Translate

wtorek, 10 marca 2026

ŻAR WPLECIONY W MILCZENIE

 



Dzisiaj znów postanowiłam na podstawie obrazu pofantazjować. Może trochę będzie nostalgicznie, ale tak nastraja mnie ten obraz, który ma w sobie niezwykły spokój, niemal słychać w nim trzaskanie drewna i miarowy oddech kota.
W swoich zbiorach miałam tylko ten czarny obraz. Już po napisaniu  tego postu natchnęło mnie, aby przeszukać sieć, aby znaleźć autora i tytuł. I tu spotkała mnie niespodzianka. Znalazłam więcej, niż oczekiwałam. Rozszerzony obraz i w pełnej oryginalnej krasie. Tak więc są dwa obrazy, ponieważ nie mam serca odrzucić czarno-białego. Historia dotyczy czarno - białego.


   
  W półmroku salonu czas zdaje się zastygać w czerni i bieli, ustępując miejsca jedynie tańczącym, żywym płomieniom. To one, okolone  ramą kominka bez drzwiczek rzucają ciepły blask na dłonie starszej pani, która z miłością pochyla się nad swoim światem. 

   Mimo półmroku który nie uwydatnia koloru sukni   z bufiastymi rękawami, i tak widać, że jest niezwykle elegancka. W powietrzu unosi się niemal słyszalny szept – to staruszka dzieli się wspomnieniami z jedynym słuchaczem, który nigdy jej nie przerywa. Kot, oparty miękkim futerkiem o podnóżek, unosi głowę z uwagą godną najwierniejszego przyjaciela, jakby każde słowo o niedokończonym, szydełkowym obrusie było najważniejszą historią wszechświata.

   W tle, na krawędzi paleniska, drzemie metalowe naczynie pełne aromatycznych ziół, a żeliwne narzędzia czekają w gotowości, by znów poruszyć ogień. To kadr wyrwany z wieczności – chwila, w której jedynym kolorem jest żar serca i domowego ogniska, ogrzewający chłód nostalgicznej fotografii.

   Staruszka poprawiła szydełko, a srebrna nitka błysnęła w świetle płomieni. Spojrzała na kota, mrużąc oczy z czułością.
— Widzisz, mój drogi? — szepnęła, a jej głos był miękki jak włóczka na jej kolanach. — Ten wzór pamięta jeszcze czasy, gdy te ręce nie drżały, a w tym domu było tyle śmiechu, że ogień w kominku nie nadążał z tańczeniem. Dzisiaj tylko my dwoje wiemy, co ukryło się między oczkami tego obrusu.
Kot poruszył uchem, nie odrywając wzroku od jej twarzy.
— Zaraz zaparzę nam tych ziółek, czujesz jak pachną? To zapach spokoju. Nie martw się, nigdzie się nie wybieram. Zostało mi jeszcze kilka rzędów do skończenia i całe mnóstwo słów, których nikt inny by nie zrozumiał, prawda?

„— Mój kochany mruczku — westchnęła cicho Eleonora, a blask ognia rozświetlił szlachetne rysy jej twarzy. — Wiedzą o nas tylko te cztery ściany i stalowy piec, który wiernie pilnuje naszego ciepła.
Przesunęła dłonią po grubym materiale sukni, czując pod palcami szorstkość czasu.
— Pani Eleonora, tak mnie kiedyś nazywano, pamiętasz? Teraz jestem już tylko częścią tego cichego obrazu. Ale dopóki zioła parują w naczyniu, a ty patrzysz na mnie tym swoim mądrym wzrokiem, czuję, że każda nitka w tym obrusie ma swoje miejsce. Tak jak my tutaj.

   Kot wyciągnął łapę w stronę jej podnóżka, jakby chciał potwierdzić, że nigdzie nie jest mu lepiej niż u boku swojej pani, w kręgu światła, który ocala ich od zapomnienia.”

   Eleonora powoli, niemal z namaszczeniem, wbiła szydełko w splot niedokończonego obrusu. Odłożyła robótkę na kolana, wygładzając dłonią misterne wzory, które w półmroku wyglądały jak szron na szybie.
— Na dziś wystarczy, mój przyjacielu — szepnęła, a jej wzrok spoczął na metalowym naczyniu.

   Sięgnęła po grubą ściereczkę i ostrożnie uniosła pokrywkę. W górę uniósł się gęsty, biały obłok pary, niosąc ze sobą kojący zapach macierzanki i miodu. Ten aromat wypełnił przestrzeń między nią a kotem, tworząc niewidzialny pomost spokoju. Eleonora ujęła kubek w obie dłonie, pozwalając, by ciepło naparu przeniknęło do jej chłodnych palców.

  Kot, czując, że rozmowa dobiegła końca, przeciągnął się leniwie, nie spuszczając jednak wzroku z twarzy pani. W świetle dogasających drewienek oboje wyglądali jak rzeźby zastygłe w bursztynowym blasku – dwa istnienia splecione w ciszy, którą tylko oni potrafili zrozumieć.

Drogi Kocie.... Dawno, dawno temu...
by Alberto Ghizzi Panizza

...I tylko obrażony lew górował wysoko nad piecem, pilnując nic dla niego nieznaczących bibelotów Eleonory. Nieznaczących nic dla niego...  ale nie dla Eleonory.
.......

Na ścianie widać naczynia rozwieszone wraz z wspomnieniami, w których Eleonora gotowała kiedyś przysmaki dla ukochanych osób.
Ale tego już Ci nie opowiem, ponieważ czas na wyciszenie się przed snem, a więc na ziółka - melisę.

   Niech ta noc otuli Cię jak gruby, wełniany splot sukni Eleonory, odcinając od świata wszystko, co głośne i zbędne.
  Z każdym oddechem niech ulatuje z Ciebie napięcie dnia, tak jak aromat ziół ulatuje z porcelanowej filiżanki. Wyobraź sobie, że teraz to Ty siedzisz w tym bezpiecznym fotelu, a jedynym rytmem, który Ci towarzyszy, jest spokojny oddech śpiącego u Twoich stóp kota i miarowe, kojące ciepło dogasającego kominka.  

   Śpij spokojnie, wiedząc, że każda nitka Twoich dzisiejszych spraw została już bezpiecznie odłożona na bok, by czekać na nowy świt. 
Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz