Jak moja Toffi została pasażerką na gapę
Mówią, że spacer z psem to relaks. Czysta metafizyka: ty, natura i wierny towarzysz przy nodze. Cóż, jeśli waszym towarzyszem jest Toffi, to „metafizyka” szybko zamienia się w „fizykę kwantową” – musisz być w trzech miejscach naraz, przewidywać przyszłość i mieć refleks operatora GROM-u.
Ostatnio znów miałam ten swój dylemat moralny. No bo patrzę na Toffi: ona widzi trawnik i nagle dostaje objawień. Tam są zapachy! Tam jest życie! Tam jest psi „Super Express” rozrzucony między kępkami mlecza! A ja? Ja jak ta zła macocha: „Toffi, alejka!”, „Toffi, do nogi!”. No i pękłam. Zboczyłyśmy z trasy, by zaznać odrobiny luksusu na trawie.
Gdy już poznała wszystkie tajemnice ukryte w trawie - dumnie (ja z poczuciem winy, ona z nosem w glebie) kroczyłyśmy w stronę parkingu, a tam, dopiero się zaczęło. I wtedy się zaczęło.
Znacie to uczucie, gdy smycz nagle staje się tak napięta, że mogłaby służyć jako struna w harfie? Toffi zobaczyła cel. Otwarte drzwi do zaparkowanego auta. W środku siedziała nieświadoma niczego kobieta. Dla normalnego psa to po prostu samochód. Dla Toffi? To był portal do innej galaktyki, w której czekają kolana do wyściskania i twarze do wylizania.
Zanim zdążyłam pomyśleć „blokada!”, moja suczka wykonała skok godny lekkoatlety. W ułamku sekundy Toffi zameldowała się wewnątrz auta, lądując centralnie na kolanach obcej pani.
Moje serce stanęło. W głowie miałam już wizję policji, wezwań do zapłaty za czyszczenie tapicerki i wykładu o napaści z użyciem psa o masie pluszaka. Stałam tam, trzymając smycz prowadzącą wprost do cudzego samochodu, i dukałam przeprosiny.
A co zrobiła Toffi? Postanowiła przeprowadzić profesjonalny peeling twarzy tej pani. Językiem. Z pełnym zaangażowaniem.
Czekałam na krzyk kobiety. Usłyszałam… śmiech.
– Nic nie szkodzi! – wykrztusiła pani, próbując złapać oddech między jednym a drugim „całusem”. – Mam w domu maltańczyka, znam ten styl bycia!
Odetchnęłam. Okazało się, że „maltańczykowa solidarność” działa lepiej niż Assistance. Pani była zachwycona, Toffi dumna z nowej znajomości, a ja… ja po prostu kupiłam mocniejszy klej do butów, żeby następnym razem szybciej wyhamować tę moją małą wyścigówkę.
Ilekroć wychodzę z domu, zaopatruję sie w refleks ninja, ale Toffi po kilku minutach "usypia" moją uwagę i zawsze coś "odstawi".
