Translate

czwartek, 7 października 2021

KULFON, CO Z CIEBIE WYROŚNIE?

 Taka sobie wesoła piosenka z młodości wpadła mi do ucha i brzmi szczególnie wówczas, kiedy patrzę na swoje wnuki. Nie dlatego, że rozrabiają jak ten kulfon z piosenki, który guziki w todze  poobgryzał. Może też po trosze  do kulfonów podobne są niektóre literki naszego pierwszaka. 

Kulfon, Kulfon, co z ciebie wyrośnie?
Martwię się już od tygodnia
Zębów nie myjesz, kolegów wciąż bijesz
Dziurę masz w najnowszych spodniach

Nikt jeszcze nie wie, co ze mnie wyrośnie:
Gruszki na wierzbie, czy śliwki na sośnie
Sam jeszcze nie wiem, czy będę strażakiem
Cieślą, piekarzem czy "niebieskim ptakiem"

Kulfon, Kulfon, pomysły masz straszne
Grzeczny bądź wreszcie i miły (no przecież jestem)
Po co z tej togi obgryzłeś guziki
Nie mam do ciebie już siły

Sam jeszcze nie wie, co ze mnie wyrośnie
Gruszki na wierzbie, czy śliwki na sośnie
Dziś mam ochotę zostać maszynistą
Może jednak w końcu będę dentystą

Albo alpinistą
Albo hutnikiem z dobrym wynikiem
Albo naleśnikiem, a może po prostu będę Kulfonem?

tutaj

Nie wiem, czy ze względu na swój wiek dożyję momentu, kiedy młodzi chłopcy obiorą swoją drogę życiową.

Za wcześnie jeszcze, aby nawet widząc pewne zdolności czy zainteresowania snuć jakieś przewidywania na zapas, bo wszystko jest w życiu możliwe i w każdym malcu należy pokładać nadzieje, a przede wszystkim rozbudzać ciekawość. 

Albert Einstein podobno mówił, że nie posiadał żadnych talentów, był tylko "namiętnie ciekawy".

Oooo , tego moim wnukom odmówić nie można. Ten starszy w czytanej przez tatę książce przed snem usłyszał pewne niewinne słowo "dupka". No cóż, dzieci mają taki okres w swoim rozwoju, w którym nad wyraz fascynują się anatomią w słownictwie. Wnuczek jeszcze słabo sylabizował. Tata szybko zamknął książkę, kończąc czytanie  na tym zdaniu, w którym było  to magiczne  określenie anatomiczne, ale co już padło z jego ust, to już przepadło, nie wróci.

Tatusiu, tatusiu, pokaż, jak wygląda w książce słowo "dupka" , gdzie to jest zapisane, chcę zobaczyć.

Nie zwróciłem uwagi, Kuba, na której to było  stronie. 

O, nie... teraz będę musiał nauczyć się dobrze czytać, aby  przeczytać całą książkę, żeby to słowo znaleźć...

W tym poście powrócę do wspomnień mojego pobytu w Nasa na Florydzie.

TUTAJ

Kiedy stanęłam przed czarną marmurową płytą pamięci kosmonautów, tworzących załogę  Challengera, który spłonął wraz z załogą, to nie znałam jeszcze dokładnie historii tych ludzi. Krewni opowiedzieli mi je  w skrócie, przeczytałam informacje rozpropagowane w Nasa, ale teraz przytoczę historię jednego z nich. 

Znalazłam artykuł dotyczący pewnego chłopca, który też był namiętnie ciekawy i ... uparty .


 Ronald McNair  mieszkał w małym miasteczku w Południowej Karolinie w czasie ruchu na rzecz praw obywatelskich.
Mając zaledwie 9 lat McNair poszedł do biblioteki publicznej w mieście, aby przejrzeć i wypożyczyć książki, ponieważ był zapalonym czytelnikiem. Biblioteka znajdowała się jednak w wydzielonej części miasta. To nie przeszkadzało McNairowi, ale niepokoiło niektórych ludzi wokół niego. Bibliotekarz powiedział McNairowi, że nie może pobierać książek z biblioteki. McNair odmówił opuszczenia budynku bez książek, więc bibliotekarz wezwał matkę i miejscową policję.

Kiedy przybyła policja, ku zaskoczeniu wszystkich, po prostu kazali bibliotekarzowi przekazać książki McNairowi. Bibliotekarz niechętnie przekazał książki, a 9-letni McNair dopiero wówczas opuścił bibliotekę.
Był wybitnym uczniem, który ciężko pracował, aby osiągnąć swoje cele. Budynek, w którym mieściła się wówczas biblioteka, nosi teraz jego imię.


Ronald McNair był naprawdę wszechstronną osobą, która zawsze wierzyła w moc edukacji.


McNair ukończył szkołę średnią Carver High School w 1967. W 1971 uzyskał tytuł licencjata fizyki inżynierskiej, magna cum laude, na Stanowym Uniwersytecie Rolniczym i Technicznym Karoliny Północnej w Greensboro w Karolinie Północnej. W 1976 uzyskał stopień doktora nauk technicznych. uzyskał stopień naukowy w dziedzinie fizyki w Massachusetts Institute of Technology pod kierunkiem Michaela Felda, zdobywając uznanie w całym kraju za swoją pracę w dziedzinie fizyki laserowej. Po ukończeniu MIT otrzymał cztery doktoraty honoris causa i kilkanaście stypendiów.

A na szczycie całej tej edukacji był posiadaczem czarnego pasa 6. stopnia w taekwondo i znakomitym saksofonistą.

28 stycznia 1986 roku w wieku 35 lat McNair został wybrany na prom kosmiczny Challenger jako jeden z trzech specjalistów od misji w siedmioosobowej załodze.

Zginął, gdy Challenger rozpadł się dziewięć mil nad Oceanem Atlantyckim 73 sekundy po starcie. W wyniku rozpadu zginęło również sześciu innych członków załogi.



McNair został pośmiertnie odznaczony Congressional Space Medal of Honor w 2004 roku, wraz ze wszystkimi członkami załogi zagubionymi w katastrofach Challenger i Columbia.


Jego imieniem nazwano nie tylko bibliotekę, z której próbowano go  wyprosić, gdy miał 9 lat, ale także wiele innych miejsc nosi imię tego amerykańskiego bohatera:



• Na jego cześć nazwano krater McNair na Księżycu.

• Budynek McNair Building na MIT, jego macierzysta uczelnia, mieści Instytut Astrofizyki i Badań Kosmicznych Kavli.

• Centrum Nauki McNair na Francis Marion University we Florencji w Południowej Karolinie.

• Na jego cześć nazwano McNair Center for Aerospace Innovation and Research na Uniwersytecie Południowej Karoliny.

• Watson Chapel Jr. High został przemianowany na jego cześć R. McNair Jr. High School.

• Ronald McNair Boulevard w Lake City w Południowej Karolinie został nazwany na jego cześć.

• Kilka szkół K-12 zostało nazwanych imieniem McNaira.

Jak już wspominałam, McNair pasjonował się muzyką. Jeden z jego nauczycieli w szkole średniej, Edward Cooper, pamięta, że ​​dał McNairowi stary saksofon dla zespołu. Lata później McNair odpłacił się za to, dając Cooperowi stroik, na którym grał jako  pierwszy saksofonista na orbicie.

Znakomity saksofonista jazzowy Ron McNair, pierwszy astronauta, który grał na instrumencie muzycznym w kosmosie, pokazany tutaj grający na saksofonie podczas misji NASA STS 41-B na pokładzie Challengera, luty 1984.
Źródło: NASA, dzięki uprzejmości AIP Emilio Segrè Visual Archives, kolekcja Ronalda E. Mickensa

McNair nie chciał poprzestać na jazzowych jam session w kosmosie. Według artykułu w MIT, planował zagrać solowy koncert na saksofonie podczas swojej drugiej misji na album Rendez-Vous kompozytora Jean-Michel Jarre'a , wraz z transmisją na żywo z samym kompozytorem, ale ginąc tragicznie, nie skorzystał z szansy .

Na jego cześć Jean-Michel Jarre zadedykował utwór z albumu McNairowi, zatytułowany „Ron's Piece”Posłuchajcie pełnej kompozycji
tutaj
która jest wzruszającym hołdem złożonym saksofoniście w całym tym  "kosmicznym utworze".
Mnie osobiście ta muzyka ogromnie rozrzewnia, szczególnie, kiedy słyszę partie saksofonu. Sądzę, że McNair jednak brał udział w tym koncercie... a słuchało go zapewne całe Niebo.

Zródło: 
chonday.com
spacecenter.org


A oto zamieszczam komentarz z obrazem mojej przyjaciółki do tego wpisu udzielony na Facebook

Irena Helena
Wspaniale. Czytanie dziecku to najlepszy sposób, by rozbudzić zainteresowania, zachęcić do nauki. Maluchy lubią, gdy wiele razy czyta się im tę samą książeczkę. Amerykański astronauta. Marzył o lataniu i odwiedzał bibliotekę, aby tam czytać książki.Ta książeczka z obrazkami dla dzieci została napisana przez Rose Blue i Corinne Naden, a zilustrowana przez Don Tate.



Dziękuję, Irenko :)

16 komentarzy:

  1. Tereniu dobry jak zwykle post. Kawał dobrej muzyki wkleiłaś też. Ludzie potrafią być niesamowici. Lecieć ku gwiazdom, lub całe społeczeństwa utopić w morzu krwi. Kochać i nienawidzić. Wielbić, kochać i świadomie z premedytacją niszczyć drugiego człowieka. A dzieci potrafią być cudowne i jako matka już pamiętam swój strach, lęk o ich dorosłe szczęśliwe życie. Pozdrawiam jesiennie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Gratiano :)
      Świat jest pełen sprzeczności. Dobro i zło. Piękno i ohyda. Jednak nie tylko skrajności go definiują . Marzenie na ziemi o ideale - to utopia. Bywają - jak zwykle - wyjątki, ale one potwierdzają reguły.
      Życzę Ci, Gratiano, przyjaźni, miłości i zdrowia :)

      Usuń
  2. Tereso wszystko wskazuje na to że i Twój wnuk zostanie Wspaniałym i Wybitnym Człowiekiem...
    Życzę tego i jemu i Tobie z całego serca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Stokrotko :)
      Kuba też , co pewien czas, wymienia inne "zawody", ale, może tak, jak ten Kulfon z piosenki, powie mi, będę po prostu Kubą :) A to znaczy, że nigdy nie zdecydowanym do końca, wciąż poszukującym... wszystkim po trosze...człowiekiem orkiestrą :)
      Serdeczności :)

      Usuń
  3. Zawsze wzruszały mnie takie historie jak ta przytoczona przez Ciebie. Pokazują one jak dużo można osiągnąć własną pracą. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Przykładów na to jest dużo i niekoniecznie trzeba przytaczać zza oceanu. Ty, Karolinko, jesteś też dla mnie bohaterem. Umiesz osiągać własną pracą i zdolnościami to, czego niejeden nawet bałby się podjąć.
      Miłego dnia, Kochana :)

      Usuń
  4. Wybitne dzieci zdarzają się rzadko, zapaleni czytelnicy na szczęście częściej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybitne dziecko nie zawsze jest szczęśliwe. Ćwiczenie lub pożytkowanie zdolności stawia je czasem poza gronem rówieśników, zabierając czas na zabawę na socjalizację. Ja wolalabym, aby moi wnukowie byli szczęśliwi, bo to im obiecaliśmy, a daj Boże, zdrowi i w przyszłości oby byli "porządnymi ludźmi"
      Miłego wieczoru, Jotko :)

      Usuń
  5. Mój znajomy mawiał: mój kanarek nie musi śpiewać, ważne, żeby był szczęśliwy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie mam na myśli w stosunku do "moich kanarków"...

      Usuń
  6. Wzruszająca historia , a Ty Tereso opisałaś ją i wzbogaciłaś jak zawsze wspaniale... Serdeczności zostawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Polu, że znalazłaś dla mnie czas po tak wyczerpującej pielgrzymce. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Kochana
    Za garść ciekawostek dziękuję🤗
    Zainteresowania, pasje dzieci rodzą się już od maleńkości, zatem może i z mojego Wnusia wyrośnie kiedyś geniusz, kto wie😀
    Serdeczności zostawiam🍀🌼🧡🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Już niedługo będzie Ci pomagał w recenzowaniu książek, a może niejedną swoją babci do recenzji podrzuci :)
      Pięknego wieczoru i radości z Wnusia :)

      Usuń
  8. Przepiękny post, bardzo mnie nim zmotywowałaś, jakoś tak dodałaś wiary. Wspaniały mężczyzna, szkoda, że tak szybko odszedł, ale jego duch, jego dobro, wiedza, nauka, jaką podzielił się ze światem, jest nadal żywa i to jest niesamowite. Kocham czytać, uważam, że czytanie pomaga zrozumieć życie. Za dziecka się uczysz, rozbudzasz wyobraźnie poprzez obrazki, tekst i będąc dorosłym, robisz to samo. Wydaje mi się, ze książki uczą empatii, dają większą świadomość, czym jest życie. Sama niezbyt wiem, jaką drogą powinnam podążać, myślę, że jeszcze szukam, ale samo w sobie szukanie jest drogą i to całkiem ciekawą. Jeden z najpiękniejszych postów, dziękuję. <3 :))) 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, dziękuję, Ci niezmiernie za ten komentarz :)
      Ja też lubię być w stanie poszukiwania, ponieważ uzyskanie stabilizacji w jakiejkolwiek dziedzinie oznaczałoby, że nie rozwijam się, a przecież zawsze jest coś do odkrycia. Wg mnie, stałość w wierności, miłości i przyjaźni jest wręcz pożądana, poza tym bądźmy ciekawi, tym zdrowym, "świętym" zaciekawieniem świata.
      A oto, co na ten temat pisał A.Einstein:
      "Najważniejsze, abyśmy nigdy nie przestali zadawać pytań.
      Ciekawość ma swoje własne racje istnienia.
      Nie sposób nie oniemieć z zachwytu,
      gdy kontempluje się tajemnice wieczności, życia,
      czy też wspaniałej struktury rzeczywistości.
      Wystarczy spróbować pojąć choćby
      drobny fragment tej tajemnicy każdego dnia.
      Nigdy nie wolno utracić tej świętej ciekawości."

      Usuń