Jak przetrwać we własnym stadzie
W naszym rodzinnym ekosystemie dotychczas panowała drobnica: miniaturowe żółwie, pajączki i inne stworzenia, które można przeoczyć przy gwałtownym sprzątaniu ( nie wspominając o maltańczyku Toffi, która mieszka z nami -"dziadkami" - na parterze).
Ale nadszedł ten dzień. Wielkie przełamanie. Rodzice ulegli, portfele zapłakały i do mieszkania wnuków - na piętro, wkroczył On – Ragdoll, któremu nadano imię - GUCIO.
![]() |
| Ragdoll "Gucio" |
Dla niewtajemniczonych: Ragdoll to nie jest po prostu kot. To luksusowa inwestycja kapitałowa na czterech łapach, wymagająca logistyki godnej lądowania na Marsie. Dom zamienił się w magazyn: designerskie transportery, drapaki przypominające rzeźby nowoczesne, zabawki z certyfikatami i kuweta, przy której obsłudze NASA mogłaby się uczyć procedur.
Oczywiście szybko wprowadzono rodzinny harmonogram sprzątania „urobku”. Choć właścicielem miał być starszy wnuk, zasada była twarda: „Wszyscy się bawią, wszyscy wynoszą kupy”. Sprawiedliwość społeczna w najbardziej wonnym wydaniu.
Niestety, nikt nie uprzedził Gucia, że w domu czeka na niego konkurencja do tytułu samca alfa: młodszy wnuczek.
![]() |
| Ilustracja poglądowa obraz z sieci |
Początkowo była to klasyczna walka o terytorium. Efekty? Czerwone ucho tu, zadrapanie na policzku tam. Kot punktował, wnuczek zbierał sznyty. Jednak młody strateg szybko uznał, że pazury to przeżytek i przeszedł do wojny asymetrycznej. Odkrył słaby punkt przeciwnika. Taktyka była prosta, acz druzgocąca: chwyt za „klejnoty przyrodzone”.
Kiedy z parteru po raz kolejny dobiegł mnie wrzask kota, który brzmiał jak syrena alarmowa w fabryce w poniedziałek rano, wiedziałam, że dyplomacja poległa. To nie była już zabawa – to był zamach na męską godność i przyszłość rodu kota Gucia. Nawet starszy wnuk, patrząc z przerażeniem na te zapasy, uznał: BASTA. Ten kot potrzebuje azylu politycznego, zanim zostanie śpiewakiem operowym.
Happy end znalazł się w domu z dwiema dziewczynkami i innym Ragdollem. Nasi pojechali, sprawdzili standardy (czyt. czy nikt tam nie ćwiczy chwytów zapaśniczych na kocich organach) i przekazali uchodźcę gratis. Bo za bezpieczeństwo „klejnotów” płacić nie trzeba.
Dziś chłopcy odwiedzają eks-lokatora i – o dziwo – młodszy wnuczek prezentuje tam nienaganne maniery, jakby nigdy nie miał w rączkach „zakazanego owocu”. Tęsknią, wspominają, ale rany leczą u mnie na dole, gdzie urzęduje Toffi – maltańczyk o charakterze gangstera.
Z Guciem Toffi łączył się tylko w szczerej nienawiści, więc panowie żyli w izolacji, by uniknąć III wojny światowej. To ja pełniłam funkcję towarzyszki zabaw dla Gucia, kiedy rodzinka wnuków opuszczała dom na kilka godzin.
Młodszy? Cóż, z Toffi też prowadzi swoje ciche podchody o władzę, ale pies ma nieco twardsze argumenty niż luksusowy kot.
Gucio pewnie juz wie, że możesz być arystokratą z rodowodem, ale jeśli w domu jest trzylatek z silnym uściskiem, lepiej zawczasu poszukać bezpiecznej przystani!
Kiedy zastanawiam się, dlaczego kot nie przetrwał w rodzinie córki mieszkającej na piętrze, przychodzi mi do głowy takie wyjaśnienie:
„Myśleliśmy, że Ragdoll to spokojny "kot-szmaciana lalka". Nie przewidzieliśmy tylko, że nasz młodszy wnuczek potraktuje tę nazwę dosłownie i przejdzie do walki w parterze... ze szczególnym uwzględnieniem kocich "klejnotów". 🐾😱


































.gif)














