Dziwna historia instrumentu wynalezionego przez Benjamina Franklina
![]() |
| Szklana harmonijka z XVIII wieku |
Tym razem będzie o harfie szklanej zwanej też anielskimi organami lub verillionem , a także szklaną harmonijką.
"(..)Benjamin Franklin najwyraźniej był zafascynowany dźwiękiem który wytwarzają ludzie, pocierając lub lekko uderzając w krawędzie kieliszków do wina wilgotnymi palcami ( zwilżonymi w destylowanej wodzie). Postanowił stworzyć wersję, która nie wymagałaby gigantycznego stołu i mnóstwa kieliszków, a można by ją spakować do walizki i zabrać ze sobą w podróż.
Za szklaną harmonijkę należy podziękować Benjaminowi Franklinowi. Zrobił tyle różnych rzeczy. W każdym razie, Ben Franklin spędził trochę czasu – przed rewolucją amerykańską – po prostu włócząc się po Londynie. Był tam ambasadorem kolonialnym lub kimś na podobnym stanowisku. I gdzieś na początku lat 60. XVIII wieku jeden z jego przyjaciół z Towarzystwa Królewskiego, niejaki Edmund Delaval, pokazał mu zabawną sztuczkę na przyjęciu. Edmund ustawił w szeregu kilka kieliszków do wina, napełnił je różną ilością wody, a następnie zwilżył palec i przesuwał nim po krawędzi.
Prawdopodobnie widziałeś kogoś, kto robił to na przyjęciu, a jeśli zrobisz to dobrze, to gra. Wydają taki dźwięczny, brzęczący dźwięk, jak instrument muzyczny o jednej nucie. Ale Ben Franklin był, no cóż, naprawdę wkręcony w to. Pomyślał sobie: „Och, chwila”.
Franklin był znanym majsterkowiczem. Uwielbiał wynajdywać najróżniejsze rzeczy. I tak, w dobrym stylu Franklina, pomyślał: jak mogę wymyślić lepszą wersję tej zabawnej sztuczki z kieliszkiem do wina? Franklin udał się więc do szklarza w Londynie i powiedział: „Hej, potrzebuję, żebyś stworzył serię szklanych misek o różnych rozmiarach, od małych do średnio-dużych, i każda z nich musiała mieć otwór na środku u dołu”. A potem, kiedy już były gotowe, miseczki można było ze sobą łączyć, a przez ten otwór w środku wsuwało się pręt. Pręt był wykonany z korka lub czegoś podobnego, żeby zapewnić im stabilność i amortyzację. Potem brało się cały ten układ, tę serię misek umieszczonych na pręcie, i umieszczało w czymś, co wyglądało jak stolik boczny z pedałem, którym można było obracać pręt, a tym samym obracać miseczki. I kiedy Franklin to wszystko zrobił, narodziła się szklana harmonika.
Do końca życia Ben Franklin nosił ze sobą harmonikę praktycznie wszędzie. Wyobraź sobie Franklina pojawiającego się w okularach dwuogniskowych – które również wynalazł – na nosie, trzymającego szklaną harmonijkę w jednej ręce, a potem, no wiesz, opowiadającego o swoich badaniach nad elektrycznością. Tak czy inaczej, Franklin nie przypuszczał, że ten jego zabawny, imprezowy wynalazek wkrótce wywoła w Europie szaleństwo. Szaleństwo, które skończy się czymś w rodzaju paniki moralnej i paniki zdrowotnej. Słodki ton miał się zmienić w gorzki.
Mozart też komponował na szklaną harmonikę.
Tak, co jest fascynujące, bo z jakiegoś powodu w mojej głowie Mozart i Franklin nie przeplatają się, a jednak tak.
Harmonijka od razu zyskała popularność w Europie i, Mozart był jej wielkim fanem. Skomponował kilka utworów na nią, a podobno Maria Antonina nawet pobierała lekcje gry na harmonice.
A teraz informacje o człowieku, który zapoznał Mozarta z harmoniką, ponieważ wkrótce stanie się on centralną postacią tej historii.
Nie jest tak sławny jak Franklin czy Mozart.
Był niemieckim lekarzem, Franzem Mesmerem. Mesmer był interesującym człowiekiem. Gra na harmonice była dla niego dodatkowym hobby, ale jego głównym zajęciem były środki lecznicze. Słowo „środki lecznicze” należy ująć dość mocno w cudzysłowie.
Mesmer naprawdę interesował się magnesami. Był guru New Age tamtego okresu. Wierzył, że ludzkie ciało jest wypełnione tajemniczymi płynami, czyli tymi magnetycznymi płynami. Te magnetyczne płyny mogą się blokować. A jeśli tak się stanie, powodują problemy zdrowotne. Aby to wyleczyć, Mesmer przykładał magnesy do swoich pacjentów i pomagał im w przemieszczaniu się. Teoria ta stała się znana jako magnetyzm zwierzęcy. Z czasem terapie Mesmera stawały się coraz dziwniejsze i bardziej teatralne. I dużą część tych terapii stanowił dźwięk samej harmonijki.
To jest przejmujące. Wibrujące szkło wydaje niepowtarzalny dźwięk. Po około pięciu do dziesięciu minutach grania zaczyna wypełniać pomieszczenie w taki sposób, że dźwięk zaczyna brzmieć, jakby nie pochodził z żadnego źródła.
Można sobie wyobrazić przez chwilę, że jesteśmy w jakimś paryskim salonie w latach 80. XVIII wieku. Wokół kręci się mnóstwo ludzi. Wszyscy są elegancko ubrani. Światła są przyćmione, świece się palą, a lustra są wszędzie. Na środku pokoju stoi gigantyczna wanna, wypełniona kawałkami żelaza i szkła. Z wanny wystają żelazne pręty. Ktoś w kącie siedzi i gra na szklanej harmonijce.
No cóż, tak na marginesie, cokolwiek sądzicie o skuteczności tych terapii, jasne, że tak. Teatralne przedstawienie na poziomie +. W każdym razie, Franz Mesmer jest w samym środku tego wszystkiego. Zachęca ludzi z bólem brzucha lub głowy, żeby podchodzili, podchodzili, wychodzili, pocierali ciało o te żelazne pręty wystające z wanny.
I tak godzinami ludzie podchodzą i pocierają brzuchy, ramiona, inne części ciała o te pręty. Grający na harmonijce gra na całego. I to uczucie wywoływało u nich silne reakcje. Czkali, szlochali, płakali, a nawet mdleli, a wszystko to przy dźwięku tej diabelskiej szklanej harmonijki w tle.
Stało się to na tyle modne, że pod koniec lat 80. XVIII wieku inni lekarze w Paryżu pytali: „Co do… co ty robisz?”. Sytuacja stała się na tyle napięta, że król Francji został poproszony o interwencję. Postanowił on powołać komisję naukową, która miała ocenić twierdzenia Mesmera. Na tę komisję Król zaprosił chemika, lekarza, i on jest tu, jest tam, jest wszędzie: nasz stary przyjaciel, Benjamin Franklin. W tym momencie mieszka w Paryżu i pracuje tam jako ambasador.
Ben Franklin przychodzi, uczestniczy w tych sesjach i pyta: „Do czego służy moja harmonika? O co w tym wszystkim chodzi?”
Komisja uznaje więc Mesmera za oszusta. Innymi słowy, ci pacjenci w pewnym sensie sami się wyleczyli, wykorzystując siłę efektu placebo, wyobraźnię, siłę własnej wiary w siebie.
Mesmer ostatecznie opuścił Paryż w lekkim zawstydzeniu. I choć Mesmer może nie wygrał bitwy z Benem Franklinem, żyje dalej w inny sposób. Nawet jeśli nigdy wcześniej nie słyszałeś o szklanej harmonice ani wannach pełnych żelaznych wiórów, możesz opisać uczucie, jakie towarzyszy słuchaniu szklanej harmoniki, jako hipnotyzujące. Jak u Franza Mesmera.
Być może ze względu na skojarzenie z mesmeryzmem i mesmeryzmem, harmonika zaczęła się odwracać przeciwko niej. Zamiast leczyć, zaczęły krążyć plotki, że harmonika, nawet samo jej słuchanie, może wywoływać choroby. W 1798 roku jeden z popularnych magazynów muzycznych ostrzegał, że harmonika może wpędzić grającego w dokuczliwą depresję, a tym samym w ponury i melancholijny nastrój, i że jest to skuteczna metoda powolnego unicestwienia. Skuteczna metoda powolnego unicestwienia to świetny, powiedzmy, tytuł albumu. Dalej napisano, że nie należy grać na harmonice późno w nocy, jeśli jest się chorym lub cierpi na jakiekolwiek zaburzenia nerwowe.
W latach 20. XIX wieku harmonika również wyszła z mody. Nadal pojawiała się sporadycznie w muzyce klasycznej. To utwór, który możesz rozpoznać. To dzieło francuskiego kompozytora Camille'a Saint-Saënsa. To z jego „Animal Suite”, a ta część nosi tytuł „Akwarium”.
Naprawdę czuję się, jakbym obserwował przepływającą meduzę. Oznaczało to, że harmonijki, będąc niemodne, nieco podejrzane i bardzo, bardzo kruche, zaczęły powoli zanikać. Stały się przedmiotami kolekcjonerskimi, stały w muzeach i praktycznie nikt na nich nie grał ani nie myślał o nich zbyt wiele.
Do lat 80. Ponieważ w latach 80. facet o nazwisku Gerhard Finkenbeiner zaczął produkować nowe szklane harmonijki. Gerhard mieszkał w okolicach Bostonu i był wysokiej klasy szklarzem. Wytwarzał szkło naukowe i narzędzia dla wszystkich laboratoriów w Bostonie. To były superwymyślne rzeczy. To było szkło dla IBM, Raytheona, szkło używane do produkcji półprzewodników.
Pewnego dnia, gdy wytwarzał kwarcowe narzędzia do półprzewodników, zauważył, że z odciętych końcówek tych rurek można zrobić idealne szklane misy harmonijkowe. I tak Gerhard zaczął produkować zupełnie nowe szklane harmonijki. Z czasem ludzie zaczęli je kolekcjonować i grać na nich ponownie. Stały się one swego rodzaju niszą, jeśli ktoś interesował się muzyką. Przechodziły one w posiadanie różnych kolekcjonerów, w tym faceta z Los Angeles, który jedną z nich używał do tworzenia ścieżek dźwiękowych do filmów. Jednak historia Gerharda przybiera zaskakujący obrót.
Co się stało z Gerhardem?
Nikt tak naprawdę nie wie, co stało się z Gerhardem. Podobno był pilotem-amatorem i pewnego dnia podczas lunchu powiedział swoim współpracownikom, że czuje potrzebę odejścia, nie wspominając nic o lataniu, najwyraźniej zmienił zdanie po powrocie do domu, wsiadł do samolotu i zamiast polecieć na północ, w kierunku swojego drugiego domu w New Hampshire, do swojej pracowni dmuchania szkła, poleciał na południe i słuch po nim zaginął.
Gerhard Finkenbeiner zaginął 6 maja 1999 roku. Ani on, ani jego samolot nigdy nie zostały odnalezione. Oznacza to, że obecnie trudno je zdobyć. Być może jeśli masz zdolności stolarskie i dmuchanie szkła albo posiadasz kolekcję kwarcowych misek do sałatek, mógłbyś sam zrobić taką. Ben Franklin odmówił opatentowania któregokolwiek ze swoich wynalazków, w tym szklanej harmonijki, i w ten sposób nie zarobił na niej ani grosza. Więc jeśli chcesz spróbować zrobić własną, koniecznie powinieneś to zrobić. Pracownia Gerharda nadal pomaga w naprawie istniejących szklanych harmonijek i myślę, że mogą wyprodukować nawet kilka. Myślę, że dawno minął czas na kolejny powrót szklanej harmonijki.
Jeśli nie masz sąsiada, który akurat ma szklaną harmonijkę na strychu, możesz ją zobaczyć osobiście w Instytucie Franklina w Filadelfii. Ich harmonijka to oryginał, który należał do samego Franklina i został podarowany muzeum przez jednego z jego potomków. To naprawdę świetne instrumenty. Niestety, nie pozwolą ci na nich zagrać".
Źródło: Atlas Obscura
