Zapytam wprost: czy płaczesz w kinie? (Zawsze możesz potraktować to, jako pytanie retoryczne)
Nie chodzi mi o szloch, ale czy zdarza Ci się, że uronisz łzę nad losem bohatera filmu, a może ... nad sobą... przy okazji... bo nikt nie widzi?
Jeśli o mnie chodzi, to nie mam okazji płakać przed panoramicznym, ani standardowym ekranem. Po prostu z przyczyn zdrowotnych do kina przestałam chodzić. Filmy oglądam w domu. Ustalam sobie głośność wg mojej wytrzymałości słuchu, światła dostosowuję do potrzeb wzroku wymagającego specjalnej troski. Mogę ponad to zarządzić przerwę w oglądaniu filmu w każdym miejscu i czasie.
Czy zatem płaczę w domu w trakcie oglądania filmu? Raczej nie, częściej zdarza się, że wilgotne oczy ma mój mąż, mimo jego starań, aby tego nikt z domowników nie zauważył. Od dawna nauczyłam chronić mój system nerwowy przd destrukcją, nie wczuwając się nadto w sytuację i stan emocjonalny bohatera filmowego. Moje serce nie znosi huśtawek emocjonalnych. Zresztą stymulator już nad tym panuje, czyli panią własnego serca przestałam być już od 2 lat.
Wciąż z tyłu głowy świdruje mi myśl, spokojnie, to tylko film...
ŁZY W KINIEWciąż z tyłu głowy świdruje mi myśl, spokojnie, to tylko film...
Stanisław Barańczak
Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub – zwłaszcza łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu – lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przezywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem -
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz przed tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
otarciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie ujmujący – ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
„Choć się naprawdę starałem,
choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie”.
MAŁE KINO
Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub – zwłaszcza łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu – lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przezywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem -
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz przed tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
otarciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie ujmujący – ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
„Choć się naprawdę starałem,
choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie”.
art by Ignat Ignatov
A teraz niecodzienne wykonanie piosenki "Małe kino", bo nie przez Fogga , ale współczesne - przez Aleksandrę Nieśpielak - YouTube
Zapraszam :)
No jak wykonanie, podobało Wam się, bo wg mnie
Zmierzenie się z mistrzem Mieczysławem Foggiem wymaga odwagi.
Tekst : Ludwik Starski
Kompozytor:Władysław Szpilman (ps Al Legro)
R.powstania 1960
Mieliśmy pójść do kina,
Wybacz, nie pójdę dziś.
W mroku zasiądę do pianina,
W przeszłość pobiegnie myśl.
Małe kino,
Czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino,
A w zacisznej loży ty i ja...
Na ekranie
On ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani,
Dla nas to jest prawda, a nie gra.
To jakby o nas był film,
Więc my wpatrzeni,
Ach, jak wzruszeni
Miłością swą.
W małym kinie
Nikt już nie gra dzisiaj na pianinie,
Nie ma już seansów w małym kinie,
W małym, niemym kinie "Petit Trianon".
Nic tak nie przypomina
Dawnych, odległych chwil,
Jak muzyczka z niemego kina,
Rzewna jak stary film.
Małe kino,
Czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino,
A w zacisznej loży ty i…
Wybacz, nie pójdę dziś.
W mroku zasiądę do pianina,
W przeszłość pobiegnie myśl.
Małe kino,
Czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino,
A w zacisznej loży ty i ja...
Na ekranie
On ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani,
Dla nas to jest prawda, a nie gra.
To jakby o nas był film,
Więc my wpatrzeni,
Ach, jak wzruszeni
Miłością swą.
W małym kinie
Nikt już nie gra dzisiaj na pianinie,
Nie ma już seansów w małym kinie,
W małym, niemym kinie "Petit Trianon".
Nic tak nie przypomina
Dawnych, odległych chwil,
Jak muzyczka z niemego kina,
Rzewna jak stary film.
Małe kino,
Czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino,
A w zacisznej loży ty i…
art by Ciril Rolando






Ja się przyznam, że płaczę w kinie. Czasami to jest wręcz potop. Często chodzę na filmy z mamą i bratem, taki rytuał rodzinny. Bywa, że cała trójka płacze na całego, ale ja to lubię. :) Bardzo cenię dobre aktorstwo i łatwo się wczuwam w czyjąś historię, łzy lecą, ja im na to pozwalam. Uwielbiam z moją rodzinką chodzić do kina. Mam szumy uszne i myślałam, że nie mogę, ale dzięki Bogu mogę. :) Pozdrawiam i przepraszam, że tak mało mnie było. Uściski wielkie. :)))
OdpowiedzUsuńCieszę się bardzo że znów jesteś :)
UsuńJa, jak piszę, otoczyłam się filmowąSkorupą "dla własnego dobra", choc kto wie, może lepiej ją rozbić i niech będzie "kozie śmierć"
:)
Moja kardiolog co rok podłącza mnie ze stymulatorem do specjalnego monitora i widzi, obraz moich emocjii każdego dnia. Może zapytać, A co to się działo emocjonalnego w tym a tym miesiącu, danego dnia o konkretnej godzinie?
Nawet nie mogę zaplanować zdrady, hi hi hi, bo mąż mógłby się z obrazu elektronicznego się o niej dowiedzieć :)))
Rzadko chodzę do kina. Wolę w domu przed laptopem siedzieć i oglądać filmy na jednym z dostępnych portali filmowych. Można wtedy robić sobie przerwy, bo tak dwie godziny bez przerw trudno mi wysiedzieć. A czy płaczę? Zależy od historii. Jednak zdecydowanie bardziej lubię śmiech niż płacz oraz zaciekawienie opowiadaną historią.
OdpowiedzUsuńWitaj wśród ,,domowych kinomanów,,💻🎥💺
UsuńZdarza mi się płakać na filmach w podniosłych momentach albo gdy jestem pod wrażeniem czegoś. To takie wzruszenie nie na smutno.
OdpowiedzUsuńAle żeby ronić łzy nad smutnym losem bohatera, to musi być naprawdę wkręcający się w głowę scenariusz.
Kino jest dla mnie o wiele zdrowsze, ponieważ ekrany telewizorów i komputerów świecą, a ekran kinowy nie, więc mogę gapić się na niego długo.
Wzruszenie bez łez kosztuje mnie czasem bólem w splocie słonecznym. Dobrze byłoby rozładować emocje i pozwolić popłynąć łezkom.
UsuńA ja jestem " płaczką". Można byłoby mnie wynajmować :) Żart!
OdpowiedzUsuńAle jeśli o kino chodzi to owszem, płaczę, zwłaszcza gdy rzewna historia dotyczy dzieci, zwierząt lub spraw miłosnych... Oj, wtedy to nie potrafię się opanować. Jestem typem wrażliwca :)
Im więcej komentarzy, tym mam coraz słabsze zdanie o swojej wrażliwości :)))
UsuńPewnie, że płaczę, w dużym i małym, nawet podczas lektury płaczę.
OdpowiedzUsuńTakie wzruszenia też są nam potrzebne...
Powinnam te komentarze przytoczyć męźowi, źeby nie czuł się zaźenowany swoimi łezkami.
UsuńMiłego dnia ☺
W kinie płaczę, ale raczej z powodu jedzących popcorn, szelestów i drapania o pudełka, czyli z bezsilnej złości i dlatego rzadko do kina chodzę. Jestem mizofonikiem...
OdpowiedzUsuńPłaczę, gdy się wzruszam podczas zawodów sportowych, gdy grają nasz hymn...
Współczuję Ci, ze nie za bardzo możesz uzewnętrznić emocje.
Pozdrawiam.:))
Dziękuję, Ci, Celu. To bardzo męczy, kiedy trzeba je tłamsić i nie wiem , ile przez to szkody jednak sobie wyrządzam z innej strony, tej psychicznej.
UsuńNie płacze,bo ja w ogóle raczej nie płaczę. A jeśli zdarzy mi się raz na parę lat, to nie z powodu filmu. Natomiast bywa, że się nieco wzruszam oglądając film. Rzadko, bo unikam filmów, które produkowane są tylko.po to, żeby zagrać na emocjach, wolę filmy "o czymś" i wtedy skupiam się na treści.
OdpowiedzUsuńCzasem w filmach są sceny, gdy bohaterowie płaczą w kinie, strasznie mnie to śmieszy:)
Taka dosłowność przekazu zawsze mnie zastanawia, czy to woda, czy gliceryna. Wolałabym, aby reżyser zostawił pole widzowi do wyobraźni.
UsuńRaczej nie płaczę w kinie. Już prędzej podczas czytania książki. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńA propos czytania, to właśnie skończyłam wczoraj czytanie ksiązki poleconej przez Ciebie, "Noce w Rodanthe" Sparksa.
UsuńWarto było. Pozostałych pozycji nie było w bibliotece. Miłość dwojga dojrzałych ludzi ukazana w bardzo delikatny, kulturalny, nie wulgarny sposób, jak to bywa w innych powieściach romantycznych, tak rozpowszechnionych na rynku. W kinach każda adaptacja musi zawierać obrazy , które mogłyby być pominięte, bez straty dla ich wartości. Widz ma przecież swą wyobraźnię i nie musi mieć podanego obrazu "na patelni"
Są filmy tak bliskie życiu, że nie mogę powstrzymać łez. Nadal zbyt mocno je przeżywam i na niektóre właśnie dlatego, nie chodzę...
OdpowiedzUsuńJa też pewnych filmów, o których z góry wiem, że są naładowane nadmiernie emocjami , nie oglądam.
Usuń