Translate

niedziela, 8 marca 2026

GRANICE BABCINEJ CZUŁOŚCI


  Przedszkolak chętnie daje się przytulać kiedy babcia odbiera go z przedszkola, ale kiedy podrośnie. Wskakuje babci na szyję, nawet, jeśli jest u starszaków..... Kiedy jednak zostaje uczniem.... a to już inna bajka.

    To pokrótce opiszę, jak wygląda powrót starszego wnuka ze szkoły.
    No cóż, tutaj hierarchia jest jasna i nieubłagana. Scenariusz zazwyczaj wygląda tak: drzwi się otwierają, tornister ląduje w kącie z gracją rzuconego worka ziemniaków, a wnuczek natychmiast pada na kolana.
   Nie, nie po to, by dziękować za pyszny obiad. To rytuał powitalny z Toffi – naszym maltańczykiem.
Patrzę na to z boku: wnusio na podłodze, pies w pełnej ekstazie, lizanie po twarzy, obskakiwanie i wspólne fikołki w przedpokoju. Wygląda to jak scena z filmu o wielkiej przyjaźni, gdzie emocje sięgają zenitu. W końcu nie wytrzymuję i pytam z uśmiechem:
„Wnusiu, a z babcią to tak serdecznie nie mógłbyś się przywitać? I zaznaczam: nie wymagam lizania mnie po twarzy!”

   Reakcja wnuczka na moją propozycję „powitania w stylu Toffi” jest zazwyczaj bezcenna. Wnusio na sekundę zastyga w bezruchu (często z psem na głowie), patrzy na mnie z taką mieszanką politowania i rozbawienia, po czym z rozbrajającą szczerością rzuca:
  „Babciu, ale przecież Ty nie masz takich miękkich uszu i nie robisz takich śmiesznych min, jak chcesz dostać smaczka!”
   I weź tu człowieku dyskutuj z taką logiką. Po chwili jednak, widząc moją udawaną „zazdrosną” minę, wstaje z podłogi (otrzepując się z białej sierści) i funduje mi ten jeden, jedyny, szybki uścisk, który mówi: „Dobra, babciu, nie fochaj się, pies jest od zabawy, a Ty jesteś od kochania (i ewentualnie od naleśników)”.

   Trudno, przestaję walczyć z maltańczykiem. To bitwa z góry przegrana. Zamiast tego chyba zainwestuję w „smaczki” dla wnuczka – najlepiej takie w formie domowego ciasta lub banknotu z wizerunkiem króla. Wtedy może okaże się, że babcine „uszy” też są całkiem w porządku, a i poziom serdeczności gwałtownie skoczy w górę!
Tak bywa przy okazji, np. Dnia Babci. Najpierw przytulam wnusia, a dopiero kwiaty od niego, bo dopóki nie złoży życzeń, a ja nie przejmę kwiatów, to wciąż mam szanse na dłuższe przytlenie.

Trochę się wnusio opiera....
"Wytrzymaj chłopcze, wytrzymaj, dopóki dziadek kamery nie ustawi :) "



     No i dochodzę do takiego oto wniosku: 
Jeśli chcę, by wnuczek witał mnie z taką samą pasją jak maltańczyka, muszę albo zacząć merdać ogonem, albo... zawsze mieć w kieszeni coś smaczniejszego niż psia chrupka. Chociaż umówmy się – z Toffii  i tak nie wygram, ona nie pyta o oceny z matematyki!