Translate

piątek, 10 kwietnia 2026

TANGO DLA GRATIANY

 Już trzeci dzień chodzi za mną wspomnienie naszej przyjaciółki blogerki śp.Gratiany. Nie da się o niej zapomnieć, bo przeciez ilekroć przeglądam swoje stare spośród 950 napisanych na tym blogu postów, napotykam na jej komentarze. Pod jednym , pisanym na temat tanga - NIM ZNAJDZIESZ DNO, MASZ JESZCZE ... TANGO - skomentowała:

"(...) A co do słów, mimo iż tam gdzieś próbuje przebić się nadzieja i przesłanie, że nie ma tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej, to w sumie smutno mi się zrobiło. Ech, życie. Gdyby tak szło, by można je było przetańczyć całe. A tu jednak czasami trzeba odpocząć, bo człowiek mimo wszystko dostaje zadyszki :) (...)"

Taniec bez końca 
(Dla Gratiany)

Dziś parkiet niebios drży od kroków Twoich,
W rytmie, co nie zna już granic ni czasu.
Gdzie nie ma lęku, co serce niepokoi,
Ani ziemskiego, dusznego hałasu.

Tańcz więc, Kochana, lekka jak tchnienie,
W objęciach ciszy i wiecznego blasku.
Zostało z nami Twoje wspomnienie,
Jak ślad stopy na złotym piasku.

A kiedyś, gdy i nam zagra ta muzyka,
Gdy oddech ustanie i dzień się uciszy –
Wspólnie wejdziemy w krąg, co się nie zamyka,
By tańczyć tango, którego świat nie słyszy.
(Teresa Czajkowska)

Zatem nie wypada mi nic innego, jak ten post ponownie udostępnić, chociaż dlatego, aby już tam wolna, lekka  bez zadyszki zatańczyła tango. Wiem, że do tanga trzeba dwoje, ale tam wszystko da się załatwić - spełnić każde życzenie.

NIM ZNAJDZIESZ DNO, MASZ JESZCZE ... TANGO


środa, 12 stycznia 2022



(Art by Michelle Torrez)

tutaj

TANGO DESPERADO
Tekst:Wojciech Młynarski
Śpiewa: Piotr Machalica

Mój dom to są walizki dwie
I przedział dla palących
I noc zza szyb całusa śle
Każdemu, lecz nie mnie
Mój świt, mój świt ma błędny wzrok
I podkrążone oczy
Nie czeka na mnie list na poste restante
I na mój los nie czeka żaden fant

Przepraszam, bo mam jeszcze tango to
Gdy mi zabraknie łez
Mam jeszcze tango Desperado
Mam tango to, tańczone z byle kim
W króciutkiej przerwie
Na mej drodze, którą zasnuł dym

Ten dym, ten dym to wredny dym
Ponurej codzienności
I chodzę w nim i brodzę w nim
Jak w baśni braci Grimm
I dzień do dnia wykrzywia nos
I dzień dla dnia jest lustrem
Obietnic więcej wciąż, nadziei mniej
Lecz gdy nadzieja znika śpiewam jej

Poczekaj, bo mam jeszcze tango to….

Do tego tanga nie brak chętnych
Wirują w dymie setki i tysiące par
Zdesperowani uwielbiają rytm namiętny
Zdesperowani doceniają tanga czar

Gdy los wyrzuci cię na aut
W kieszeni grosz ostatni
Pamiętaj, że świat nie raz miał
Daleko gorszy kształt
Więc gdy, więc gdy to tango brzmi
Okazję wykorzystaj
Może ci tanga takt, ostatni takt
Podsunie myśl jak żyć masz dalej jak

Nim znajdziesz dno, masz jeszcze tango to
Gdy ci zabraknie łez
Masz jeszcze tango Desperado….

Czy mam coś dodać od siebie?
Jakbym śmiała...
Mistrz Wojciech Młynarski powiedział w tej kwestii dobitnie...
"(...)nim znajdziesz dno,
masz jeszcze tango... (...)"
Jednak na tym stwierdzeniu nie mam zamiaru kończyć tego wpisu.
Jak często ostatnio mi się zdarza, wyszperałam w Atlas Obscura notki o tangu i polecane przez nich video .
Ależ co to za video...(link  będzie na końcu wpisu)
Co to za taniec...
Chwila, chwileńka, najpierw obejrzyj piękne obrazy amerykańskiej artystki Michelle Torrez, po tym trochę wyjaśnień na temat tańca ... w wodzie .. (nomen omen - na dnie ...basenu)
i dopiero uczta...bo..
to tango w wodzie urzeka ...
Tempo muzyki i tańca... "rozpływające" dosłownie i w przenośni...






DO TANGA TRZEBA DWOJGA.
Czasami potrzebny jest też gigantyczny basen.
(Atlas Obscura)
Obejrzyj parę tancerzy w Tangu pod wodą
Taniec jest lepszy tam, gdzie jest wilgotniej.
Autor: David Doochin
21 lipca 2016

W tym filmie opublikowanym na Vimeo przez Freediving Dancer , choreograficzna kreacja pary staje się nieco bardziej płynna po zanurzeniu.

Kobieta w teledysku to Marisa Cecchetti, włoska tancerka wyszkolona w niezliczonych gatunkach tańca, tańca klasycznego, hip-hopu i breakdance. mówi, że to jedne z najtrudniejszych i najpiękniejszych zbiorników wodnych na świecie.

Tango odbywa się w Y-40, krytym basenie hotelowym w Montegrotto Terme we Włoszech, który twierdzi, że jest najgłębszym basenem na świecie o długości 40 metrów i 131 stóp. Jest wystarczająco dużo miejsca, aby te dwie splecione ze sobą skręcały się i obracały.
Według strony internetowej Cecchetti , temperatura wody 34 stopnie Celsjusza, czyli około 93 stopnie Fahrenheita, zapewnia optymalne warunki, aby twoje ciało mogło się zrelaksować, a twoje ruchy były tak płynne, jak to tylko możliwe – to znaczy do momentu, gdy będziesz potrzebować oddechu.

W tym filmie nie ma efektu zwolnionego tempa.Jako tancerze chcieliśmy zanurzyć się w tempie wody, nadać i podążać za formą jej przepływu, zagłębić się w jej poetycki wymiar

Filmowcy i koncepcja: CLARA ANDRES / JAVIER CURA

Tancerze: Tabea Bley, Claudia Mathai, Javier Cura

Nakręcony przez: Kamery: Fee Scherer & Holger Kettner do filmu dokumentalnego Korduli Hildebrandt Tango Pasion w Berlinie
Lokalizacja/e: Berlin, Niemcy

Muzyka: „Les Abeilles” Rupa & The April Fishes

( Jeśli video ciężko będzie się włączać... nie mam wielkiej praktyki z vimeo - klikaj kilka razy.. do skutku 😀 ) Nie wiem, czy czasem nie trzeba być zalogowanym w Google. Proszę o info w komentarzach, jesli coś nie gra.
Proponuję opcje na pełny ekran.

LINK VIMEO

----------------------------------------------------------------------------------------------
Komentarze

Autor Teresa Czajkowska o 23:19

2 komentarze:

Gratiana13 stycznia 2022 12:36

Łezka w oku się zakręciła. Do tanga trzeba dwojga - święte słowa. No i zawsze zostaje tango, gdy już nie ma nic. Też niezłe. U mnie link tego pięknego tańca pod wodą wchodzi i odtwarza. Piękny magnetyczny taniec. A co do słów, mimo iż tam gdzieś próbuje przebić się nadzieja i przesłanie, że nie ma tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej, to w sumie smutno mi się zrobiło. Ech, życie. Gdyby tak szło, by można je było przetańczyć całe. A tu jednak czasami trzeba odpocząć, bo człowiek mimo wszystko dostaje zadyszki :) uściski Tereniu i dobrego dnia :)
      Odpowiedzi 
      Teresa Czajkowska13 stycznia 2022 13:06

      Dziękuję, Gratiano 😀
      W tańcu, jak i w życiu, ogólnie biorąc, nie trudno o zadyszkę,                nawet jeśli zachowuje się wszystkie "reguły gry"
      Miłego dnia, może przy dźwiękach tanga? 🌹❤💃

czwartek, 9 kwietnia 2026

BŁĘKITNY LĘK - OSWAJANIE BEZMIARU




  Na zdjęciu, które widzicie, stoję na pomoście w Kórniku. Spokojna tafla wody, błękit nieba, lekki wiatr. Mogłoby się wydawać, że to chwila pełnego relaksu. Jednak pod tą maską spokoju, głęboko we mnie, toczy się walkę, której postronny obserwator nie dostrzeże. To walka z lękiem, który ma smak wiślanej wody i zapach strachu z dzieciństwa.

  Moja fobia nie wzięła się znikąd. Jako mała dziewczynka spędzałam całe dnie nad Wisłą. Wtedy nikt nie pilnował dzieci tak restrykcyjnie jak dzisiaj – bawiliśmy się sami, ufni we własne siły. Gdzieś tam, między jednym a drugim skokiem do wody, musiało wydarzyć się coś, co mój dziecięcy umysł zapisał jako wyrok. Chwila zachłyśnięcia, gwałtowne podtopienie, utrata gruntu pod nogami... Ten nieprzepracowany szok został we mnie na dekady.

  Dziś każde molo, każdy pomost wychodzący w głąb jeziora czy morza, to dla mnie wyzwanie. Gdy woda otacza mnie z trzech stron, czuję, jak narasta we mnie wewnętrzna panika. Staram się ją dusić w zarodku, uśmiechać, nie zdradzać niepokoju, by nie straszyć innych. Ale w środku krzyczę.

  Najgorzej było na Helu. Wietrzny dzień, betonowe nabrzeże ( falochron). Wyszłam tam na chwilę, będąc zupełnie sama. Nagle morze postanowiło pokazać swoją potęgę – fala podniosła się gwałtownie i wdarła na falochron. W tej jednej sekundzie stałam się bezbronną cząstką wobec żywiołu, mimo że beton zdawał się mnie bronić. Wydawało mi się, że zaraz zostanę zmyta w bezmiar, mimo że do brzegu było zaledwie kilka metrów. Ta samotność wobec potęgi wody była paraliżująca.

  
Ta chwila na Helu była lekcją pokory, ale też uświadomiła mi coś ważnego. Choć lęk pewnie nigdy całkowicie nie zniknie, to ja decyduję, jak blisko brzegu będę stać.
Fakt, że mimo tych wspomnień wciąż potrafię wyjść na molo, stanąć przy barierce i spojrzeć w dal, jest moim małym, codziennym zwycięstwem.

  Moja fobia nie jest już murem, który odgradza mnie od piękna świata, ale raczej wymagającym towarzyszem podróży. Uczy mnie uważności i doceniania tej stałej, bezpiecznej ziemi pod stopami. Każdy krok w głąb pomostu to dla mnie dowód na to, że nasza wewnętrzna siła jest w stanie okiełznać nawet najbardziej wzburzone fale wspomnień.

   Wybieram patrzenie na horyzont. Bo choć woda bywa groźna, to bezmiar, który ukazuje, jest zbyt piękny, by z niego rezygnować z powodu lęku.

  A Wy? 
Jakie lęki udało Wam się oswoić na tyle, by przestały dyktować Wam warunki życia?

środa, 8 kwietnia 2026

ZAŁATWIONA W BIALYCH RĘKAWICZKACH

 Jeśli ktoś powie z oburzeniem... "Ależ to już było!!!!".... to i tak warto  ten post  przypomnieć, bo było, oczywiście, ale ... przed wojną, tą obecną wojną.

A, jeszcze jedno... uprzedzam... będzie długo, ale ciekawie. 

Zapraszam 💗

( print by Robert Ely)

Nie przeciągaj struny...
Badanie czyjejś wytrzymałości, zdolności do poświęceń, często na oczach innych tylko po to, aby im udowodnić, że ma się władzę nad kimś, może skończyć się nie najlepiej. 
Dla kogo?
Najczęściej dla organizatora doświadczenia. 
Schiller przed laty opisał sytuację, którą można "przyłożyć " nie tylko do sytuacji zachodzącej między dwiema osobami znajdującymi się na początku swojej drogi, ale także dla osób już doświadczonych we wspólnym pożyciu i właściwie nie potrzebujących publicznych sprawdzianów. Nawet, jeśli występuje ograniczone zaufanie, to wystawianie drugiej osoby na publiczny "cyrk" jest co najmniej niegrzeczne.
 
RĘKAWICZKA



(Z SCHILLERA)
1759 † 1805

Chcąc być widzem dzikich bojów,
Już u zwierzyńca podwojów
Król zasiada.
Przy nim książęta i panowie rada;
A gdzie wzniosły krążył ganek,
Rycerze obok kochanek.

Król skinął palcem, zaczęto igrzysko.
Spadły wrzeciądze i ogromne lwisko
Zwolna się toczy;
Podnosi czoło,
W około;
I ziewy rozdarł straszliwie,
I kudły zatrząsł na grzywie,

I wyciągnął cielska brzemię,
I obalił się na ziemię.

Król skinął znowu.
Znowu przemknie się krata:
Szybkiemi skoki, chciwy połowu
Tygrys wylata.
Spoziera z dala,
I kłami błyska,
Język wywala,
Ogonem ciska,
I lwa dokoła obiega.
Topiąc wzrok jaszczurczy,
Wyje i burczy;
Burcząc, na stronie przylega.

Król skinął znowu.
Znowu podwój otwarty:
I z jednego zachowu
Dwa wyskakują lamparty.
Łakoma boju, para zajadła
Już tygrysa opadła;
Już się tygrys z niemi drapie,
Już obudwu trzyma w łapie.
W tem, lew podniósł łeb do góry
Zagrzmiał — i znowu cisze...

A dzicz, z krwawemi pazury,
Obiega, za mordem dysze,
Dysząc, na stronie przylega.

W tem leci rękawiczka z krużganków pałacu,
Z rączek nadobnej Marty,
Pada między tygrysa i między lamparty,
Na środek placu.

Marta z uśmiechem rzecze do Emroda:
„Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy,
Czułemi przysiągł wyrazy,
Niechaj mi teraz rękawiczkę poda!“

Emrod przeskoczył zapory,
Idzie pomiędzy potwory,
Śmiało rękawiczkę bierze.
Dziwią się panie, dziwią się rycerze;
A on, w zwycięzkiej chwale,
Wstępuje na krużganki.
Tam, od radosnej witany kochanki,
Rycerz jej w oczy rękawiczkę rzucił:
„Pani, twych wdzięków nie trzeba mi wcale.“
To rzekł i poszedł — i więcej nie wrócił.

 Adam Mickiewicz

Marta doczekała się tego, na co zasłużyła.
Niektórzy nawet pokusiliby się o określenie, że została "załatwiona w białych rękawiczkach".


Znalazłam kilka synonimów tego określenia.


  << w białych rękawiczkach >>

w odniesieniu do czyjejś subtelności
aluzyjnie,
delikatnie,
dyplomatycznie,
dyskretnie,
łagodnie,
oględnie,
ostrożnie,
subtelnie,
taktownie,

w kontekście człowieka kulturalnego
delikatnie,
dyplomatycznie,
dyskretnie,
grzecznie,
kulturalnie,
kurtuazyjnie,
oględnie,
po dżentelmeńsku,
subtelnie,
taktownie,
układnie,
uprzejmie,
wytwornie,

w kontekście czyjejś przebiegłości
asekuracyjnie,
asekurancko,
dyplomatycznie,
dyskretnie,
eufemistycznie,
oględnie,
ostrożnie,
przebiegle,
przezornie,
sprytnie,
taktownie,
układnie,
wymijająco,
zręcznie,
(źródło:synonim.net)

Ciekawa jestem, który kontekst odpowiadałby postępowaniu rycerza Emroda?

Osobiście wolałabym, aby biała rękawiczka kojarzyła się z czystością, delikatnością, niewinnością, modą, sztuką a nie "załatwianiem" kogokolwiek.

"Zło, nawet jeśli operuje 
białych rękawiczkach
zakłada je 
na brudne ręce".
Wojciech Nerkowski, Kryptonim Romeo









Anton van Dyck „Por­tret Lady Ann Carr”, 1638


Geo­rge W Lam­bert „Biała ręka­wiczka”

Geo­rge W Lam­bert „Biała ręka­wiczka”, detal

Albrecht Dürer Autoportret w rękawiczkach ,
 1498, Prado, Madryt

Białe rękawiczki kojarzą się z używaniem ich podczas przeglądania archiwalnych , rzadkich ksiąg.


W ostatnich dniach "ciasteczka" podesłały mi na FB post ze strony  "Nev Africa", jak poniżej :





.... i zaczęło się....
...dlaczego ten pan trzyma tę Biblię etiopską bez białych rękawiczek? ....
... jak tak  można!!! ...
(Były i niewybredne komentarze pod adresem prezenterów Biblii, ale wielu komentatorów  skupiało się jednak  na możliwości obejrzenia tej unikalnej księgi.
Biblia etiopska to najstarsza i kompletna biblia na ziemi. Napisana w Ge'ez starożytnym języku Etiopii jest blisko 800 lat starsza od Wersji Króla Jamesa i zawiera 81-88 książek w porównaniu do 66. r. Znajduje się w niej Księga ENOCH, Esdras, Buruch i wszystkie 3 Księgi MACCABEE)

A co do białych rękawiczek używanych podczas przeglądania cennych ksiąg są  różne opinie. Ta o potrzebie ich używania już bronić się dłużej nie może.
Znalazłam mnóstwo takich opinii, które wprowadzić mogą  w zdumienie i usprawiedliwią Etiopczyków trzymających Biblię gołymi dłońmi.
A oto jedna z nich:

"Nie lubiane białe rękawiczki 
czyli: 
Szkodliwa bawełna
Aleksandra K. Alvis
21 listopada 2019 r.


Oglądanie filmu lub czytanie wiadomości z obrazami bibliotekarza z rzadką książką daje wyjątkową radość. Rzadkie książki, w przeciwieństwie do wielu obiektów muzealnych, są nadal używane w taki sam sposób, w jaki byłyby, gdy były nowe wieki temu – są trzymane i otwierane, a ich strony są przewracane. Byłoby sensowne, aby te historyczne obiekty były obsługiwane w białych rękawiczkach, aby utrzymać je w czystości, prawda?

Używasz białych rękawiczek do kartkowania rzadkiej książki? 

ŹLE! 
Cóż, zasadniczo źle. Ale do tego dojdziemy później.


Smithsonian Libraries Special Collections wymaga, aby pracownicy i czytelnicy mieli czyste, suche ręce podczas pracy z książkami. Dzieje się tak z kilku powodów:
Rękom w rękawiczkach brakuje taktyki i manualnej zręczności jak gołym dłoniom. Obchodzenie się z książką w rękawiczkach może prowadzić do przypadkowego rozerwania stron, gdy rękawice zaczepią się o delikatne krawędzie, lub upuszczonej książki, jeśli rękawice okażą się luźne lub śliskie.
W szczególności rękawiczki bawełniane mają tendencję do unoszenia fragmentów stron, w tym pigmentów. Ich włókna mogą wchodzić w pęknięcia niewidoczne gołym okiem, co dodatkowo uszkadza kruche pigmenty i atramenty.
Oznacza to również, że bawełniane rękawiczki zatrzymują dużo brudu, przez co wcale nie są tak czyste! W tym samym duchu rękawiczki powodują pocenie się rąk, a wilgoć może przeniknąć przez rękawiczki i nawinąć się na książki. Ej!

W swoim genialnym artykule o niebezpieczeństwach używania rękawiczek w czytelniach Cathleen A. Baker i Randy Silverman nie mogli znaleźć żadnego naukowego dowodu na to, że obchodzenie się z papierem gołymi rękami powoduje uszkodzenia chemiczne.  Ale nawet przed współczesnym naukowym rozumieniem chemikaliów rękawiczki nie były sprzymierzeńcem bibliotekarza.

W większości porady dotyczące obchodzenia się z książkami na przestrzeni wieków zachęcają do czystych rąk, a nie używania rękawiczek. Ainsworth Rand Spofford opisuje, jak Nicolas Fouquet, znany kolekcjoner książek z XVII wieku, nalegał, aby jego książki były obsługiwane tylko w białych rękawiczkach,  ale wydaje się to być odosobnionym przypadkiem. Baker i Silverman śledzą użycie białych rękawic do konserwacji dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy były one przeznaczone głównie do fotografowania. Wpis na ten temat na blogu średniowiecznego rękopisu Biblioteki przytacza średniowieczne źródło, które opisuje, jak czytanie książki z rękami w rękawiczkach było również w tym okresie niepożądane; trzeba przyznać, że to średniowieczne źródło było bardziej zainteresowane potępieniem „ekstrawagancji” czytania w rękawiczkach, ostrzegając, że jest to droga do czyśćca.  Ale punkt pozostaje!

Jak więc białe rękawiczki trafiły do ​​popularnej koncepcji bibliotek zbiorów specjalnych? Baker i Silverman spekulują, że pomysł bibliotekarzy w białych rękawiczkach ma dopiero około 20 lat i wywodzi się od sprytnych sprzedawców i archiwalnych katalogów materiałów wychwalających ich zalety. Można jednak poruszyć kwestię reprezentacji bibliotek, bibliotekarzy i rzadkich książek w mediach. Użycie białych rękawiczek działa jak wizualny skrót dla „starego i cennego przedmiotu”, pozwalając pisarzowi lub komentatorowi zachować tę przestrzeń narracyjną dla innych elementów historii. Wszechobecność kojarzenia białych rękawiczek z rzadkimi książkami wskazuje również, że u wielu osób pierwsza wiedza na temat zbiorów specjalnych pochodzi z popularnych mediów, a nie od specjalistów. Informacje te mogą być wykorzystane do lepszego nawiązania kontaktu z potencjalnymi użytkownikami, ale także wskazują, że być może pisarze i twórcy filmów powinni przeprowadzić trochę więcej badań, zanim włożą rękawiczki swojemu bibliotekarzowi.

Ale, jak większość rzeczy związanych z rzadkimi książkami, wyjątki od zakazu używania rękawic są liczne. Największy jest materiał fotograficzny: duża liczba dowodów naukowych wskazuje, że każda ilość tłuszczu lub pozostałości na skórze może reagować z wrażliwymi chemikaliami używanymi w procesie fotograficznym. Innym są książki z mnóstwem metalowych elementów (zapięcia, zgrubienia i ochronne narożniki) z podobnych powodów. Kolejny ważny aspekt dotyczy wyjątkowych  rzadkich książek, które zawierają toksyczne elementy, takie jak arszenik . Chociaż ważne jest, abyśmy starali się nie niszczyć książek, to jednak o wiele ważniejsze jest, aby książki nie niszczyły ciebie!


Używasz białych rękawiczek do przenoszenia książek z metalowymi elementami? W porządku!

Więc następnym razem, gdy zobaczysz postać w programie telewizyjnym, która zakłada białe rękawiczki, żeby przekartkować rzadką książkę, nie krępuj się, daj temu odpowiedni gest. Bibliotekarze z kolekcji specjalnych Bibliotek Smithsonian będą tam z Tobą(...)" (blog.library.si.edu)

Takie nieporęczne rękawice mogą utrudnić obsługę dokumentów podczas prac z dokumentami archiwalnymi

Dzięki tej świadomości, jaką już mają bibliotekarze i archiwiści jest nadzieja, że już dłużej starodruki "nie pozwolą się załatwiać"  w białych rękawiczkach.



<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 
Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.



wtorek, 7 kwietnia 2026

🐾 RAPORT Z POZIOMU DYWANU: OPERACJA "RÓŻOWA PANTERA" I ZAGADKA STAREJ KOŚCI


  Mówi się, że życie kobiety przelatuje jej przez ręce. I ja, Toffi, muszę to potwierdzić! 

  Przez dłonie mojej Pani przewija/ło się wszystko: książki, albumy, garnki, instrumenty muzyczne, batuta ( pałeczka do dyrygowania), pędzle do malowania obrazów, płyty muzyczne, telefony, wcześniej - jakieś pieluchy (nie zawsze pachnące fiołkami), bardzo często  paciorki różańca, którym towarzyszy ten cichy, kojący szept. Można powiedzieć, że Pani przepuszcza przez ręce „mydło i powidło”, zupełnie jak posty na swoim blogu.

 Ale mnie, jako strategicznego obserwatora, maltańczyka,  zawsze nurtuje jedno: Małe Torebki.

  Wiecie, jeśli Pani trzyma w jednej ręce smycz, na której mnie dumnie prowadzi, to tę małą torebkę przewiesza przez ramię. Co tam może być? Nie licząc smaczków i tych foliowych woreczków na moje... „wiadome potrzeby”, tam musi być jakaś magia!

  Wczoraj Pani wyciągnęła z szafy czarne cudo. Wygląda jak wąż, ale na moje oko to musiałby być co najmniej boa, żeby starczyło go na taką torebeczkę. Udało mi się podejrzeć logo w środku: Pink Panther.

Foto: Teresa Czajkowska
Wygenerowane przez Grok

Foto - Teresa Czajkowska

    I tu moje psie serce zabiło mocniej...
Różowa Pantera? I ona coś dźwiga! Widzę to wyraźnie: ogromna, biała kość! Ślinka mi pociekła na dywan, bo taka kość starczyłaby mi na tydzień ucztowania. 

  Pani mówi, że to pamiątka z wojaży w 2000r. po Florydzie, prezent od mieszkającej tam kuzynki, a sama torebka pochodzi z Cypru i ma ponad 50 lat!
Pomyślałam, że gdybym ją 'opchnęła' na czarnym rynku, to miałabym dużo kasy na takie kości. Szkoda marzyć. Ona ma byle jaką wartość wymienną -  około  siedemdziesiąt  do ponad sto złotych. Nie warto. Za kradzież hycel wsadziłby mnie na parę lat za kraty. Jednak myślę, że moja Pani , a także Pan nie zgłosiliby tej kradzieży. Przecież mnie lubią. A zresztą, jak mogłabym się im odpłacić w ten sposób za przyjaźń , którą mi ofiarowali.

   Wracając jednak do  kości Różowej Pantery, to słuchajcie: skoro ta kość ma pół wieku, to dla nas, piesków, żaden problem. My „konserwujemy” jedzenie w ogródkach, więc taka 50-letnia zdobycz to prawdziwy rarytas! 

Projekt - Teresa Czajkowska
Wykonanie: Grok

  Już miałam wizję, jak Pantera przynosi mi tę kość, licząc na dozgonną przyjaźń między nami, ale Pani mnie zbudziła... okazało się, że to tylko logo, a sandałki do kompletu już dawno „pomaszerowały” do krainy zużytych butów, choć Pani wciąż wspomina, jakie były wygodne.

  Choć muszę Wam wyznać jedno – ta cała „wężowa skórka” to dla psa kompletne nieporozumienie. Wygląda luksusowo, błyszczy się pod światło, ale spróbujcie to polizać... No cóż, smakuje jak emerytowany pasek od spodni, a nie jak soczysty boa dusiciel, na którego liczyłam!

   Moja Pani mówi, że to styl i klasa, a ja myślę, że to po prostu sprytny kamuflaż dla tych wszystkich skarbów, które tam chowa. Bo umówmy się – gdyby w tej torebce naprawdę była kość, to te 50 lat tradycji nie powstrzymałoby mnie przed małym, konspiracyjnym „przeglądem zawartości" 

   Zastanawiam się tylko, skąd panowie wiedzą tyle o tych naszych skórzanych skarbcach? Pewnie za zgodą Pań szukają tam kluczyków do auta, a potem... piszą o tym piosenki! Jak ten Pan Andrzej Sikorowski z grupy „Pod Budą”. 

Projekt: Teresa Czajkowska
Wykonanie: Grok

  Śpiewa tak sentymentalnie, że aż chce się położyć pyszczek na łapach i słuchać.




Damska torebka
Torebka kobiety
Tajemnica, której wciąż
Nie mogę zgłębić
To jest coś jakby warkocz u komety
Do ramienia przywiązany księżyc

W torebce kobiety
Klucz do domu, tramwajowe są bilety
Kłębek planów gotowych do snucia
Papierosy albo guma do żucia
Portmonetka z maleńkim kasztanem
Jakiś kwit, zapomniany na amen
Dwie pigułki przeciwko migrenie
W buteleczce perfumy "Marzenie"

Torebka kobiety
Pozostanie dla mnie zawsze tajemnicą
To jest coś jakby warkocz u komety
Która właśnie przelatuje nad ulicą

W kobiecej torebce
Jest długopis i pomięte są przylepce
Czyjś telefon pisany w pośpiechu
I pomadka czerwona od grzechu
Jest chusteczka, bo czasem się płacze
List donikąd, bo zgubił się znaczek
I maskotka od kogoś na szczęście

A mnie tak przeczucie szepce
Że czasami w tej torebce
Gdzieś tam na dnie jest schowane
Moje zdjęcie

<><><><><><>
  
A Wy? Macie w swoich torebkach jakieś „kości”, na które komuś cieknie ślinka? ⚓🐾👜


<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 
Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.


poniedziałek, 6 kwietnia 2026

🐣 WIELKANOCNA KOMEDIA POMYŁEK: GDY WIEDŻMA SPOTKA KOMINIARZA


art by Adele Soderberg -
 (kartka wielkanocna)
Wesołych Świąt
"Rolig Påsk!”

    Wyobraźcie sobie taką scenę: 
Budzicie się w Wielką Sobotę, słońce już wysoko, a tu nagle na dachu sąsiada... siedzi ona. Ruda, w kwiecistej koszuli, z herbatką w dłoni, nonszalancko oparta o komin, z którego bucha para.

  Pierwsza myśl? 
„O nie! Zapomniałam o przeglądzie kominiarskim!”. W panice szukacie w telefonie numeru do Pana Janka, zastanawiając się, czy ta nowa moda na „ekologiczne czyszczenie kominów” zakłada użycie miotły z brzozowych witek i... czajnika na trzech nóżkach. No bo przecież ta pani na górze wygląda, jakby właśnie robiła inhalację całemu miastu!

   Dopiero po chwili, gdy dostrzegacie napis „Rolig Påsk!”, przypominacie sobie lekcje szwedzkiego (których nigdy nie braliście).

   Wersja pesymisty: 
„Rolig? To pewnie imię tej Baby Jagi. Może to jakaś Rolig z działu kontroli drożności przewodów dymowych?”

  Wersja optymisty: „Może to szwedzki catering? Herbata serwowana prosto z komina – to się nazywa 'high tea'!”

   Prawda jest jednak bardziej... odlotowa. W Szwecji czarownice nie straszą – one w Wielki Czwartek lecą na górę Blåkulla, by tańczyć i świętować. A że podróż na miotle męczy, to nasza bohaterka zrobiła sobie przystanek na herbatkę na najdogodniejszym  kominie. Zamiast panikować na widok „nielegalnej lokatorki”, lepiej życzyć jej „Glad Påsk!” (to ta bardziej współczesna wersja życzeń) i mieć nadzieję, że nie pomyli naszych mazurków z paliwem do miotły.

  Uważajcie więc przy składaniu życzeń! Bo w Szwecji zamiast zajączka może Was odwiedzić ruda pani w trzewikach, która zamiast jajek, sprawdzi Wam... cug w kominie.

🐾 A co na to Toffi? (Czyli szczekanie w stronę Blåkulla)

 Kiedy ja zastanawiałam się nad szwedzką gramatyką i terminem przeglądu kominiarskiego, Toffi podeszła do sprawy znacznie bardziej pragmatycznie. Stanęła na środku podwórka, zadarła pyszczek w stronę dachu i wydała z siebie serię krótkich, pytających „hau!”

  W jej psim rozumku sprawa była jasna:
Kogut na dole – to już przerabialiśmy, da się z tym żyć.
Baba na górze – to nowość. I to taka, która trzyma filiżankę!

  Toffi wyraźnie nie mogła pojąć, dlaczego ta ruda pani w kwiecistej bluzce pije herbatę tak wysoko, skoro na dole czeka miska z wodą i resztki świątecznego mazurka. Czy to nowa treserka? A może... latający dostawca smaczków, który pomylił adresy i utknął na dachu?

  Kiedy z komina buchnęła kolejna chmura pary, Toffi zrobiła klasyczny „przechył głowy”. Pewnie pomyślała, że ta szwedzka påskkärring to po prostu bardzo duży, rdzawy czajnik z nogami w trzewikach.
Ostatecznie nasza psinka uznała, że skoro gość nie schodzi i nie zabiera jej piłeczki, to może sobie tam siedzieć. Wróciła do pilnowania koguta, rzucając tylko przez ramię spojrzenie mówiące: „Mamo, jeśli ona spadnie z tej miotły prosto w moją miskę, to ja za to nie odpowiadam"

🧹 Instrukcja Obsługi Mioteł Wielkanocnych (model: Blåkulla 2026)

  Jeśli kiedykolwiek wydawało  Wam się, że miotła służy wyłącznie do usuwania pajęczyn przed wizytą teściów, szwedzka tradycja wyprowadzi Was z błędu. Na karcie Adèle Söderberg widzimy model klasyczny, „analogowy”, ale diabeł tkwi w szczegółach

   Napęd: 
Zapomnijmy o odkurzaczach bezprzewodowych. Prawdziwa wielkanocna miotła działa na wywar z czajnika (tego na trzech nóżkach!). Ta obfita para na obrazku to nie herbata malinowa, to wysokooktanowe paliwo „chmurowe”. Jedno siorpnięcie ze spodka i miotła startuje z komina szybciej niż Toffi do miski.

  Parkowanie: 
Jak widać na załączonym obrazku, najlepsze miejsca parkingowe to szerokie kominy. Są ciepłe, mają widok na miasto i zapewniają stały dopływ gorącego powietrza do podgrzewania filiżanki. Uwaga: parkowanie na antenach satelitarnych grozi zakłóceniem transmisji mszy rezurekcyjnej!

   Aerodynamika: 
Tu wracamy do  rudego kucyka. Wiatr go rozwiewa w poziomie, co sugeruje, że nasza bohaterka właśnie wykonała gwałtowny manewr hamowania (tzw. hamowanie spodkiem). Te sznurowane trzewiki pełnią rolę podwozia – są ciężkie, żeby wiedźmy nie zdmuchnęło przy większych turbulencjach nad Bałtykiem.

  Bagaż podręczny: 
Miotła musi być wyposażona w solidną brzozową witkę na końcu. Dlaczego? Bo Szwedzi w Wielkanoc ozdabiają domy gałązkami z kolorowymi piórkami (påskris). Nasza pani na kominie ma tam pewnie ukryte zapasowe piórka, na wypadek gdyby po drodze spotkała jakiegoś szczególnie smutnego koguta.


  ⚠️ Ostrzeżenie dla Blogerów:
Jeśli składacie życzenia szwedzkim znajomym, nie pytajcie ich o „przegląd techniczny miotły”. Mogą pomyśleć, że chcecie im podebrać patent na omijanie korków! Lepiej po prostu przyznać, że zazdrościmy tej rudej damie spokoju – pić herbatkę na kominie, gdy cały świat na dole biega z koszyczkami... to jest dopiero szczyt relaksu.

<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 
Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.


niedziela, 5 kwietnia 2026

OGRÓD, W KTORYM MIESZKAŁY WRÓŻKI



 Czy wiesz, kto sypia w Twoim bukiecie? 🧚

 Poznaj tajemnicę wiosennych tulipanów 🌷

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tulipany tak wdzięcznie kołyszą się na wietrze, nawet gdy podmuch jest ledwie wyczuwalny? Stara angielska legenda z hrabstwa Devon zna odpowiedź na tę zagadkę. Usiądźcie wygodnie, bo ta historia zmienia spojrzenie na każdy wiosenny bukiet.

Nocni goście w kielichach kwiatów

  Dawno temu, na obrzeżach małej wioski, mieszkała starsza kobieta. Jej dom był skromny, ale ogród był cudem – rosły w nim tysiące tulipanów we wszystkich kolorach tęczy.

   Pewnej księżycowej nocy kobieta wyjrzała przez okno i zobaczyła coś niezwykłego. Nad jej ogrodem unosiła się świetlista mgiełka. To były polne wróżki, które niosły na rękach swoje maleńkie dzieci. Ostrożnie wkładały niemowlęta do wnętrza rozchylonych kielichów tulipanów. Płatki, miękkie jak najdroższy jedwab, otulały maluchy przed chłodną rosą, a kwiaty przez całą noc delikatnie kołysały się, nucąc bezgłośną kołysankę.

  Magia w Twoim wazonie
Ta bajka przypomina nam, że tulipany to symbole opiekuńczości i spokoju. Wybierając odmiany do swojego domu, możesz bawić się ich charakterem:

Odmiany Peoniowe (np. Angelique): Ich pudrowy róż to kolor bezpiecznych, słodkich snów.




Odmiany Papuzie (np. Rococo): Ich fantazyjne płatki dodają wnętrzu artystycznej energii.




Odmiany Strzępiaste: Wyglądają jak wykończone mroźną koronką – czysta elegancja.








Jak dbać o te „bajkowe kołyski”?
Aby cieszyły oko jak najdłużej, pamiętaj o kilku prostych zasadach:

Zimna woda: Tulipany ją uwielbiają! Wystarczy kilka centymetrów na dnie wazonu.

Podcinanie: Skróć łodygi pod skosem o 1-2 cm przed włożeniem do wody.

One wciąż rosną: Nie dziw się, jeśli po dwóch dniach „wyrosną” z wazonu – to ich naturalna, dzika natura!

Gdybyście mieli dziś wybrać jeden kolor tulipanów do swojego salonu – byłaby to energetyczna żółć czy romantyczny, pudrowy róż? Dajcie znać w komentarzu! 

Drodzy Czytelnicy!
W ten poranek, który zapowiada świt niemający końca, życzę Wam, abyście w sercach poczuli siłę odrodzenia. Niech blask Zmartwychwstania rozświetla każdą Waszą ścieżkę, a nadzieja, że życie jest silniejsze niż jakikolwiek kres, dodaje Wam skrzydeł. Niech to będą Święta nowego życia w każdym z nas. Spokojnych i pełnych Bożej obecności Świąt!

~~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 
Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.