Piszę dziś już dość późno. Nawet mam już zaciągnięte w oknach żaluzje.
Sprawdzać nie muszę, czy w sąsiednim nowym domu z przeciwka panuje błogi spokój, piszę świadomie błogi, a nie święty. Przyszło bowiem nam wreszcie zadzierzgnąć znajomość bliższą z nowymi sąsiadami. Co prawda przez płot konwersacja już nie raz od zasiedlenia przez nich nowo wybudowanego domu była uskuteczniana, ale przecież musiał wreszcie nadejśc czas pierwszej kawki z naleweczką, a nawet naleweczkami. Kosztowaliśmy zatem dzisiaj cytrynówki od przyjaciół z Nowego Tomyśla, wiśniówki od kolegi męża z Mławy, no i pigwówki ... a ta, to już mojego męża produkcji.
Jak z powyższego wynika, ja sama żadnej nie przyrządzałam, ale jako gospodyni - odpowiadam za jej skutki spożycia.
Sama spróbowałam minimalną ilość wiśniówki, na tyle, że nie miało co po języku się rozpłynąć, ale smak poczułam.
Jak do tej pory dźwięku karetki pogotowia nie słyszałam, widocznie potrzeby takowej nie było i dzięki Bogu.
Zamiary moje wobec gości i domowników mam przyjacielskie, nie tak, jak ta dama uwielbiająca walca z piosenki Wojciecha Młynarskiego, co nie tylko, że mężusia otruła, to i na swojego tancerza zamach zrobiła.
Ewa Dałkowska i Mariusz Benoit
I walczyk raz
Wojciech Młynarski
Aniele mój, tam zasłabł mąż twój
Teściowa ma walerianki mu da
I walczyk raz, i zakręć mnie
Nim o mężusia zatroszczę się
Kiciu, skróć pląs
Twój mężuś miał wstrząs
Niech zrobią mu
Kardiogramik co tchu
I walczyk raz, i zakręć mnie
Nim o mężusia zatroszczę się
Pląsać nie czas
Twój mężuś już zgasł
Nie spóźnił się
Ni sekundy, o nie
Walczyku ty zakołysz mną
Nim opłakiwać pobiegnę go
Co znaczy, że on nie spóźnił się
Nalewką tą częstowałam dziś go
Nalewka ta skład właściwy ma, i
Mój mężuś po niej na wieki śpi
A wypił jej znacznie mniej, niż ty


O, wow. Piękne są takie sąsiedzkie spotkania. W zaniku powolnym. Pamiętam jak dzisiaj. Dawniej, albo już bardzo dawno nikogo nie dziwiło, gdy sąsiadka rano zapukała bez zapowiedzi na poranną kawę z kawałkiem upieczonego przez siebie wieczorem ciasta. Nikogo nie dziwiło, gdy po południu , padł do męża kolega. Teraz wizyta bez co najmniej tygodniowej "przedpowiedzi" zaliczana jest do braku całkowitej kultury czy popełnieniu faux pas. A jeszcze częstym zjawiskiem stało się nie podchodzenie do domofonu i nie odbieranie telefonu. Nawet od zaprzyjaźnionych osób. Nie wpuszczanie niezapowiedzianych gości ma swój plus. Jednak jak daleko nas zaprowadzi zmiana naszej słowiańskiej kultury na zamiennik modny światowy to nie bardzo już wiem. Nie wiem co jest lepsze. Dobrze mieć swoją prywatną własną przestrzeń. I już od rana nie gościć sąsiadów, gdy mamy ochotę łazić po domu w pidżamie, aż do południa. Hmm. Ciekawe jak to się skończy. Oby dla nas dobrze. Izolacja jednak nie jest dobra. Uściski Tereniu <3
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńNasze domy zwrócone są do siebie przeszklonymi ścianami (drzwiami tarasowymi), wobec czego i tak widujemy się bez zapowiedzi, dopóki nie użyjemy żaluzji na noc. Domy stoją przy dwóch równoległych ulicach, więc i tak trzeba obejść wkoło ulicę, aby się spotkać fizycznie "na kawce". Jeżeli ludzie pozamykają się przed innymi, to grozi nam po prostu zdziczenie.
Pozdrawiam serdecznie, Gratiano:)
Jak zawsze jest na czym oko zawiesić 😊 bardzo lubię Pani teksty
OdpowiedzUsuńZ lekkim zażenowaniem, ale przyznam się też, że i z przyjemnością czytam taką opinię. Dziękuję bardzo i serdecznie pozdrawiam:)
Usuń..świetny post Tereniu Kochana! ..jak zawsze przeczytałam z ogromną przyjemnością
OdpowiedzUsuńi zaciekawieniem <3
..to wspaniała rzecz mieć dobrych sąsiadów i móc sobie posiedzieć i pogawędzić ;)
..smutne czasy mamy teraz np. w blokach często nie zna się swoich sąsiadów, ludzie się odgradzają od innych, zamykają we własnych mieszkaniach..
- ściskam mocno, zdrówka życzę i uroczych chwil <3
Jeszcze obok nas znajduje się jedna niezabudowana działka, okazja do zapoznania "bliższego" nowych sąsiadów. W związku z remontem ulicy budowa domu jeszcze nie rozpoczęta, ale to długo nie potrwa :)
UsuńDzisiaj moje komentarze same się zamykaja, nie czekąjąc na dalszy ciąg. Tak wcięło mi pozdrowienie dla Ciebie, Aniu z jednoczesnym podziękowaniem za życzenia. Ty wiesz, czego Ci, zyczę, bo rozumiem Cię w twej sytuacji. . Myślę o Tobie nie tylko przy okazji komentarzy pod cudowną poezją. :)
UsuńNaleweczką nie pogardziłabym :) Lubię kieliszeczek czasem skosztować, takiej swojskiej. Też robimy, le w tym roku jeszcze nie było okazji. A dzika róża juz ma owoce przecież...
OdpowiedzUsuńDobrze mieć fajnych sąsiadów, a jeśli są należy podtrzymywac dobre relacje...
Pozdrawiam nocną porą :)
Mieszkamy na nowym osiedlu, Każdy mieszkaniec z innej części kraju. Mamy okazję wymieniac doświadczenia kulturalne i nie tylko. Nie wchodzimy w relacje sąsiedzkie na siłę. Kontakty jakoś same się nawiązują przy okazji :)
UsuńKochana
OdpowiedzUsuńŁyk naleweczki na smuteczek, chłód, czy zapoznanie nikomu nie zaszkodzi, byle łyk😀
Robię i ja z owoców, ziół.
W tym roku, po raz pierwszy z życiu, kupiłam jagody leśne, tak gorzkie, że do pierogów, które zaplanowałam, nie nadawały się.
Przerobiłam je na naleweczkę, dodałam korę cynamonu, gózdzki, miód, alkohol- wyszła pyszna😉
Serdeczności moc przesyłam na kolejne słoneczne wrześniowe dni🌞💛🌻😀☕🍩
Dziękuję, Kochana Morgano :)No to utrzymałam się w normie, bo zapewniam, był tylko łyk...:)
UsuńTeraz dojrzewają owoce pigwy i już ostrzymy apetyt. Przeznaczenie owoców wiadome:) Mrożę też pigwę i używam jej do herbaty zamiast cytryny. Po przemrożeniu jest miękka, i skórka sama schodzi:)
Dzisiaj u nas ma być około 27 st.C. Ostatnie chyba takie dni tego lata:) Jeszcze radosnych i cieplutkich momentów w najbliższym czasie, Morgano:)
Nic nie zastąpi naleweczki na smuteczki, którymi można podzielić się z sąsiadami. Dobry sąsiad to najlepsza ochrona naszego domu.:))
OdpowiedzUsuń