Translate

sobota, 28 lutego 2026

TAXI NA WESOŁO

Dzisiaj mam takie małe opowiadanko  na temat Taxi.
Nie często korzystam z takiej usługi, bo nie ma to, jak "osobisty szofer", ale wyobraźcie sobie, że to ja przeżywam tę poniższą sytuację.

"Kliknęłam „Zamów”. Aplikacja obiecała Pana Andrzeja za 4 minuty. Idealnie. Zdążę nałożyć szminkę i sprawdzić w lustrze, czy te nowe kolczyki nie krzyczą „wybieram się na odpust”.
Andrzej na mapie pędził ku mnie jak rycerz na białym koniu (w hybrydzie). Nagle jednak, tuż przed skrętem w moją ulicę, doznał objawienia. Skręcił w lewo. Potem w prawo. Według GPS-u wjechał prosto w środek placu zabaw i zaczął kręcić się wokół piaskownicy. Czy on tam trenuje drifting, czy próbuje zhakować Matrixa?

Wyszłam przed blok, bo „Kierowca jest na miejscu”. Pomyłka: nie był. Stałam tam tylko ja i mój misternie wyprostowany fryz, który w kontakcie z rześkim, wiosennym powietrzem zaczął puszyć się szybciej niż plotki w biurze. Zaczynam przypominać pudla, który właśnie przeżył spotkanie z gniazdkiem elektrycznym.
Dzwonię.
– Halo, Panie Andrzeju, gdzie Pan jest? Widzę Pana na mapie wewnątrz osiedlowego warzywniaka.
– Pani kochana, tu remont jest! Google mówi, że tu jest autostrada, a tu są ziemniaki! – krzyczy Andrzej a ja słyszę w tle dźwięk cofania i kłótnię z jakimś gołębiem.
Nagle podjeżdża czarna limuzyna. Szyba idzie w dół. Już chcę wsiadać, już robię ten elegancki ruch nogą, gdy nagle słyszę: „Mamuśka, wsiadaj, jedziemy na zakupy!”. To tylko sąsiad z trzeciego piętra. Moja duma właśnie wykonała widowiskowy skok do studzienki kanalizacyjnej.
W końcu jest. Biała Toyota, pachnąca choinką o zapachu „Nowy Samochód”, która pachnie wszystkim, tylko nie nowym samochodem. Wsiadam, starając się nie zahaczyć torebką o klamkę, a Pan Andrzej z uśmiechem mówi:
– Ależ dziś piękna wiosna, co nie? Nie szkoda tak czasu w aucie marnować?

„Panie Andrzeju, ja już dzisiaj na tej krawężnikowej medytacji spędziłam całą wiosnę. Proszę po prostu jechać”.

To teraz wiecie, dlaczego moim kierowcą, szoferem jest mąż, a taxi omijam, jeśli nasze auto jest na miejscu ( no i "osobisty szofer" ma dobry humor) 




Vanessa Paradis - Joe Le Taxi

 



piątek, 27 lutego 2026

"YANOSIK", UKRYTY PATROL I JA

 


Od bardzo dawna już nie prowadzę auta. czym to wytłumaczyć? 

Mam osobistego kierowcę (szofera). Mąż w tej roli sprawdza się znakomicie.

Coś, za coś... , tzn. często śni mi się, że prowadzę sama auto. Tak stało się i tej nocy.

"Krótka historia o tym, jak nagle stałam się wzorowym kierowcą ( Mój sen) :



Jechałam sobie autem. Spokojnie, przepisowo (no, może plus 5 km/h, bo przecież licznik zawsze kłamie, prawda?). Prawa noga spoczywała na gazie w rytm ulubionej piosenki Joe Cockera. W głowie planowałam, co zjem na kolację. Nagle, w połowie refrenu, z aplikacji Yanosik wydobywał się ten charakterystyczny, podszyty nutą grozy głos:
„Uwaga! Nieoznakowany radiowóz. Za trzysta metrów”.




I wtedy zaczęło się dziać  to, co psychologowie mogliby nazwać „natychmiastowym przejściem w tryb świętego kierowcy”.

Spanikowałam i dostałam odruch Pawłowa.
Moje serce postanowiło na sekundę stanąć, a potem nadrabiać, bijąc jak oszalałe. We śnie najwidoczniej nie został uwzględniony fakt, że mam zainstalowany stabilizator serca. Prawa noga instynktownie przeskoczyła z gazu na hamulec, chociaż nie jechałam szybciej niż ograniczenie. Spojrzałam w lusterko wsteczne, jakby to miało mi pomóc. „Gdzie? Gdzie on jest? Czy to ta srebrna skoda? A może ten czarny passat? O rety, ten dostawczak wygląda podejrzanie!” – myślałam gorączkowo.

Zaczęłam się kontrolować totalnie.
Sprawdziłam prędkość. Było idealnie. Sprawdziłam zapięcie pasów (są). Sprawdziłam, czy nie rozmawiam przez telefon (nie rozmawiam) :). Zaczęłam siedzieć tak prosto, że poczułam, jak kręgosłup prostował mi się po raz pierwszy od trzech lat. Spojrzałam na zegarek – a co, jeśli minęli mnie parę minut temu  i teraz sprawdzają, czy zwalniam przed szkołą?

Nagle postanowiłam być do bólu uprzejmym kierowcą w promieniu 50 kilometrów. 

A więc -
Włączam kierunkowskaz na minutę przed skrętem. Przepuszczam wszystkich pieszych, nawet tych, którzy stoją 10 metrów od przejścia i wcale nie zamierzają przechodzić. 
Zwalniam do 30 km/h, mimo że ograniczenie jest do 50, bo a nuż...

 Mijam „zagrożenia”. Pierwsza - srebrna skoda
 W środku siedzi starszy pan w kapeluszu. Mijam czarnego passata. W środku kobieta z dzieckiem. „Yanosik, kłamczuchu!” – myślę z ulgą, po czym przejeżdżam kolejne 200 metrów i widzę go: granatowy sedan, a w nim dwóch panów w kamizelkach, właśnie kończących rozmowę z pewnym bardzo nieszczęśliwym kierowcą w BMW.
Zwalniam jeszcze bardziej, zerkam na nich z nabożną czcią, poprawiam okulary i z kamienną twarzą jadę dalej, w myślach dziękując społeczności użytkowników aplikacji.

Po przejechaniu kolejnych kilku kilometrów, gdy puls wraca do normy, a "święty kierowca" we mnie zasypia, znowu słyszę: „Uwaga, fotoradar”. I zabawa zaczyna się od nowa. Nagle przebudziłam się, bo ktoś użył klaksonu".

To dzwonił budzik. Ufff......
Rano opowiadam sen mężowi, kierowcy zaprawionemu w podobnych przypadkach. Mąż przyznaje, że kocha taki adrenalinowy zastrzyk w realu, ale kiedy jedzie beze mnie, serio!

Przedstawił mi swój pogląd, jakbym musiała w realu kiedyś być w takiej sytuacji. przecież ja to wszystko wiem. Kiedy mąż prowadzi to włączam się , jak instruktor jazdy i wkurzam męża:
 
"Zdejmij nogę z gazu. Bez względu na to, czy patrol rzeczywiście tam jest, czy to tylko pomyłka użytkownika – bezpieczniej jest zwolnić.
 A czy masz:
- zapięte pasy ( sprawdzam)
- a kierunkowskazy włączyłeś ?
- jedź przepisowo!.."
I dopiero tym męża doprowadzam do szewskiej pasji. Też adrenalina, ale takiej już mąż nie znosi
i nie dziwię się mu wcale. Grozi, że mnie wysadzi z auta. Szybko sprawdzam, czy mam wygodne sportowe buty na nogach. Nie... jedziemy np. z wizytą, ja w bucikach na obcasach, gdzież bym tam w nich leciała za autem. Więc milknę, na czas, dopóki nie miniemy patrolu.
Na wszelki wypadek, chyba wrzucę adidasy do bagażnika.

Muszę się poprawić, bo pozostanie mi korzystanie z taxi. O tej usłudze napiszę na tym blogu niebawem.
 


SZTUKA PRZETRWANIA W TEATRZE


czyli 
jak nie zostać "mordercą uśmiechu" w trzecim rzędzie


Duża Scena I Teatr Polski w Poznaniu


Siedzisz w aksamitnym fotelu. Woń starego drewna i perfum miesza się w powietrzu, światła powoli gasną, a Ty czujesz to już po pierwszych trzech minutach. To nie jest „nowoczesna interpretacja klasyki”. To jest dwugodzinna metafora cierpienia, w której główny bohater właśnie zaczął recytować tabliczkę mnożenia od tyłu, skacząc na jednej nodze.
W głowie masz tylko jedną myśl: „Uciekać. Teraz. Czołgać się do wyjścia ewakuacyjnego!”. Ale obok siedzi On. Oczy błyszczą, uśmiech nie schodzi z twarzy, a każde dziwaczne piśnięcie ze sceny kwituje entuzjastycznym potakiwaniem.


Czy  gdybyś wybrała się sama do teatru, to problemów byłoby mniej, tym bardziej, że osoby obok siedzące już po pierwszym antrakcie czmychnęły?
Nie... raczej będziesz tkwić do końca, wyrzucając sobie: "żebym to ja wiedziała, że oni mieli zamiar to zrobić..."



Co robić? 
Oto krótki przewodnik przetrwania dla uwięzionych w złym repertuarze.

1. Etap: Zaprzeczenie i analiza
Przez pierwsze dziesięć minut wmawiasz sobie, że to tylko trudny początek. Może ten aktor w kostiumie gigantycznej brukselki zaraz powie coś sensownego? Niestety, brukselka zaczyna śpiewać arię o inflacji.
Twoja strategia: Skup się na detalach technicznych. Policz reflektory pod sufitem. Sprawdź, czy kurz na kurtynie układa się w znane konstelacje gwiazd. To pozwala zachować przytomność bez okazywania bólu.

2. Etap: Test lojalności
Zerkasz na partnera. Wygląda na szczerze zachwyconego. Jeśli teraz szepniesz: „To jest dramat, wychodzimy”, zniszczysz nie tylko wieczór, ale i wizerunek osoby kulturalnej.
Pamiętaj: W teatrze obowiązuje zasada Solidarności Kanapowej. Jeśli jedna osoba się bawi, druga ma obowiązek udawać, że przynajmniej nie zasypia. Twoje głośne ziewnięcie to w tym momencie akt agresji dyplomatycznej.

3. Etap: Strategiczny Antrakt
Przerwa to Twój czas na rekonesans. To jedyny moment, kiedy możesz legalnie opuścić pole bitwy.

Podejście „Na dyplomatę”: „Kochanie, widzę, że bardzo Ci się podoba, ale czy nie uważasz, że ta symbolika jest... przytłaczająca?”.
Oto zestaw dyplomatycznych trików, które pozwolą Ci uratować wieczór bez wywoływania rodzinnego dramatu. Wybierz opcję dopasowaną do stopnia desperacji:

I. Lista "Bezpiecznych Wymówek" na antrakt (Ewakuacja solo lub w parze)
Jeśli czujesz, że drugi akt Cię pokona, spróbuj metody na "siłę wyższą" lub "troskę o sztukę":

Na "Nagły Atak Alergii": "Kochanie, ten dym sceniczny/kurz z kurtyny tak mnie dusi, że zaraz zacznę kasłać na całą salę. Nie chcę psuć innym odbioru tego... dzieła".

Na "Głęboką Refleksję": "Ta pierwsza część dała mi tyle do myślenia, że muszę to przetrawić w ciszy i spacerze. Jeśli zostanę, nadmiar bodźców zniszczy ten efekt".

Na "Kryzys Gastryczny": Klasyka. Zasady savoir-vivre’u wybaczają wyjście ze względów zdrowotnych bez zbędnych pytań.

II. Jak dyplomatycznie zmienić kurs na przyszłość?

Zamiast mówić: „Nigdy więcej nie pozwolę ci wybrać spektaklu”, spróbuj technik komunikacji asertywnej:

Metoda "Kanapkowa": Pochwal wyjście, skrytykuj wybór, zaproponuj alternatywę. "Super, że wyciągnąłeś mnie do teatru, ale ta dzisiejsza awangarda to chyba nie mój klimat. Może następnym razem postawimy na coś z repertuaru komediowego?".

Wspólny Research: Zaproponuj, że przed zakupem biletów sprawdzicie opinie na portalach takich jak e-teatr.pl lub Teraz Teatr. To buduje poczucie wspólnego decydowania (i rozkłada odpowiedzialność za ewentualną "brukselkę" na scenie na dwoje).

Wieczór Tematyczny: Umówcie się na wymianę – raz Ty wybierasz ciężki dramat, raz partner lekką farsę. Dzięki temu każde z Was ma gwarancję, że co drugie wyjście będzie czystą przyjemnością.
A oto propozycje dla mieszkańców Poznania ( ale też dla Gości)


Klasyka i Musical (Gwarancja energii) Teatr Muzyczny w Poznaniu (ul. Niezłomnych 1E): To miejsce, do którego wielu widzów kupuje bilety „w ciemno”. Znajdziesz tu światowe hity jak Zakonnica w przebraniu czy Drogi Evanie Hansenie. Nawet jeśli fabuła Cię nie porwie, muzyka i choreografia utrzymają Cię w fotelu do końca.
Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki (ul. Fredry 9): Wybór klasycznej opery lub baletu (np. Romeo i Julia czy Traviata) to bezpieczna przystań dla tradycjonalistów. Tu rzadziej spotkasz eksperymenty, które mogą Cię zmusić do ucieczki w antrakcie.

Komedie i Farsy (Na lekki wieczór) Teatr Komedia Poznań: Specjalizuje się wyłącznie w lekkim repertuarze. W 2026 roku warto zwrócić uwagę na premiery takie jak Mąż, żona i on(a) (marzec 2026) czy spektakle To jest napad! oraz Siostro, Spadek!. To idealny wybór, by nie psuć humoru ani sobie, ani partnerowi.
 Kino Teatr Apollo: Często gości znane ogólnopolskie hity komediowe, jak np. Nerwica natręctw w reżyserii Artura Barcisia. To spektakle sprawdzone przez tysiące widzów.

Wysoka Jakość (Dla wymagających, ale bez nudy) Teatr Nowy im. Izabelli Cywińskiej (ul. Dąbrowskiego 5): Jeden z najlepiej ocenianych teatrów w Poznaniu (ocena 4.8). Choć zdarzają się tu ambitniejsze sztuki, są one zazwyczaj na wysokim poziomie aktorskim. Nowością w 2026 roku jest spektakl Zakochani są wśród nas (premiera styczeń 2026), trwający tylko 90 minut bez przerwy – idealny, by sprawdzić formę bez ryzyka długiego wieczoru.

 Teatr Polski w Poznaniu (ul. 27 Grudnia 8/10): Najstarszy teatr w Polsce, który łączy tradycję z nowym spojrzeniem. To miejsce dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż farsy, ale cenią kunszt i historię.



Oto podstawowy zbiór zasad i wytycznych dotyczących uczestnictwa w występie na żywo:

Jeden z paryskich teatrów muzycznych    wystosował taką prośbę do widowni:



"NIE ŚPIEWAJ WRAZ Z NAMI

Wiemy, że to kuszące. Ale jeśli chcesz śpiewać na Broadwayu, będziesz musiał przejść przesłuchanie, tak jak ci na scenie. Być może w przyszłości pojawią się wyjątki od tej reguły, takie jak wspólny śpiew, który naszym zdaniem świetnie by się sprawdził na naszej wspaniałej liście nadchodzących spektakli. Masz pomysł na wspólny śpiew? Wyślij swoje pomysły na adres info@pcofa.net ."


Jeszcze mi zaświtała pewna rada do głowy.
Gdybyś wybrała się do teatru w swoim ulubionym, ale oryginalnym płaszczyku, to raczej nie oddawaj go do szatni. 



Udaj, że to ... żakiet i pilnuj, go, jak oka w głowie. Po prostu, nie zdejmuj go z siebie. Bo, jaką miałabyś minę, oddając go przed spektaklem do szatni,  po zakończeniu "sztuki" słysząc:  "Nie mamy pani płaszcza i co nam Pani zrobi?"
Nie... zapędziłam się w tym poradnictwie.
To nigdy  nie zdarzy się w teatrach poznańskich.  

Morał na dziś: 
Czasem najtrudniejszą rolą w teatrze nie jest ta grana na scenie, ale ta odgrywana na widowni. Jeśli przetrwałaś sztukę, której nienawidzisz, tylko dlatego, że Twoja bliska osoba ją kocha – gratuluję. Właśnie zdobyłaś teatralnego Oscara za rolę drugoplanową.

środa, 25 lutego 2026

CIEŃ CUDZEGO IDEAŁU, BLASK WŁASNEJ DUSZY

Prowadziłam kiedyś dość aktywnie Facebooka. Powinnam właściwie napisać: "za bardzo" aktywnie 
( zresztą podobnie było z moimi blogami).

W pewnym momencie moja przyjaciółka stwierdziła w komentarzu , pod pewnym obrazem video, że świetnie wyglądam i w tym kolorze mi "do twarzy". Nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo kiedy sama odkryłam w internecie ten obraz, sama zauważyłam pewne podobieństwo. Co prawda, dawno się z przyjaciółką na żywo nie widziałyśmy. Faktycznie, to były moje barwy, jak to ja je nazywam - orzechowe" . 



Niestety, tam była modelka ubrana wg mojego stylu (nawet mam identyczną bluzkę, podobne spodnie, choć inny fason i  torebkę), Kobieta, jak to modelka,  ma dłuższe nogi, niż moje. Poza tym, nie dziwię się, że można było się pomylić. 

Co do nóg, nie pogniewałabym się, gdyby Stwórca mnie takimi obdarzył, ale ... wolę być sobą.



Każda osoba jest tą jedyną istotą na świecie, niepowtarzalną i to jest piękne. Jesteśmy jak witraże – choć każdy z nas ma inne pęknięcia i barwy, to właśnie przez te unikalne skazy przenika światło, którego nie da się odnaleźć nigdzie indziej. Dłuższe nogi czy cudzy styl, to tylko powierzchowny szkic, podczas gdy prawdziwe arcydzieło kryje się w głębi spojrzenia i rytmie własnego serca.

Prawdziwa wielkość nie rodzi się z dopasowania do cudzych ram, lecz z wewnętrznej siły, by stać niewzruszenie we własnej prawdzie. To ta moc pozwala nam budować poczucie własnej wartości na fundamencie akceptacji, niezależnie od zewnętrznych ocen czy ideałów z okładek. Zamiast tęsknić za odbiciem w cudzym lustrze, wolę tańczyć we własnej skórze, celebrując każdą niedoskonałość jak drogocenny autograf natury.

A Ty, w którym momencie poczułaś, że bycie oryginałem to Twoja największa supermoc ?

wtorek, 24 lutego 2026

POGODOWY KOKTAJL


Dawniej to były czasy. Kowale mieli pełne ręce roboty. Do podkucia stawali w kolejce i konie i... ludzie.
Pamiętacie żabki przybijane pod obcas?
Poniżej video wskazuje, że to jednak nie było takie codzienne zjawisko. 
Koń by się uśmiał!


 W polskiej kulturze ludowej luty od wieków cieszył się ponurą sławą miesiąca „srogiego” i „ostrego”. 



Przysłowie „Idzie luty, podkuj buty” stanowiło praktyczne ostrzeżenie przed zdradliwą aurą – nakazywało przygotowanie obuwia z metalowymi podkowami lub blaszkami, które chroniły przed poślizgiem na gołoledzi. Współczesna interpretacja hasła „podkuj buty” nabrała w tym roku wyjątkowego, technologicznego wymiaru. O ile nasi przodkowie musieli udawać się do kowala, by nabić metal na podeszwy, o tyle dzisiejszy pieszy w obliczu kapryśnej końcówki lutego sięga po raczki i nakładki antypoślizgowe.

 Ten rok pokazał, że tradycyjne obuwie zimowe coraz częściej przegrywa ze „szklanką” na chodnikach. Zjawisko gołoledzi, potęgowane przez huśtawkę temperatur – mróz w nocy i roztopy w dzień – sprawiło, że gumowe nakładki z kolcami stały się hitem miejskich ulic, a nie tylko górskich szlaków. 

 Nazwa „luty” wywodzi się ze starosłowiańskiego określenia czegoś okrutnego i groźnego. Ludowe obserwacje sugerowały, że mroźny luty zapowiadał stabilne lato („W lutym śnieg i mróz stały, w lecie będą upały”). 

 Dziś, gdy luty dobiega końca, stajemy na progu przedwiośnia, a nasze oczekiwania względem pogody stają się polem walki między tradycyjną mądrością a nieprzewidywalną nowoczesnością.
Pisząc o końcu lutego, należy zauważyć, że choć „podkuwanie butów” stało się niemal archaizmem, czujność wobec pogody pozostaje aktualna. Zmiana miesiąca nie gwarantuje natychmiastowej wiosny; marzec, zgodnie ze swoją naturą, będzie nas mamił słońcem, by za chwilę smagać deszczem ze śniegiem. Oczekiwanie na zmianę pogody jest więc nie tyle wypatrywaniem stałego ciepła, co przygotowaniem się na dynamiczny spektakl przedwiośnia, w którym – mimo końca lutego – warto mieć „dobre buty” pod ręką.
Topniejący w słońcu śnieg zamienia się wieczorami w zdradliwą taflę lodu. W tym kontekście stare przysłowie nie odeszło do lamusa – ono po prostu przeszło technologiczną metamorfozę. Dzisiejszy luty nie wymaga "kowala", ale wymaga od nas zapobiegliwości, by bezpiecznie „wyjść” z zimy w stronę nadchodzącej wiosny.

Za kilka dni - marzec
 
To popularne powiedzenie „W marcu jak w garncu” idealnie oddaje chaos meteorologiczny, w którym mieszają się wszystkie pory roku. Choć statystycznie luty ustępuje, marzec bywa nazywany „figlarzem”, który potrafi „zimę uzupełnić”, jeśli luty był zbyt łagodny. 
 Obecne prognozy na luty i marzec 2026 r. potwierdzają tę zmienność: Z jednej strony pojawiają się ostrzeżenia przed opadami marznącymi i gołoledzią, z drugiej – modele długoterminowe wskazują na gwałtowne ocieplenia, gdzie termometry mogą wskazać nawet do 20°C, „zmiatając” resztki zimy.

A jaka jest prognoza?
Opady marznące, gołoledź i gwałtowne ocieplenie ...20 lutego 2026 — Pogoda na 5 tygodni - wyraźne przedwiośnie.


link piosenki tutaj


Danuta Rinn
Prognoza na jutro

Magda Czapińska

Czekamy na słońce, na wyż, na cokolwiek
Co życie ociepli, rozjaśni
Tymczasem za oknem szarugi, zawieje
I smutek spełnionych baśni
Prognozy na jutro, pojutrze i dalej
Są, mówiąc oględnie, dość średnie
Znów będą zadymy i fronty niżowe
Poza tym, wciąż głupio i biednie

Pogodę trzeba mieć w sobie
Prywatną pogodę wewnętrzną
I włączać ją sobie jak światło
Gdy chmury i bzdury się piętrzą
Uśmiechnij się gdzieś tam, w środku
I wymuś na sobie optymizm
A zaraz poczujesz jak moc złudną traci
Meteo-determinizm

Są dni, że aż nie chce się wyjść spod pierzyny
By spotkać się z aurą i resztą
Nastawiasz radyjko, lecz słuchać się nie da
Bo w mediach jak zwykle złowieszczą
Nie sięgaj po flakon z lekarstwem na nerwy
Prozacu nie łykaj ni bromu
Znasz przecież ten refren, więc zanuć go sobie
Nim rano przekroczysz próg domu

Pogodę trzeba mieć w sobie…

Pogodę trzeba mieć w sobie, tak, w sobie
Prywatną pogodę wewnętrzną


























poniedziałek, 23 lutego 2026

OWOC GRANATU - SKARB Z WNĘTRZA MITÓW I OGRODÓW




 Granat (Punica granatum) to owoc, który od tysiącleci fascynuje nie tylko swoim niezwykłym wyglądem, ale również unikalnym smakiem oraz właściwościami zdrowotnymi. Często określany mianem „superowocu” lub „owocu życia”, granat stanowi połączenie kulinarnej rozkoszy z bogactwem składników odżywczych. 



 Postaram się udowodnić, że granat to owoc niezwykły, który ze względu na swoje zdrowotne właściwości oraz głęboką symbolikę, zasługuje na stałe miejsce w naszej diecie.



 Przede wszystkim, granat jest prawdziwą kopalnią zdrowia. Jego jadalne części – niewielkie, czerwone nasiona otoczone soczystą osnówką – zawierają potężną dawkę polifenoli, w tym punikalaginy i kwas elagowy, które wykazują silne działanie antyoksydacyjne. Antyoksydanty te walczą z reaktywnymi formami tlenu, przeciwdziałając stanom zapalnym w organizmie. Badania wskazują, że regularne spożywanie granatu, a zwłaszcza soku z niego tłoczonego, może wspierać układ sercowo-naczyniowy, pomagać w regulacji ciśnienia krwi oraz obniżać poziom cukru. Ponadto granat jest źródłem witaminy C oraz żelaza, co czyni go wartościowym elementem diety, zwłaszcza w okresach obniżonej odporności.



   Poza wartościami odżywczymi, granat to owoc o bogatej historii i symbolice. W starożytności, szczególnie w kulturach basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu, granat symbolizował piękno, płodność, siłę i miłość. W mitologii greckiej był wiązany z boginiami takimi jak Demeter czy Afrodyta, a nasiona granatu przypieczętowały los Persefony. 
Mit o Persefonie i granacie wyjaśnia cykliczność pór roku. Uprowadzona przez Hadesa do podziemi, Persefona (córka Demeter) została podstępem zmuszona do zjedzenia nasion granatu, co na zawsze związało ją z królestwem zmarłych. Zjedzenie pestek symbolizowało nierozerwalny pakt małżeński z Hadesem.



Kluczowe szczegóły mitu:
Podstęp: 
Hades dał Persefonie owoc granatu, gdy ta miała zostać uwolniona i wrócić do matki, co uniemożliwiło jej pełny powrót do świata żywych.
Cykl pór roku: Zeus orzekł, że Persefona spędzi część roku (zimę/suszę) w Podziemiu jako żona Hadesa, a część (wiosnę/jesień) z matką na ziemi.
Symbolika: Granat oznacza nierozerwalność, płodność, ale w tym kontekście również śmierć i odrodzenie.
Liczba pestek: 
Różne wersje podają, że Persefona zjadła od 3 do 6 pestek, co odpowiadało liczbie miesięcy spędzanych w Hadesie.

W rezultacie, gdy Persefona przebywała w podziemiach, jej matka Demeter z rozpaczy sprawiała, że ziemia nie rodziła (zima), a jej powrót przynosił wiosnę.

autor -  Dante

Warto również wspomnieć, że w chrześcijańskiej symbolice pęknięty granat, z którego widać nasiona, jest emblematem zakonu bonifratrów, oznaczającym miłość, która otwiera się i oddaje bliźniemu.

Herb Zakonu Bonifratrów


"Herbem Zakonu Bonifratrów, umieszczanym na dokumentach, pieczęciach i chorągwiach zakonnych na całym świecie, jest pęknięty owoc granatu z krzyżem, nad którym wznosi się sześcioramienna gwiazda. Granat symbolizuje przeznaczenie i doskonałość. Widoczne poprzez jego pękniętą skorupę czerwone ziarna obrazują miłosierne otwarcie się na bliźniego. Gwiazda zaś to symbol natchnienia i ambitnego celu, do którego prowadzi trudna droga, wymagająca cierpienia i wyrzeczeń.

Legenda wiąże go z osobą św. Jana Bożego, założyciela zakonu, który nim jeszcze rozpoznał swoje powołanie do niesienia pomocy chorym i cierpiącym, doświadczył pewnego zdarzenia. Będąc obnośnym sprzedawcą książek, wędrował z miasta do miasta zachęcając do ich nabywania i czytania. Pewnego razu, idąc z koszem pełnym książek, spotkał chłopca idącego boso po kamienistej drodze. Spostrzegłszy poranione nogi tego biedaczyny zaoferował mu swoje buty. Jednak w za dużym obuwiu chłopcu nie szło się wygodnie, więc Jan Boży posadził go na swoim koszu z książkami i tak razem wędrowali dalej. Zatrzymali się przy strumieniu. Kiedy Jan pochylił się, by skosztować wody, usłyszał wołanie dziecka. Odwrócił się i ujrzał, że postać chłopca jaśnieje niezwykłym blaskiem, a w jego ręku znajduje się owoc granatu z błyszczącym krzyżem. Usłyszał słowa „Granada będzie twoim krzyżem” – po czym chłopiec zniknął.

Granada w języku hiszpańskim oznacza owoc granatu, ale jest też nazwą miasta. Jan udał się więc do Granady. W mieście tym odkrył swoje powołanie niesienia pomocy cierpiącym. Założył szpital-przytułek, by służyć chorym i ubogim mieszkańcom Granady. Zapoczątkowane w tym hiszpańskim mieście dzieło miłosierdzia dało początek Zakonowi Szpitalnemu św. Jana Bożego i rozprzestrzeniło się na cały świat, a owoc granatu stał się zakonnym herbem."

tutaj źródło (link)

 Ta głęboka symbolika sprawia, że owoc ten jest czymś więcej niż tylko produktem spożywczym – jest kulturowym symbolem życia.



 Należy jednak pamiętać, że granat wymaga pewnej uwagi w kuchni. Choć jego obranie może wydawać się skomplikowane, to ziarenka stanowią doskonały dodatek do wielu potraw. Ich słodko-kwaśny smak idealnie komponuje się z sałatkami, daniami mięsnymi, a nawet deserami, wzbogacając je zarówno smakowo, jak i wizualnie. Sok z granatu jest natomiast ceniony za swoje orzeźwiające właściwości. Wprowadzenie granatu do codziennej diety to prosty sposób na urozmaicenie menu i dostarczenie organizmowi cennych składników odżywczych.

 Podsumowując, granat to owoc, który zasługuje na miano „superowocu” pod wieloma względami. Jego imponujące właściwości zdrowotne, wynikające z wysokiej zawartości antyoksydantów, połączone z bogatą historią i wszechstronnością w kuchni, czynią go jednym z najbardziej wartościowych darów natury. Warto zatem sięgać po ten niezwykły owoc, nie tylko dla smaku, ale przede wszystkim dla zdrowia i witalności, jakie oferuje.

Poniżej proponuję grecką piosenkę
Drzewo granatu (kompozycja: Mikis Theodorakis)
(Pod tekstem piosenki link do video)


Ty, drzewo granatu o czterech konarach,
ozdobo mojego dzieciństwa,
pod Twoim cieniem składałem obietnice,
które rozwiła mgła.

Gdzie podziały się te dni pełne słońca,
kiedy wiatr śpiewał w Twoich liściach?
Został tylko smutek i puste gniazda,
i serce, co wciąż Cię szuka.







niedziela, 22 lutego 2026

ZATRZYMANY CZAS


Suszone róże jako nośnik wspomnień


Kwiaty od wieków towarzyszą najważniejszym momentom w życiu człowieka – ślubom, jubileuszom, pierwszym randkom czy pożegnaniom. Czerwona róża symbolizuje pasję, różowa przyjaźń, a biała czystość i niewinność.


Niestety, ich uroda jest ulotna. Suszenie róż to jednak coś więcej niż tylko zabieg florystyczny; to próba zatrzymania czasu, konserwacja emocji i uczuć, które nie przemijają, mimo że kwiaty tracą swoją świeżość.


Po pierwsze, ususzone róże stanowią materialny dowód minionych chwil, budząc sentyment i nostalgię. Kiedy bukiet od ukochanej osoby zaczyna więdnąć, suszenie go pozwala zachować go na lata. Pęk suszonych róż powieszony do góry nogami w suchym miejscu staje się trwałym elementem dekoracyjnym, który przywołuje wspomnienia o konkretnym dniu czy osobie, ilekroć na niego spojrzymy. Dzięki temu uczucia nie przemijają, lecz zyskują nową, trwalszą formę.



Po drugie, proces suszenia róż to sztuka, która pozwala na utrwalenie nie tylko kształtu, ale i koloru rośliny. Choć naturalnie z czasem mogą one zbrązowieć, odpowiednie metody – takie jak wieszanie w zaciemnionym pomieszczeniu lub stosowanie lakieru do włosów dla zachowania struktury – pozwalają utrzymać estetyczny wygląd przez długi czas. Zasuszona róża staje się piękną, surową ozdobą, która wnosi do wnętrza roślinną nostalgię i osobistą historię.

Ponadto, suszenie róż jest symbolicznym aktem „wiecznej miłości”. W kulturze, w której wszystko dzieje się szybko, chęć zachowania pamiątki na lata pokazuje, że cenimy wartości stałe. Choć istnieją przesądy, jakoby suszenie kwiatów wręczonych przez ukochanego przynosiło pecha w miłości, rozsądek podpowiada, że zasuszony bukiet jest dowodem na chęć przedłużenia pięknych uczuć.


Podsumowując, suszenie róż to piękny sposób na celebrowanie wspomnień. Pozwala ono zatrzymać chwile, które są dla nas ważne, zamieniając ulotne piękno w trwałą pamiątkę. Dzięki temu, nawet po długim czasie, spojrzenie na ususzoną różę pozwala nam wrócić do emocji, które towarzyszyły nam w dniu jej otrzymania, czyniąc wspomnienia namacalnymi.



Jak suszyć róże – najskuteczniejsze metody:

Suszenie przez zawieszenie:
Wybierz dojrzałe róże, zwiąż łodygi sznurkiem i powieś je kwiatami do dołu w suchym, przewiewnym i zaciemnionym miejscu.

Woskowanie:
Pozwala na długotrwałe utrzymanie kształtu i barwy poprzez zanurzenie kwiatów w rozpuszczonym wosku.

Lakier do włosów:
Spryskanie płatków lakierem utrwala ich strukturę i chroni przed niszczeniem.


sobota, 21 lutego 2026

DZBAN WIDZIANY Z RÓŻNEJ PERSPEKTYWY


Małgorzata Hillar - Dzban


Mam na stole
gliniany dzban



Taki dzban ulepił stary garncarz
aby matki niosły w nim mleko
pachnące trawą i słońcem


Taki dzban
nosi na głowie dziewczyna
prosta jak dziewanna


W takim dzbanie
Chrystus wodę w wino zamienił



W moim dzbanie
mieszkają słoneczniki
od ciebie



To był piękny wiersz o naczyniu, którego nazwę ostatnio młodzież wykorzystywała symbolicznie do poniżania człowieka. 
Nie jest to wynik nowomowy naszego wieku.
Symbolika dzbana jest wielowarstwowa: w slangu oznacza głupca, w literaturze może symbolizować zbrodnię lub nieszczęście, a religijnie reprezentuje płodność, obfitość, oczyszczenie, ale też pustkę i upadek moralny, w zależności od kontekstu i zawartości (np. pełny dzban malin vs. rozbite naczynie z grzechami).
Dla osłodzenia tematu proszę obejrzeć piękne obrazy z dzbanami,   nie tylko glinianymi oraz amfory.