Dzisiaj mąż dzierżył władzę nad telewizorem. Latał po tych kanałach, jak najęty, a mnie było wszystko jedno. Ostatecznie mam drugi w sypialni i zawsze mogłabym znaleźc sobie coś innego do ogladania niż przypadkowy przegląd menu wskazany przez męża.
- O... zaczekaj, zaczekaj! - wołam.
- Artur Andrus i Jacek Fedorowicz na TVN 24. Przytrzymaj ich trochę!
Artur Andrus dziwi sie, dlaczego ludzie zrobili tyle zapasów papieru toaletowego, bo raczej nie słychać, żeby choroba, obecnie trapiąca naród, powodowała takie objawy powodujące większe zużycie papieru.
Co satyryka tego rozbawiło jeszcze?
Telefon osoby nie pozbawionej humoru, z zapytaniem: Czy te zapasy spożywcze, co je narobiliśmy, to możemy już zacząć jeść, czy jeszcze na coś czekamy?
Pan Fedorowicz nakłania, żeby w czasie pozostawania w domu popracować nad sobą i wmówić sobie dobry nastrój i cierpliwość to przetrwamy to wszystko, ale bądźmy z tymi, którzy przetrwają ...bardziej.
I to jest to... a nie martwić się, gdzie nas pochowają, jak "umarniemy" (tak mówi mój wnuczek) bo nie mamy wykupionego i wybudowanego domku na cmentarzu.
Ja też nie mam i co z tego?
Niektórzy się martwią, że jak padnie na kogoś kreska, a nie ma sie swojego lub rodzinnego grobu to wówczas, może jak we Włoszech, wywiozą na inny cmentarz, czyli na dowolny, gdzie jest na to miejsce. A w mojej miejscowości jest tylko jeden czynny i drugi stary protestancki. Gdyby, nie daj, Boże... to czeka mnie wycieczka po powiecie poznańskim. Nie miałam czasu za życia na wycieczki po okolicach, to mogę mieć za swoje.
Ależ rodzinka naszukałaby się po całym powiecie poznańskim właściwego grobu. To taki "toporowski humor".
Ależ rodzinka naszukałaby się po całym powiecie poznańskim właściwego grobu. To taki "toporowski humor".
Od razu przypomniał mi się odpowiedni na ten moment felieton Pana Artura "Kebabem go", czyli zgodnie z zaleceniem Pana Jacka Fedorowicza udaję, że mam dobry humor i mam pragnienie, abyście i Wy go mieli, tak na początek tygodnia, bo później będzie już poważnie. Wszak jutro już rozpoczyna się Wielki Tydzień. Obiecuję, to ostatni humorystyczny mój wpis przed Wielkanocą.
A więc czytanka na dobranoc z Pana Artura
Wyjątek z "Kebabem go"
"(...) Niemiecki sąd odrzucił pozew pracownicy baru szybkiej obsługi, domagajacej się odszkodowania od klienta, który rzucił w nią na wpół zjedzonym kebabem. Klient o coś się pokłócił z panią ekspedientką i tak właśnie wyraził swoje niezadowolenie. Sędzia uznał, że oskarżony rzucając kebabem, "nie pogwałcił ludzkiej godności ani honoru(...)
"(...) Sądy powinny(...) określać zakres czasowy dozwolonego wyrażania emocji. Bo na razie nasze orzecznictwo pozwala chyba na zbyt wiele. Własnie dostałem od znajomych zdjęcie pewnego nagrobka, który znajduje się (albo znajdował, bo fotografię zrobiono parę lat temu) na cmentarzu w Złotowie. Na kamieniu wyryty jest napis:
Tu spoczywa mój mąż,
Który dręczył mnie wciąż,
Leżąc w tym grobie,
Ulżył mnie i sobie.
Z opisu dołaczonego do zdjęcia wynika, że podobno rodzina męża zaskarżyła żonę - autorkę tej sentencji - jednak sąd uznał, że nie ma mowy o szarganiu czyjegoś dobrego imienia, ponieważ na nagrobku nie ma żadnych danych personalnych osoby pod nim leżącej. Nie wiem też, w jakich okolicznościach zakończyło się ziemskie życie bohatera tej powieści, ale nie zdziwiłbym się, gdyby rodzina zmarłego umieściła po drugiej stronie kamienia sentencję:
Rzuciła kebabem.
Ty tu sobie,Janku,
Spokojniutko leż,
Dręczyłeś ty żonę,
Żona ciebie też.
I to chyba jedyna rozsądna reakcja na atak: Kebabem na kebab, wierszem na wiersz. Fakt, że tutaj dyskusja nie musi się zakończyć, bo może przecież pojawić się odpowiedź:
Ja go szanowałam,
On mnie miał w pogardzie,
Owszem, też dręczyłam,
Ale on mnie bardziej.
Myślę, że ostatnim elementem tej walki na nagrobki byłoby pojawienie się tabliczki z napisem:
Tylko ludzie mali,
Tylko dzikie ludy
Piorą na cmentarzach
Swe domowe brudy!
Dobry smak marnirje,
Obyczaj się karli!
Prosimy o spokój!
Pozostali zmarli
(....)
Źródło:Artur Andrus - "BLOG osławiony miedzy niewiastami"


Wszystko marnieje.
OdpowiedzUsuńMusimy uważać i trzymać poziom...
I nie tracić rozumu.
Cenne rady, Stokrotko. Pozdrawiam wiosennie ☺🌷🌹🌸🌻🌼
Usuńkażde czasy czegoś nas uczą, każde doświadczenie coś pokazuje...
OdpowiedzUsuńObyśmy zechcieli wyciągnąć odpowiednie wnioski z tej nauki
UsuńTelefon osoby nie pozbawionej humoru - najlepszy! Przeczytałam mężowi, złapał się za głowę ze śmiechu.
OdpowiedzUsuńTrafione w punkt, ludzie często gadają o tym co się stanie z ciałem jak umarną. Mówią tak, jakby mieli być nadal świadomi tego ciała, to jakiś absurd.
Niektórzy nawet planują menu na stypę, jakby w niej mieli wziąć udział , a tu nawet normalnego pogrzebu mogą nie mieć. Wszystkie plany biorą w łeb :))) Nawet zażartowałam do męża, że gdyby na mnie trafiło, to nawet siostry nie przyjechałyby na pogrzeb. Mąż sie roześmiał i nastraszył mnie, że zaraz do nich zadzwoni , niech wiedzą, jak ich siostruni wirus w głowie namącił:)))
Usuńbuahahaha Co to z tym kebabem. :D Lubię takie posty i one są teraz bardzo potrzebne, dlatego, jeśli zechcesz, to pisz takie, a ja się ucieszę. :) Wiem, że wielki tydzień, ale naprawdę uśmiech jest teraz naprawdę potrzebny, super post, dziękuję. :))) Pozdrawiam cieplutko, miło się wspólnie pośmiać. :)))
OdpowiedzUsuńTeraz nawet kebabem rzucić nie można, bo jak już przywiozą do domu, pofatygują się, to tylko wypada być wdzięcznym, a jak przy okazji poczęstują cię wirusem, to możesz rzucać jakimś mięskiem, wszystko jedno jakiego pochodzenia (jeśli masz zapasy) :)))
UsuńA może to, gdzie zostaniemy pochowani ma znaczenie tylko dla tych, którzy zostali? Bo czy po śmierci się przejmiemy tym, gdzie nas pochowano/ Czy to będzie miało znaczenie? To ma znaczenie teraz póki żyjemy. A potem? Wiadomo, w jakimś lesie kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania, z dala od bliskich, na poboczu przy drodze to może nie wypada, nie chciałabym sama. We Włoszech to jest straszne, że nie można się nawet pożegnać, te ciężarówki wojskowe ... Ale po śmierci to ktoś decyduje za nas, my już nie decydujemy. Kurczę, ponuro się wpisałam.
OdpowiedzUsuńZa bardzo sie martwimy o tych. którzy pozostaną, aby nie mieli za daleko. Bo a nuż zechcą kiedyś świeczkę zapalić?
UsuńOj, coś z imionami się pokiełbasiło...
OdpowiedzUsuńDzięki, poprawiłam :)))
UsuńPrzepraszam Pana Artura :))) Liczę na Jego humor :)
Właśnie u Pana Andrusa często mi sie kiełbasi. Pół wpisu występował jako Andrzejek :)))