![]() |
| Pixabay.pl |
Muszę bardzo uważać, aby nie wspomnieć w tym wpisie o swoim małżonku, bo tytuł mówi o czymś innym. Chociaż zastanawiam się, jak małżeństwa, czy jakieś luźne stadła dają sobie radę w tych czasach, kiedy przyszło im spędzać 24 h /dobę, a normalnie , powiem delikatnie, nie przepadają za sobą.
Ja i bez kwarantanny spędzam czas prawie na okrągło w towarzystwie męża i ...nie narzekam. On też w mojej obecności... nie śmiał... na mnie narzekać.
Gdyby tak poszperać w naszej poezji satyrycznej, to nawet można nabrać przekonania, że człowiek może przywiązać się i do najgorszej zarazy.
Nie, o koronawirusie autorowi wiersza, który za chwilę zacytuję jeszcze w najgorszych snach o podłożu horroru nawet się nie śniło.
Andrzej Waligórski
Raz w jednym instytucie uczeni na wszelkie sposoby
Robili doświadczenia, jak by tu osłabić mikroby,
Na przykład jeden uczony budził bakterię śpiączki,
Szczypiąc tę śpiączkę pęsetką w pośladki, nóżki i rączki.
Drugi uczony czerwonkę podłączał do pompek i dętek,
Aż się robiła blada, jak jaki biały krętek,
Krętka natomiast skręcano i rozkręcano biedaczka,
Od czego był bardziej żólty, niż najżółciejsza żółtaczka,
Odnośnie zaś do żółtaczki, wprowadzono ją w taką rozpacz,
Że poczerniała zupełnie i była jak czarna ospa,
Podczas gdy ospę - tę czarną - macerowano w wódkach,
Więc była ciągle na kacu, jak białaczka bialutka...
A działał wśród tych uczonych Piotr Dreptak, asystent młody,
Który stosował swe własne, zupełnie odmienne metody,
I zamiast zarazki dręczyć - on karmił swoje zarazki
I ciągle się ich pytał: - Nie zjecie, zarazki, kaszki?
No więc zarazki wciąż rosły, wpierw były jak turkucie,
Potem ogromne jak myszy latały po instytucie,
Na próżno woźny je z miotłą jak oszalały ganiał -
Nie dość, że się z niego śmiały, to mu jeszcze wyżerały śniadania.
Aż kiedy profesorowi przegryzły w aucie resor,
To wtedy Piotra Dreptaka wezwał do siebie profesor
I obaj włożyli płaszcze, i poszli się przejść na deptak,
A pan profesor rzecze: - Drogi kolego Dreptak,
Rozumiem że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba, szokujące wyniki,
Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki...
- Chwileczkę! - Piotr Dreptak na to, prędziutko teczkę odmyka
I z wnętrza wyjmuje bakcyla wielkiego jak królika:
- Zobacz pan, profesorze, gdy mamy taką gadzinę,
Możemy streptomycynę wyrzucić i penicylinę!
Lekarz przy mikroskopie oczu już niszczyć nie musi,
Bo bierze to bydlę za szyję i je po prostu dusi...
I rzeczywiście udusił Piotr Dreptak tego zarazka,
Więc pan profesor Dreptaka chwalił, całował i głaskał,
Załatwił mu order, mieszkanie, fiata, Nagrodę Nobla,
I wszyscy koledzy się zeszli, żeby ten Dreptak to oblał,
A Dreptak siedzi ponury nad uduszoną zwierzyną
I szloch mu wyrywa się z piersi, a z oczu łzy wielkie mu płyną...
- Dlaczego - pytają koledzy - nie chcesz zabawić się z nami?
- A bo jak dusiłem Kubusia, to on tak łypał oczkami...
Tu biedny Dreptak o ścianę uderzył głową trzy razy...
Oj, można się, można przywiązać i do najgorszej zarazy!
A ja do tego obecnegp corona- bakcyla nie mogę się przyzwyczaić i nie jestem z tą "niemocą" odosobniona.
Raz w jednym instytucie uczeni na wszelkie sposoby
Robili doświadczenia, jak by tu osłabić mikroby,
Na przykład jeden uczony budził bakterię śpiączki,
Szczypiąc tę śpiączkę pęsetką w pośladki, nóżki i rączki.
Drugi uczony czerwonkę podłączał do pompek i dętek,
Aż się robiła blada, jak jaki biały krętek,
Krętka natomiast skręcano i rozkręcano biedaczka,
Od czego był bardziej żólty, niż najżółciejsza żółtaczka,
Odnośnie zaś do żółtaczki, wprowadzono ją w taką rozpacz,
Że poczerniała zupełnie i była jak czarna ospa,
Podczas gdy ospę - tę czarną - macerowano w wódkach,
Więc była ciągle na kacu, jak białaczka bialutka...
A działał wśród tych uczonych Piotr Dreptak, asystent młody,
Który stosował swe własne, zupełnie odmienne metody,
I zamiast zarazki dręczyć - on karmił swoje zarazki
I ciągle się ich pytał: - Nie zjecie, zarazki, kaszki?
No więc zarazki wciąż rosły, wpierw były jak turkucie,
Potem ogromne jak myszy latały po instytucie,
Na próżno woźny je z miotłą jak oszalały ganiał -
Nie dość, że się z niego śmiały, to mu jeszcze wyżerały śniadania.
Aż kiedy profesorowi przegryzły w aucie resor,
To wtedy Piotra Dreptaka wezwał do siebie profesor
I obaj włożyli płaszcze, i poszli się przejść na deptak,
A pan profesor rzecze: - Drogi kolego Dreptak,
Rozumiem że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba, szokujące wyniki,
Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki...
- Chwileczkę! - Piotr Dreptak na to, prędziutko teczkę odmyka
I z wnętrza wyjmuje bakcyla wielkiego jak królika:
- Zobacz pan, profesorze, gdy mamy taką gadzinę,
Możemy streptomycynę wyrzucić i penicylinę!
Lekarz przy mikroskopie oczu już niszczyć nie musi,
Bo bierze to bydlę za szyję i je po prostu dusi...
I rzeczywiście udusił Piotr Dreptak tego zarazka,
Więc pan profesor Dreptaka chwalił, całował i głaskał,
Załatwił mu order, mieszkanie, fiata, Nagrodę Nobla,
I wszyscy koledzy się zeszli, żeby ten Dreptak to oblał,
A Dreptak siedzi ponury nad uduszoną zwierzyną
I szloch mu wyrywa się z piersi, a z oczu łzy wielkie mu płyną...
- Dlaczego - pytają koledzy - nie chcesz zabawić się z nami?
- A bo jak dusiłem Kubusia, to on tak łypał oczkami...
Tu biedny Dreptak o ścianę uderzył głową trzy razy...
Oj, można się, można przywiązać i do najgorszej zarazy!
A ja do tego obecnegp corona- bakcyla nie mogę się przyzwyczaić i nie jestem z tą "niemocą" odosobniona.
Gdzie zgłosić stalking koronawirusa. Jest natrętny, grozi i jeszcze twierdzi, że nie może inaczej, bo człowieka...lubi ( na śmierć i życie). Tylko jeszcze nie wiem czy to on, czy ona. Dreptak by to na pewno zbadał. Ale niech toto mnie nawet nienawidzi. Nie chcę jego zalotów! Przecież ja już jestem zajęta!!!
Co ja zrobię, że cie lubię - Jadwiga Strzelecka - You Tube

Ja na szczęście nie mam, podobnie jak Ty problemu z przebywaniem z mężem non stop... traktujemy ten czas jak przygotowanie do emerytury, kiedyś w końcu nadejdzie.
OdpowiedzUsuńTaka wprawka przyda się. Z praktyki wiem, że da się żyć, a nawet jest wesoło:)
UsuńWirusa wyhodowanego do wielkości królika to jeszcze można zabić,
OdpowiedzUsuńale tego co w koronie, kiedy by wyrósł na króla, to już zwykły człowiek,
nawet naukowiec, zgilotynować nie potrafi:)
Ale może śmiechem królika zabić?
UsuńRaczej siebie,
OdpowiedzUsuńbo jak się mówi,można umrzeć ze śmiechu:)
😅😁😀
UsuńChi, chi, chi... przypomniało mi się takie powiedzonko "byle pił, byle bił, byle był"...
OdpowiedzUsuńUwielbiam swojego faceta :)
Oj, źle by nam bez nich było, a im bez naszego uwielbienia :)
UsuńWybrałam sobie za męża człowieka, za którym przepadam, więc nie mam z tym problemu. :)
OdpowiedzUsuńNiektórzy biorą śluby bo wypada, inni bo im kogoś "nagarną", a jak to się mówi "już czas", a jeszcze inni, dlatego że "wpadli". Są też tacy, którzy boją się samotności i w doborze partnera kierują się materializmem, lecz moim wyborem kierowało serce. Całej reszcie osób współczuję.
WidaćAniu, z Twoich postów, że macie wspólne pasje, min. turystykę i fotografie. Ważne, żeby sie nigdy ze sobą nie nudzić :)))
UsuńTak, i ja dołączę do tej grupy Kobiet, które się z drugą połową nie nudzą. My lubimy wszystko robić razem, a szczególnie podróżować, bywac na koncertach, wystawach, pracować w ogrodzie, leniuchować... W domu też nie nudzimy się razem, chociaż mamy swoje odrębne ( i wspólne) pasje i miejsca pracowania. :)
OdpowiedzUsuńNie może być lepiej, jak wspólne zainteresowania i pasje z tą drugą połówka . Czasem właśnie przeciwieństwa sie przyciągają, ale wzajemna zrozumienie i tolerancja dla zainteresowań tej drugiej osoby jest wówczas konieczna.
UsuńMój mąż niestety pracować musi a wolałabym się z nim teraz "pomęczyć" te 24 na dobę :)
OdpowiedzUsuńCały tydzień dużo pracuję, prowadzę lekcje online, poprawiam prace uczniów, piszę raporty. Mąż wraca wcześniej z pracy i śmieje się, że ma teraz w domu szkołę 12 godzin na dobę. Pomaga mi, gotuje obiad. Dbamy o siebie... Też boję się, żeby mąż gdzieś się nie zaraził.
OdpowiedzUsuńPrzecież chcemy żyć i cieszyć się nadal w przyszłości, kiedy to dziadostwo się skończy, dziećmi, wnukami, podróżować...
Obyśmy się trzymali wszyscy zdrowo !!!