w dowolnym punkcie na mapie Polski między Odrą a Bugiem. Wszystkie rynki przeszły ten sam lifting: najpierw eksmisja drzew, potem wjazd betoniarki, a na koniec montaż donicy z kwiatkiem, żeby nie było, że nie jest ekologicznie, a drzewa? Owszem... tu bądźmy sprawiedliwi. Stosowane jest kilka gatunków do wyboru przez notabli miasteczka ( kuliste, kolumnowe i w pojemnikach) aby nie przysłaniały architektury, np. klon pospolity, głóg, jarząb, grab, platan klonolistny, robinia akacjowa - lipa drobnolistna. 
Lipa... to słowo jakoś żle mi się kojarzy i nie tylko w odniesieniu do flory. 
Ale co to za drzewa rosły w tym konkretnym opisywanym miejscu ... zabijcie mnie, ale nie wiem.

   Więc siedzę w tej swojej białej koszuli i kolorowych spodniach, próbując sobie przypomnieć: to była Wielkopolska? Podkarpacie? A może serce Mazowsza? Wszystko wygląda tak samo „reprezentacyjnie”. Jeśli kiedyś się zgubię, nie patrzcie na mapę – sprawdźcie tylko, czy kostka na rynku jest odpowiednio szara. Jeśli tak, to znaczy, że jestem w domu. W Polsce.

  A tymczasem... jem dalej. Bo tiramisu, w przeciwieństwie do polskiej architektury miejskiej, w każdym miejscu smakuje jednak odrobinę inaczej.
  I wiecie co? Poddaję się. W tym labiryncie identycznych krawężników i „rewitalizacyjnego rozmachu” jedynym stałym punktem mojego wszechświata pozostaje tiramisu. Ono przynajmniej nie udaje, że jest z betonu. Kiedy zamykam oczy za moimi ciemnymi okularami, przestaje być ważne, czy to bruk dolnośląski, małopolski czy wielkopolski. Ważne, że łyżeczka trafia do celu, a kawa jest gorąca. Bo w świecie, w którym miasta tracą swoje „linie papilarne” na rzecz szarej kostki, nam pozostaje pielęgnować własny, kolorowy mikrokosmos – choćby miał on wymiary kawiarnianego stolika i zapach świeżego biszkoptu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy.

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.

6 komentarzy:

  1. Tiramisu?
    Na moj gust za jasne, za malo kawowe.
    Miejscowosc?
    Zamykam oczy I wychodzi mi... Tirana!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie dało zrobić z niedoborem kakao w tiramisu. nawet chciałam im pomoc ( w tej kawiarence), ale wiesz, Lechu, BHP, książeczki zdrowia nie miałam. W następnym wpisie będzie o tym, w jaki sposób odkryłam nazwę miasta. Zapraszam

      Usuń
  2. Po tak małym kadrze trudno zgadywać, stoliki i parasole wszędzie podobne. Ale kawa i ciacha wyglądają pysznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź na zagadkę będzie w następnym wpisie. Próbowałam powiększyć, ale obraz wchodzi na boczny panel.

      Usuń
  3. Uwielbiam białe koszule, okulary przeciwsłoneczne i pyszne ciasto. Też mam jaskrę i to jest bardzo zdradliwa choroba, bo po uszkodzonej siatkówce mam już jedno oko uszkodzone. Po witrektomii widzi ono, ale inaczej. W innych kolorach, kształtach, odległości, co zaburza moją równowagę. Trzeba bardzo uważać. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto, okazuje się że oprócz blogowania mamy wspólne cierpienia. Więź między nami zacieśnia się coraz bardziej. Życzę zdrowia, mimo tej stałej "towarzyszki", która nas nie opuści do końca naszych dni.

      Usuń