![]() |
| Woman at her Writing Desk by Warren B. Davis (1865 – 1928) |
Jeden z ciekawszych listów znalazłam w repertuarze Kabaretu Starszych Panów, w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej. Tę nowszą wersję, już w wykonaniu młodszych aktorów, podaję niżej pod tekstem.
LIST
Deszcz pada w sennym płaczu rynien,
odchodzę...
Tyś wszystkiemu winien.
Tyś wszystkiemu winien.
Za kwadrans wrócisz
i nad wanną parasol swój powiesisz:
„Anno, nie dokręciłaś wody w kranie”
A tu mój list!
I rynien łkanie...
I ty czytając będziesz łkać.
I ty czytając będziesz łkać.
O jedenastej pójdziesz spać,
Przed snem zażywszy waleriankę.
I już weselszy wstaniesz rankiem.
O jakżeś inny był przed laty,
gdy pierwsze mi zrywałeś kwiaty,
I jakby zaklęć twoich skutkiem
I jakby zaklęć twoich skutkiem
burza szalała nad ogródkiem.
Śmiało mnie wiodłeś między głogi,
młody, namiętny i ubogi.
Gdy z ramion naszych plotłeś splot,
Gdy z ramion naszych plotłeś splot,
za każdym kocham, ryczał grzmot!
I błyskawicy płonął knot,
I błyskawicy płonął knot,
gdyś na me usta, usta składał.
Lecz już nie mówmy o tornadach...
Dziś próżno na prywatnym forum
czekam na burzę i na piorun.
Piorunów żądać... o biedaczka...
Piorunów żądać... o biedaczka...
Od siąpiącego kapuśniaczka.
Deszcz pada....
W sennym płaczu rynien odchodzę.
Tyś wszystkiemu winien."
List (w spektaklu Smuteczek, czyli Ostatni Naiwni)
Ten pan, zapewne, nie spędzał zbyt dużo czasu z rodziną. Ale mógł przecież mieć dużo stresów w pracy, więc żądania żony, aby poświęcić więcej czasu uważał za nierealne.
Współautorka książki "Złamać szyfr czyli jak zrozumieć małżonka" - Mariola Wołohowiczowa - miała przed sobą blog sprzed 300 lat.
Pisał go niejaki Jan III Sobieski z wyprawy na Wiedeń. Facet w każdym calu, mąż i ojciec, pracę miał stresującą bardziej, niż my dziś, ale nie rozczulał się nad sobą, choć na odsiecz szedł przeziębiony, z ciągłym "głowy boleniem".
Tyle problemów współpracownicy i kontrahenci zawalili ( zadbali o strusie pióra do strojów, a o strzelbie i o sprzęcie podróżnym zapomnieli); wyzwoleni wiedeńczycy zatrzymali Polakom prowiant; Jan i wojsko trzy dni nic nie jedzą; konie - tylko liście z drzew; rannych król leczy na własny koszt; lud zwykły po nogach całuje, a możni z zawiści lekceważą; pozwalają łupić swoich wybawców; łóżka na nocleg nie dają, choć bez odsieczy wytrzymaliby tylko parę dni.
A on w listach opisuje żonie nie tylko bieżące wydarzenia, lecz także stroje, domy, obce zwyczaje - bo wczuwa się w kobiece potrzeb! A gdy był w kraju regularnie brał urlop i wiózł rodzinkę na działkę do Wilanowa, aby się wyłączyć z pracy i być tylko z bliskimi (...)
Czekasz czułego słowa , jak Marysieńka Sobieska od swojego Jana? Chciałabyś dostawać od swojego ukochanego z delegacji takie listy, jak ona? Listy, które przeszłyby do historii i byłyby czytane kilkaset lat? To jak najbardziej normalne w przypadku kobiety, która ma bliską relację z mężem!
Jest tylko małe "ale" ...
Ale nie zadręczaj go tym zbytnio, jeśli wyjechał w jakiejś ważnej misji! Gdy idzie z odsieczą swojej firmie czy wspólnocie. Z lektury listów Jana wynika, ze obok wsparcia i troski Marysieńka tez czasami czyniła mu wyrzuty."
Pamiętaj, aby między spakowane ubrania włożyć jakiś miły liścik. Niech mąż wie, że może na Ciebie liczyć i ze o nim myślisz - i to nie z powodu prac, które musi wykonać w domu, ale po prostu brakuje Ci jego jako, osoby...
Czekaj na niego piękna i stęskniona. Doceń, gdy pisze o tym, co przeżywa, ale nawet, gdyby nie robił tego wystarczająco obszernie - nie zaczynaj zrzędzić. Daj mu delikatnie do zrozumienia, co jeszcze chciałabyś wiedzieć."
![]() |
| art by Igor Maykov |
Aaa..., zapomniałabym...
Ciesz się, że stosując się do powyższych rad (bo Marysieńka obficie rozstanie wynagradzała Janowi ..i sobie...) nie musisz , jak Marysieńka Sobieska, rodzić... kilkanaście razy.
A poza tym, kto dzisiaj jeszcze pisze listy?
E-maile, sms-y, gadu-gadu, Hangouts ...






Świetny post.Czar pisania i otrzymywania listów prysł.
OdpowiedzUsuńA szkoda...
Usuń" To nie te czasy Arlekinie, nie te czasy ", aby pisać listy odręcznie i romantycznie wysyłać pocztą. Taki liścik by przyszedł kilka dni po powrocie męża z delegacji. Dziś się pisze krótkie liściki i przykleja do lodówki - " nie zapomnij mi wyprasować koszuli ". A co do Marysieńki i jej zauroczenia Janem , to zupełnie inna sprawa. Kochała go ponoć, co jej nie przeszkadzało wyjść za innego, a Jana poślubiła tajemnie tydzień po śmierci pierwszego. Bidok nie był jeszcze do końca sztywny, a ona tuliła się z następnym. Miała kobietka z pewnością talent do miłosnych uniesień, zakręciła tym naszym Janem jak kołowrotkiem, że myślał głównie o ty, jak pobić wroga i gnać do swej Marysieńki, zmajstrować jej kolejne dziecko. Tylko kilkoro dożyło dorosłego wieku, zarówno z pierwszego jak i drugiego małżeństwa. Profesorka historii mówiła , że była chora na tzw. francuską chorobę, więc nie ma się co dziwić. Jasiu też ponoć to złapał. Przesyłam ciepłe pozdrowienia. Pa.
OdpowiedzUsuńPrzykładem Marysieńki nie zaimponowałam. Trudno, ale z liczebności potomstwa i korespondencji zasługuje na uwagę ta niedobra kobieta :-)
UsuńNie napisałam, że to niedobra kobieta, bo jej nie znam, ale dziwnie nie jest kobietą w moim guście. Ogólnie rzecz biorąc, zmieniam się w kolczastego kaktusa, kiedy czytam lub słyszę o poradniku psychologicznym dla kobiet. Kiedyś walnęłam ostro o tym, co myślę o takowych " dziełach " w rozmowie z panem, który był uznanym psychoterapeutą z tytułem doktorskim. Pokładał się ze śmiechu, a póżniej przyznał, że te nowe liczne teorie psychologiczne i poradniki przyniosły więcej szkody niż pożytku. Mam taki brzydki zwyczaj, że walę to co myślę i przysparzam sobie więcej wrogów niż przyjaciół. Jakoś od psycholożek wolę ekonomistki. Dla tych pierwszych mam w wyobrażni miejsce w oddziale zamkniętym w piekle/ jak w moim opowiadaniu/ . Pozdrawiam serdecznie , przesyłam uśmiechy. Pa.
UsuńTo jeszcze od piekła mam szansę się uwolnić jako ekonomistka (SGPiS/SGH). Ale i ekonomii mam powyżej uszu. Pozdrawiam :-)
UsuńW dzisiejszych czasach ekonomistki, zwłaszcza te domowe, mają zaklepane miejsce w niebie. Bo zaplanować wydatki przy obecnych dochodach to droga przez mękę.
UsuńJaka szkoda, że sztuka pisania listów przeminęła.
OdpowiedzUsuńJa wpadłam na pomysł, że na urodziny któregoś z najbliższych członków mojej rodziny - oprócz prezentu wysyłam do niego list i mam wrażenie, że słowa w nim zawarte cieszą bardziej niż ofiarowany prezent.
Jak zwykle rewelacyjny post.
Pozdrawiam serdecznie:)
Mario, myślę, że jubilat będzie baaaardzo zadowolony z listu. Pozdrawiam serdecznie :-)
Usuń