![]() |
| Ivan Pili - "Miłość od pierwszego dotyku |
Zbliżały się kolejne urodziny Alicji. Była najmłodszą mieszkanką starego dworku, w którym od pokoleń żyła wielopokoleniowa rodzina. Najstarszym był jej ukochany dziadek Teofil.
Wokół dworku rozciągała się stara stadnina. Stały tam dwa dumne, rącze rumaki taty oraz jedna stara, siwa klacz o imieniu Gwiazdka. Kiedyś była ulubienicą całej rodziny. Teraz jednak jej kroki były wolniejsze, a grzbiet lekko przygarbiony.
Alicja podsłuchała rozmowę w gabinecie dziadka.
– Teofilu… – mówił cicho tata – Gwiazdka już swoje przeżyła. To nie jest łatwe, ale trzeba pomyśleć o ostatecznym pożegnaniu.
Słowa „ostateczne pożegnanie” zabrzmiały w uszach dziewczynki jak grom. Serce ścisnęło jej się boleśnie. Zerknęła przez szparę w drzwiach. Dziadek siedział z pochyloną głową, milczał dłuższą chwilę, a potem zapytał cicho:
– A ja, synu? Ja też już swoje przeżyłem? Kiedy moje pożegnanie?
W tym momencie Alicja nie wytrzymała. Pchnęła drzwi i wpadła do pokoju z oczami pełnymi łez.
Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni.– Alicjo, kochanie… – zaczął dziadek.
– Wiem, że jutro mam urodziny – powiedziała drżącym głosem, ale bardzo zdecydowanie. – I mam jedno jedyne marzenie.
Tata uśmiechnął się łagodnie.– Spełnimy je, córeczko. Powiedz tylko, co to takiego.
Dziewczynka spojrzała mu prosto w oczy.
– Chcę, żeby Gwiazdka dostała spokojną starość. Żeby dziadek dalej się nią opiekował. I… chcę, żeby od jutra to była moja klacz. Ja będę jej właścicielką.
W gabinecie zapadła cisza. Tata uniósł brwi, a dziadek powoli podniósł wzrok.
– A jeszcze jedno, tato… – dodała Alicja. – Wyremontuj mi tę starą kolaskę. Będziemy z dziadkiem jeździć nią w każdą niedzielę. Tylko tyle, żeby Gwiazdce nie było za ciężko. Powoli. Spokojnie. Jak na starość przystało.
Tata patrzył na swoją córkę przez dłuższą chwilę. W końcu westchnął głęboko, uśmiechnął się i powiedział cicho:
– Słowo się rzekło… kobyłka u płotu.
Od tamtej pory co niedzielę, gdy pogoda pozwalała, po okolicznych drogach powoli toczyła się odnowiona kolaska. Siedziała w niej mała Alicja i jej dziadek Teofil, a ciągnęła ich siwa, stara Gwiazdka. Klacz szła wolno, z godnością, jakby wiedziała, że wreszcie ktoś docenił jej całe życie.
A w sercu Alicji na zawsze pozostało wspomnienie tamtego wieczoru – gdy nauczyła się, że największe marzenia czasem nie dotyczą tego, co dostajemy, lecz tego, co udaje nam się ocalić.
<><><><><><>
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

Łzy mi stanęły w oczach czytając opowiadanie o Alicji, dziadku, tacie i postarzałej kobyłce.
OdpowiedzUsuń