![]() |
| [Ludwika Maria Orleańska królowa Belgów na portrecie Franza Winterhaltera (ok. 1841)] |
Nie szukałam faceta ze sławnym nazwiskiem. To raczej on mnie znalazł, ale, jak wiem, korzyści z tytułu swojego imienia raczej nie miał. I tu los był dla niego łaskawy. Gorzej, gdyby Piotr mu dano, bo przecież słuchu muzycznego mu poskąpiono.
Pewien wykładowca na studiach raczył ubolewać, dlaczego to jego rodzice nie dopasowali imienia do uznanego nazwiska wśród muzyków. Nie każdy Czajkowski musi być też Piotrem. A czy nie dość, że obciążony nazwiskiem wysłuchiwać musiał, że słoń na ucho nadepnął?
Wiadomo, nazwiska się nie wybiera, ale nad imieniem rodzice mogą się zastanowić, szczególnie w czasach, kiedy już na początku istnienia człowieka, na USG widać płeć. Dawniej, trochę bywało gorzej, bo rodzice, przypuszczając wymarzoną płeć dziecka i obierając wcześniej dlań imię, mogliby być czasem zaskoczeni, że to np.: dziewczynka, a nie chłopiec. Dodawali często wówczas literkę "a" i wychodziła jakaś np.:"Polikarpa". To jeszcze całe szczęście, że mogli zdrobnić na Polę :)
Ale jeśli rodzina nosi słynne nazwisko , np. Skłodowska, to nie przewidując zdolności dzieciątka do nauk ścisłych, może nie ma sensu chrzcić dziewczynki "Marią". Już wyobrażam sobie lekcje chemii, a jeszcze bardziej przerwę tuż po takiej lekcji.
Dobrze, że mąż mój nie nazywa się Kern, bo przy braku mojego poczucia humoru i zdolności do tworzenia satyrycznych wierszyków w stopniu, jakie miał mistrz, miałabym przechlapane. Skoro za życia L.J.Kernowi nie podobał się brak ochrony nazwisk przez odpowiednią ustawę (i tu zmrużmy oko), to może przystąpił i po tamtej stronie do buntu. A do tego zbuntowany Ludwik z zaświatów straszyłby mnie co noc i miałby rację, ale tylko w połowie, "bom przecie" nie Ludwisia:)
Ciekawe, jakby się do mnie zwracano: Ludwiko czy Ludwichno:) no i oczywiście, musiałabym być wcieleniem wszelkich ludzkich cnót :) posągową pięknością, jak Ludwika Maria Orleańska, była królowa Belgów...
wtedy śpiewanoby o mnie tak:
Eugeniusz Bodo- Ach, Ludwiko - YouTube
O dziesiątej dziewiętnaście będzie stacja Dychawice, a o wpół do jedenastej stacja Kpy.
Potem pociąg staje w Mrugach, w Bodzankowie, w Makowicy, w Podkajdanach, w Cygankowie,luba ma.
O dwunastej minut cztery stacja Pipczyn (dawniej Wziery), potem Kudły, potem Hopsztyn, wreszcie ja.
Ref.:
Ach, Ludwiko, miłością płonę dziką,
oczarował mnie Twój wdzięk i uroda,
że cię w rękach nie mam swych, jaka szkoda.
Ach, jedyna, tyś anioł, nie dziewczyna,
wcielenie wszystkich ludzkich cnót,
Ludwichno, tyś mój cud!
A w powrotnej drodze będzie najpierw Hopsztyn, potem Kudły, po nich Pipczyn (dawniej Wziery) itd. Cygankowo, Podkajdany, mój aniele ukochany, Makowica, Bodzankowo, dziewczę me.
Mrugi, Kpy i Dychawice, wreszcie ujrzysz znów stolicę, punktualnie o dwudziestej minut dwie.
Potem lekką zjedz kolację, powtórz sobie wszystkie stacje
i przy każdej, ukochana, wspomnij mnie.
Ref.:
Ach, Ludwiko, miłością płonę dziką,
oczarował mnie Twój wdzięk i uroda,
że cię w rękach nie mam swych, jaka szkoda.
Ach, jedyna, tyś anioł, nie dziewczyna,
wcielenie wszystkich ludzkich cnót,
Ludwichno, tyś mój cud!




Oj, to ciekawy temat do rozważań :) Czasy chyba nie zmieniły sie aż tak bardzo. Dziś z kolei co mniej logiczni rodzice zachłystują się dziwnymi, niepolskimi imionami typu: DŻordan ( i tu nie żartuję, sama widziałam w dzienniku0 dokładnie zapisane w ten sposób ( O, zgrozo!) Bardziej logiczni trzmają jakąś kulturę i nadaja polskie imiona. Obserwuję także oststnio trend, nadawania polskich imion staropolskich: Franciszek, Antoni, Maria, Weronika, Leon- bardzo modny :) I to mi sie podoba.
OdpowiedzUsuńTereso, czy Ty naprawdę mieszkasz w D.G.? Toż to rzut beretem od mojej wsi, która leży kilka kilometrów na północ od Parku Zielona. Wiec wypicie kiedys wspólnie kawki wydaje sie być realne :) Miłego dnia! Pola
Dziękuję, Pola. Mieszkam w T.P. Wielkopolska. Park Zielona nic mi nie mówi, Chociaż mieszkam tu od niedawna i nie znam jeszcze dokładnie wszystkich okolic.
UsuńTrend nadawania staropolskich imion też mi sie bardzo podoba. Dawniej, jednak imiona dzieciom ulegały zdrobnieniom. Dziecko czuło się tym małym, potrzebującym opieki rodziców. Teraz maleństwo w wózeczku jest proszone: "Franciszku, nie płacz, zaraz dostaniesz smoczusia :)"
Serdeczności!
To znaczy, że ta pięknie kręcąca się kula ziemska pokazuje moją lokalizację, a nie Twoją :) Cóż, zatem kończę kawkę we własnym towarzystwie.
UsuńZgadza się :) Gdybyś miała podobną kulę u siebie na stronie, a ja odwiedziłabym Cię, wówczas zlokalizowałabyś moją lokalizację :)
UsuńSkojarzyłąm odwrotnie, że skoro na Twoim blogu, to Twoja przecież być musi :) :) Miłego dnia!
UsuńOpowiem Ci jak ja szukałam faceta pod kontem nazwiska to się uśmiejesz ze mnie. :D
OdpowiedzUsuńNajpierw napiszę, że choć oficjalnie tak wszystkim nagadałam, to tak naprawdę w ogóle nie szukałam sobie męża, lubiłam być wolna. Ale żeby rodzina mi głowy nie suszyła, wymyśliłam kryteria. Oto one:
Najlepiej jakby był szlachcicem, ale nie księciem, bo ci są brzydcy i nadęci. Najchętniej poszłabym za jakiegoś hrabiego, nie musi być bardzo młody i ordynarnie przystojny ale ma być aż nieprzyzwoicie mądry i inteligentny.
Do tego długie nazwisko. Podwójne, potrójne, albo poczwórne, ze wszystkimi "von" "van", a nawet z myślnikami. Chcę podczas wypełniania druków, nie mieścić się w rubryce "podpis".
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna, szlachcica nigdy żadnego nie poznałam (albo jestem tego nieświadoma), a mój mąż ma pojedyncze, skromne nazwisko.
"K" w moim podpisie pochodzi od drugiego imienia, ponieważ w dowodzie mam dwa, jest to Karolina.
Do dziś żałuję, że przy ślubie nie przemyślałam sprawy i nie podpisałam się obydwoma nazwiskami z myślnikiem. Wielka to szkoda.
Dumna byłam jak paw pokazując dokumenty z pracy, na których podpisywał się sam Tadeusz Kościuszko – to już nie jest żart, bo faktycznie miałam tak nazywającego się kierownika działu. Dlatego specjalnie musiałam na dowód papieru nosić. ;D
Jedna z moich córek ma długie imię a nazwisko po mężu dwuczłonowe " z myślnikiem". Jeden człon też długi. Przedstawia się najczęściej pierwszym członem, ale ponieważ tworzy różne prace pisane, więc obyć się bez kompletu nazwisk nie może. Dziecko w szkole będzie miało przechlapane. Już w przedszkolu oficjalnie ma dwuczłonowe. Wnuczek nie może zrobić przykrości przodkom i kontynuować rodowodowe sprawy musi:)
UsuńNo normalnie zazdraszczam. :D
UsuńNajbardziej lubię imiona słowiańskie i stąd jedna z moich bohaterek jest Radomiłą. Co do nazwisk podobają mi się te polskie na -ska byleby nie były zbyt popularne.
OdpowiedzUsuńW imieniu Radomiła ukrywasię radość w sercu i miło brzmi dla ucha. Dobry wybór. Imię sympatyczne. A i Twój pseudonim też "słowiański", mógłby być imieniem. Pozdrawiam :)
UsuńDobry pomysł z tym opatentowaniem imion i nazwisk, bo zdarzają się podobieństwa...dziwnie byłoby spotkać w realu Adama Mickiewicza, Marię Sobieską...ale z drugiej strony spotkałam szefa kuchni o nazwisku Kiełbasa...
OdpowiedzUsuńMam tu przykład aktora ( występy w musicalach) i prezentera telewizyjnego "pogodynka" Ziemowita Pędziwiatra. W castingu do prezentowania pogody pokonał 300 osób. Myślę, że oprócz zdolności aktorskich nie bez znaczenia było Imię i nazwisko :)
UsuńRewelacyjny wywód!!! :-))
OdpowiedzUsuńMoje uznanie .
Dziękuję, Stokrotko! Czytam ten Twój komentarz rankiem. Swietny początek dnia. Dodałaś mi tym energii!
UsuńSłońca na ten piąteczek życzę na niebie i w serduchu :)