W pewnym mieście mieszkał sobie człowiek, którego znajomi po cichu nazywali „wilkiem”. Nie był to żaden groźny drapieżnik z lasu – raczej taki dwunożny spryciarz, co lubił sobie podgryzać innych, kiedy tylko nadarzała się okazja.
Raz rozpuścił plotkę o sąsiedzie, że ten w pracy oszukuje. Innym razem „życzliwie” podpowiedział koleżance, że jej mąż podobno lubi długie spacery z sekretarką. Jeszcze gdzie indziej delikatnie podsunął koledze myśl, że jego pomysł na biznes jest do niczego – a potem sam go realizował.
Nosił wilk razy kilka. Zawsze wychodził z tego cało, z uśmiechem i z poczuciem, że jest sprytniejszy od reszty.
Pewnego wieczoru wilk nasz odwiedził starszą, zamożną panią z sąsiedztwa. Wiedział, że lubi stare polskie piosenki. Przyniósł więc płytę Tadeusza Chyły i puścił jej "Balladę o damie starej i bogatej". Siedział, rechotał przy każdym „Rany julek!”, a przy okazji subtelnie komentował: „O, proszę pani, widać, że jak ktoś ma głowę na karku, to zawsze może odwrócić los na swoją korzyść…”.
Dama słuchała uważnie, kiwała głową i uśmiechała się pod nosem.
Kilka tygodni później nasz wilk obudził się w zupełnie innej rzeczywistości. Okazało się, że wszyscy, których kiedyś podgryzał, nagle przypomnieli sobie każdy jego numer. Zebrała się cała paczka – plotki, dowody, szczere rozmowy. Efekt był piorunujący: wilk stracił pracę, dobre imię i sporo „przyjaciół”, którzy nagle przestali odbierać telefony.
Leżąc wieczorem i patrząc w sufit, westchnął ciężko:– No tak… nosiłem jako wilk razy kilka…A gdzieś w tle, jakby na potwierdzenie, w radiu leciała ta sama ballada Chyły.
Morał jest stary, ale zawsze aktualny:
Kto lubi podgryzać innych, ten powinien pamiętać, że zęby ma też reszta stada. I kiedyś może się zdarzyć, że to właśnie jego wezmą na ręce i zaniosą tam, gdzie mu się należy – daleko od żerowiska.
A na deser – posłuchajcie, jak to wyglądało w klasycznej, oryginalnej wersji:
Tadeusz Chyła – Ballada o damie starej i bogatej
Damę starą i bogatą
Wśród mieszkańców miasto ma
Swego męża, owszem, kocha ,
Lecz innego razy dwa
Rany julek, rany julek,
Lecz innego razy dwa
Rany julek, rany julek,
Lecz innego razy dwa
Podsłuchała raz w aptece,
Jak aptekarz komuś rzekł
Gdy się wyssie kość wiekową,
Może ślepym zostać człek
Rany julek, rany julek,
Może ślepym zostać człek
Rany julek, rany julek,
Może ślepym zostać człek
Tedy dama wraz do jatki
Szybki skierowała krok
Chciała by najprędzej sprawić
By jej mąż postradał wzrok
Rany julek, rany julek,
By jej mąż postradał wzrok
Rany julek, rany julek,
By jej mąż postradał wzrok
Tuzin starych gnatów z tukiem
Dała aby mąż je ssał
Kiedy wyssał woła do niej:
-Żono, jam się ślepcem stał
Rany julek, rany julek,
Żono, jam się ślepcem stał
Rany julek, rany julek,
Żono, jam się ślepcem stał
Wolę tedy się utopić
Gdy nie mogę światła czuć
Dawaj rękę - prawi żona,
Ufnie w moje ślady pójdź
Rany julek, rany julek,
Ufnie w moje ślady pójdź
Rany julek, rany julek,
W moje ślady pójdź
W stary płaszcz go opatula
I nad stromy wiedzie brzeg
-Trąć mnie żono, sam się boję -
Mąż do starej damy rzekł
Rany julek, rany julek,
Mąż do starej damy rzekł
Rany julek, rany julek,
Mąż do starej damy rzekł.
Nasza dama chcąc wziąć rozpęd
Zawróciła i nuż w bieg
Mąż się jej usunął z drogi,
Dama z brzegu w wodę brzdęk
Rany julek, rany julek,
Dama z brzegu w wodę brzdęk
Rany julek, rany julek,
Dama z brzegu w wodę brzdęk
Bulgotały w wodzie bańki,
Jakby burzę nasłał bies
Jestem ślepy - mąż powiada,
- I nie widzę co Ci jest.
Rany julek, rany julek,
Lecz nie widzę co Ci jest
Rany julek, rany julek,
Lecz nie widzę co Ci jest
Był delikatnego serca
Lecz nie widział, więc też ją
Chcąc daremne próby skrócić
Tęgą żerdzią zepchnął w głąb
Tekst pochodzi z
https://www.tekstowo.pl/tadeusz-chyla/ballada-o-damie-starej-i-bogatej
Bo czasem nawet w wesołej, starej balladzie kryje się uniwersalna prawda: kto za bardzo kombinuje, ten w końcu sam wpada do wody… a ktoś życzliwy jeszcze mu pomoże żerdzią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz