Coraz częściej słyszę, że mogę być nafaszerowana jakimiś mikroczipami.
Przecież przeszłam kilka operacji oczu i to w klinice wojskowej, a to dla niektórych już powinno mi dawać do myślenia (czytaj: podejrzenia). Może zrobili ze mnie jakiegoś szpiega?
Poza tym wszczepione urządzenie wspomagające pracę serca (pacemaker - amerykańskie... hmmm...)
Ponadto od lat szczepię się p/grypie (w tym roku, niestety, nie udało mi się, jak dotąd).
Dziwne, ale profitów żadnych z tych tytułów, jak dotąd, oprócz poprawy stanu zdrowia, nie doświadczyłam.
Niestety, nie mogę okazać żadnych fotografii na dowód, że mi nic "nienormalnego, ponadprogramowego" nie wyrosło na moim ciele, bo w moim wieku żaden Playboy nie pokusiłby się o taką ze mną w roli głównej rozkładówkę, nie wspominając już o takim szanowanym serwisie blogowym, jakim jest...Blogger.
Poza tym... straciłabym czytelników.
Mam więc też nadzieję, że po zaszczepieniu się przeciw covid-19, też moja budowa anatomiczna się nie zmieni, poza dodatkowymi zmarszczkami, ale przecież nie w wyniku zastosowania szczepionki i jak twierdzą antyszczepionkowcy , od mikroczipów w niej zawartych.
Nawiasem wspominając , termin pierwszej dawki (jeśli go nie odwołają) mam ustalony dopiero na 23 marca. Nie rozwiązuje to moich problemów leczniczych, takich jak planowane wizyty w klinikach. Jednak przyjęłam to z cierpliwością i pokorą, skoro nie mam na to żadnego wpływu. Może gdybym była bardziej cierpliwa i postarała sie w wyszukiwarce poszukać dłużej punktu szczepień w Wielkopolsce z bliższym terminem...
Wolałam jednak zrezygnować z tej formy rejestracji, i po krótkotrwałym niepowodzeniu w serfowaniu na stronie pacjent.gov.pl , zatelefonowałam na 989. I mam to, co mi nieznająca moich okolic zamieszkania pani z infolinii zaproponowała, po uprzednim przeze mnie wskazaniu dzielnicy Poznania. Gdybym była asertywna, to nasza rozmowa potrwałaby dłużej i efekt byłby dla mnie korzystniejszy, jeśli chodzi o termin.
Akwaforta z 1802 roku - karykatura znajdująca się w Bibliotece w Waszyngtonie, zamieszczona na wstępie, jest satyrą na temat głoszonych skutków zaszczepienia.
Ówcześni antyszczepionkowcy, kiedy u osób przyjmujących preparat nie zaobserwowano widocznych gołym okiem zmian, zaczęli głosić inną teorię, a mianowicie: miały się u zaszczepionych rozwijać cechy bydła. Mówiąc wprost - ulegali zbydlęceniu.
Informacje, że po zaszczepieniu jest "jakaś" liczba zgonów nie oznacza też, że "w wyniku zaszczepienia" te zgony nastąpiły. Oznacza to przede wszystkim -"kiedy" nastąpiły, a nie "w wyniku czego". Przecież szczepionka nie zmienia praw tego świata. Ludzie zawsze umierali, i umierać będą, a szczególnie teraz, kiedy ludzie, nie dbają o profilaktykę. Wiem to z autopsji. Unikają przychodni lekarskich, szpitali, a lekarskie porady zdalne... to już nie to samo.
Tak, jak historycznie czas określamy, w zależności od światopoglądu, "przed naszą erą" i po, lub "przed narodzeniem Chrystusa", tak może zdarzyć się, że będziemy coraz częściej określać czas "przed cowidem" lub "po szczepionce".
Ale żeby być szczerą do końca, to przyznać muszę, że rodzinka uważa, że mi może jeszcze coś po szczepionce wyrosnąć... garb od ciągłego ślęczenia przy laptopie. I wówczas można powiedzieć, że "po szczepionce" ? Jeśli chodzi o czas, a nie skutek, to może i tak, bo kiedy plecy mi się na dobre "wyokrąglą", to może i termin szczepionki, ten "drugi" też nadejdzie.
Ja, np. marzę o spotkaniu rodzinnym "po szczepionce". Ale będzie się działo, niech no tylko zakwitną jabłonie... ( a my unikniemy covida)!
Czy jednak do czasu kwitnienia jabłoni moi członkowie najbliższej rodziny zdążą się zaszczepić i stwierdzimy, że świat nie jest taki zły, jak to śpiewa Halina Kunicka?
Wątpię...
Życzę zdrowia 😀
Z tej całej piosenki, to tylko babciom (seniorkom), dziadkom też, jest teraz tak dobrze, jak w piosence, mają wczesne terminy szczepień, ale poza tym trudno znaleźć kogoś... poza farmacją... aby teraz komuś leciała manna z nieba.
A co do reszty wyśpiewanej w piosence, to co niektórzy teraz faktycznie
Śpią od rana do wieczora, (zamknięte biznesy )
Czasem drepczą do kościoła ( teraz... raczej już nie...)I nocą zmęczeni (wkurzeni) śpiewają (złorzeczą)
Świat nie jest taki zły...(?)
Świat nie jest wcale mdły...(?)
Niech no tylko zakwitną jabłonie!
Świat nie jest taki zły...(?)
Świat nie jest wcale mdły...(?)
Niech no tylko zakwitną jabłonie!
Babcie wnuczkom bajki klecą,
Złote zęby (emeryturki + ) z nieba lecą,
Jabłonie, kwitnące jabłonie.
Złote zęby (emeryturki + ) z nieba lecą,
Jabłonie, kwitnące jabłonie.





Nie wiadomo, co planuje covid??? i czy szczepionka go " dogoni", w tym temacie nadal raczkujemy. Nie wiem, co byłoby lepsze? przeciwko grypie zaszczepiłam się jeden raz w życiu i bardzo źle się czułam. Covida przeszłam lekko, lżej niż wszystkie wcześniejsze przeziębienia.Co człowiek, to inna bajka.
OdpowiedzUsuńTo juź, Basiu, masz odporność w pewnym stopniu, a przez to czas na podejmowanie decyzji na podstawie obserwacji rozwoju pandemii i walki z nią. Ni wiadomo czyim sprzymirzeńcem będzie czas: człowieka czy wirusa.
UsuńGorzej, gdy rozminiesz się z rodziną w terminach, bo odporność to podobno tylko pół roku, więc gdy Ty ją zyskasz, oni jeszcze nie nabędą ...
OdpowiedzUsuńMoja odporność własna jest dobra, nie szczepiłam się na grype i nie choruję.
Zapisałam się na szczepienie na prośbę dzieci, ale wcale mi nie pilno, mam się szczepić co pół roku?
Zrobiłam sobie symulację matematyczną na temat zaszczepienia w mojej gminie ostatniego pacjenta w wieku 60 lat. Gdyby nie wkrecali sie w kolejkę inne grupy młodsze i gdyby tempo było takie, jak w tej chwili... 30 szczepionek na tydzień , przy 3 punktach szczepień to nie uwierzysz... ostatni senior w wieku 60 + byłby zaszczepiony pierwszą dawką w sierpniu przyszłego roku. Mam jednak nadzieję, że zwiększą dostawę szczepionek i ilość punktu szczepień, bo inaczej nie miałoby to sensu.
UsuńMłodzi u mnie są w grupie nauczycieli...
Jedna wielka niewiadoma...
Nasze dzieci powinny być zaszczepione bo mają dużą styczność ale młodszy wyliczył sobie że dopiero w lipcu 2022... a my się zapisaliśmy .... ale to nic nie znaczy...
OdpowiedzUsuńTereso - jak sytuacja jest z rodzaju "wiem że nic nie wiem"... to tylko spokój może nas uratować...
Dlatego ostatnio zaczęłam lepiej sypiać...
To byłoby zgodne (te wyliczenia) z moja symulacją. Masz rację, tylko spokój nas uratuje :)
UsuńMnie śmieszą te bzdury wyssane z palca, wierzę w naukę i nowa technologię. Muszę wierzyć, bo alternatywa przechorowania korony mnie przeraża.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię cieplutko.;)
Dziękuję :)
UsuńTak ja też uważam, ze w moim przypadku wybieram właściwą alternatywę.
Serdeczności :)
Ja z racji wieku łapię się dopiero na, optymistycznie rzecz biorąc, wrześniowe terminy szczepień. W wersji pesymistycznej na luty przyszłego roku. Mamę zapisałam via internet na marzec, wiec jest ok.
OdpowiedzUsuńSłowem miesiąca chyba będzie "termin". Większość ludzi, i to nie tylko w Polsce, "czeka". Wolałabym w normalnym świecie mieć milsze tęsknoty, ale to taka dla nas, ludzi, przygotowana niespodzianka i musimy się z nią zmierzyć. Potrzebna jest tylko duża doza cierpliwości i szczęścia, aby nie zachorować, nim termin nadejdzie.
UsuńZdrówka :)
Tak się zastanawiam czasami - czy nie może być normalnie, po ludzku, z szacunkiem dla drugiego człowieka. Bo szacunku do siebie samego to w wielu przypadkach aż nad to. Miejmy nadzieję, że to przetrwamy i system obronny gatunku zadziała prawidłowo i na tyle jest nasz ludzki gen silny, że to wytrzyma. Lubię panią Kunicką. Pozdrowienia zostawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńNadchodzi zatem Wielka Próba :)
Serdeczności :)
Gorzej, jeśli staniesz się tym śmiertelnym przypadkiem, który później wytłumaczą, że z innego powodu. Ale tego Ci oczywiście nie życzę.
OdpowiedzUsuńNasze zdrowie nie opiera się na szczepionkach, lecz na odporności organizmu i jak ktoś jej nie ma, nic mu szczepienie nie da, zwłaszcza, że mutacje powstają wciąż nowe i żeby być na bieżąco wciąż musiałabyś faszerować się świństwami ze szczepionki. Czy nie lepiej starać się w sposób naturalny osiągnąć odporność? Ja w każdym razie ryzykować nie będę, zwłaszcza jeśli chodzi o chorobę, którą wielu ludzi przeżyło. Po prostu nie warto.